top of page

-Zhang Zhi i jego "Szklane oko" -

  • 13 lip
  • 3 minut(y) czytania

"Poczta poetycka" przyfrunęła do mnie dwujęzycznym, polsko-angielskim tomem, pochodzącego z Chin poety, krytyka literackiego, tłumacza i wydawcy, Zhang Zhi.


Zhang jest doktorem literatury i prezesem Międzynarodowego Centrum Tłumaczeń Poetyckich i Badań, redaktorem naczelnym wielojęzycznego czasopisma poetyckiego, autora wielu książek poetyckich, redaktora angielskiej edycji Światowego Rocznika Poezji i doradcą w Centrum Globalizacji Chińskiej Poezji na Uniwersytecie w Nankai. Otrzymał wiele nagród literackich na całym świecie, mi.in. w Grecji, Brazylii, Stanach Zjednoczonych, Izraelu, Francji, Indiach, Włoszech, Austrii, Libanie, Macedonii, Rosji, Japonii, Egipcie, Belgii, Armenii, Bangladeszu i Serbii. Jest Autorem wielu światowych antologii, tłumaczeń i inicjatyw.


Wiersze rezonują od wstępu, a z czasem zaczynają rozkwitać w czytelniku. Kwiat to intymny i wewnętrzny. Żyje on od środka, zasilany słowem.

Książkę otwiera liczba nieskończona - "nikt nie potrafi obliczyć"... Tak zwanego życia bez daty, "bez" początku i końca. Niby byt, a jednak w niebycie, w ciągłym czuwaniu i czekaniu. W końcu i tak "przestaniemy być gorą wulkanicznego popiołu", a "wiatr (...) zaatakuje umierające niebo". Jedno jest pewne, nasz byt w "niebycie" i tak ulegnie unicestwieniu, tylko... kiedy?

"Kometa" jest pochwałą życia: " niebo jest wspaniałe, tak jak ja". Tytułowe zjawisko, zrównane zostało ze skromnością kwiatu. Wszystko płynie "pantha rei", tak kojąco, jak "tajemniczy tren" czy morze, czy jak zamek, co to opiera się erozji. Błękit otwiera swe podwoje jak kojące powitanie samego Przeznaczenia.

I ta pełna roztropności puenta, że "krew świata jest od dawna obmyślona". Wszystko co na ziemi i niebie na swój czas i miejsce - całej naturze towarzyszy jej naturalny cykl, rytm, porządek i powtarzalność. Czyż nie piękne to skojarzenie z Księgą Koheleta mówiącej, że "wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem"?


Zhang Zhi z nieudawaną skromnością afirmuje życie i ów zachwyt przebija nie tylko w pojedynczych wierszach - jest ona rozbłyskami, odbiciami, echem, tłem, głosem, chórem, narracją, preludium czy sumą ich wszystkich.

Nasuwa to też skojarzenia z cichą pokutą wypływającą z osamotnionego serca. Jest tu także rozliczenie z czasem wojny i pokoju, przy czym owe elegie obserwowane są na blejtramie nieboskłonu - gdy nastają niepokoje, zostaje ono bestialsko dziurawione, a "świat stał się spłoszonym ptakiem".

I znów można w myślach przylgnąć do wspomnianego już Koheleta, który kieruje ku nam zawołanie, pełne trwogi i ostrzeżenia przed zatraceniem - "marność nad marnościami".

"Vanitas Vanitatum" zawiera się też we fragmencie: "z nieba przyszedłem i do nieba powrócę". Brzmi to jak przypomnienie o naszej śmiertelności, zaczerpniętej z Księgi Rodzaju: "z prochu powstałeś i w proch się obrócisz".


Wiersze te są także impresyjn, wzbogacone o wypełnione kadry - z tłem, przestrzenią, ruchem bohaterów po diagonach życia. Obrazy ożywają zmieniającymi się porami roku. Silnie odzywają się tu we mnie wizualne, filmowe, poetyckie, estetyczne i moralizatorkie nawiązania do dzieła filmowego, które podziwiam - mowa tu o poetyckim ujęciu życia buddyjskiego mnicha, zestawionego z cyklem przemijania, ubranego w szaty pór roku. To czyste piękno wywodzi się spod znaku reżysera Kim Ki-duka "Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna".

Tym, co mnie szczególnie uwodzi i koi w wierszach chińskiego poety, to prostota. Niebywała szczerość. Wizje i wizyjność. A jego przekonanie o dawaniu w poezji nadziei, nie góruje nad nastrojami katastroficznymi, apokaliptycznymi. Mówi on o nich wprost. Nie kokietuje i nie pociesza, jednak daje otuchę, którą możemy odnaleźć w prostolinijności - powinna ona wziąć górę nad tym, co góruje - nad nadprodukcją wszelkiej "wielości", chęci pomnażania i pokusie budowania fasady, gdy brak fundamentów.

Autor zachęca, by budować na "sobie" (innymi słowy, stawiać na siebie) i by zacząć właśnie od samego siebie. A wtedy już wiesz, że "mit umarł i wszystko się zaczyna".


Bardzo ważne są dla mnie te okruszyny otuchy, które znajduję w wierszach Zhanga, podążam za nimi, niczym głodny ptak. Co to syci - dotąd zacienioną duszę i jałowe ciało.

Poezja Zhanga Zhi syci, choć to posiłek ascety. Po czasie i po wielokrotnym czytaniu, zaczynasz dostrzegać, że ta liryczna odmieniona "dieta" jest uzdrawiająca - kieruje wzrok tam, gdzie dotąd niby patrzyłeś, a jednak oczy pozostawały zamknięte.


Zhang Zhi

"Szklane oko"

Redaktor: Alicja Kuberska

Korektor, słowo: Izabela Zubko

Korektor: Agnieszka Jastrzębowska

Wydawnictwo: Ridero 2026


Monika Zając Czerkies

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page