Na tym jednym świecie
- 23 cze
- 2 minut(y) czytania
Tęsknię nie za wielkim szczęściem.
Nie za fajerwerkami, które rozświetlają niebo na chwilę, a potem zostawiają po sobie tylko ciemność i zapach spalenizny.
Tęsknię za kubkiem herbaty postawionym obok mojego.
Za pytaniem rzuconym mimochodem:
Jak minął ci dzień?
Za tym, żeby ktoś był.
Nie od święta.
Nie na zdjęciu.
Nie w wiadomości wysłanej przed snem.
Naprawdę.
Tak blisko, żeby można było usłyszeć westchnienie z drugiego końca kanapy.
Tak zwyczajnie, żeby wspólnie kupować chleb, narzekać na pogodę,
śmiać się z rzeczy,
których nikt poza nami by nie zrozumiał.
Dopiero z wiekiem człowiek odkrywa, że największe cuda przychodzą bez fanfar.
Mają postać dwóch szczoteczek stojących przy tej samej umywalce.
Dwóch poduszek, na których zostaje ciepło.
Dwóch głosów mieszających się wieczorem w zmęczonym mieszkaniu.
Tęsknię za tym, żeby móc przynieść komuś swoją radość jak dziecko przynosi znaleziony kamyk.
Patrz. Zobacz jaki piękny.
I żeby ktoś naprawdę spojrzał.
Ale tęsknię też za tym, by mieć komu oddać smutek.
Nie po to, żeby go rozwiązał.
Tylko żeby usiadł obok.
Bo są ciężary, które nie stają się lżejsze od rad.
Stają się lżejsze od obecności.
Tęsknię za bliskością,
o której rzadko piszą poeci.
Za dłonią odnajdującą dłoń
w ciemnym pokoju.
Za czołem opartym o ramię.
Za ciałem, które nie jest obok przypadkiem.
Za dwoma samotnościami,
które przestają być samotne.
Bo przecież i ciała pamiętają.
Pamiętają głód dotyku.
Pamiętają ciepło drugiej skóry.
Pamiętają ten dziwny spokój,
gdy serce zasypia
wsłuchane w rytm drugiego serca.
Jakby od początku były stworzone
do współbrzmienia.
Jak dwa instrumenty, które przez lata milczały osobno, a potem nagle odkryły,
że potrafią grać tę samą melodię.
I myślę czasem, że mamy tylko to Jedno Życie.
Ten jeden świat wirujący gdzieś pośród ciemności.
Ten jeden niepowtarzalny adres we wszechświecie.
Ile jeszcze dni odłożymy na później?
Ile słów zatrzymamy ze strachu?
Ile spotkań miniemy, bo nie nadszedł
ten właściwy moment?
A jeśli właściwy moment jest właśnie teraz?
Jeśli człowiek pojawia się w naszym życiu nie przez pomyłkę, lecz dlatego,
że oboje mieliście dotrzeć
do tego samego miejsca w tej samej chwili?
Może właśnie po to krzyżują się ścieżki.
Może po to los tak cierpliwie splata przypadki.
Żebyśmy nauczyli się, że sens życia
nie mieszka w odległych marzeniach.
Mieszka w czyimś spojrzeniu.
W czyimś śmiechu.
W dłoni, która nie puszcza,
kiedy przychodzi noc.
Bo kiedy wszystko przeminie:
lata, plany, lęki, ambicje,
zostanie tylko jedno pytanie:
czy był ktoś, komu oddaliśmy swoje dni?
I czy był ktoś, kto swoje dni oddał nam?
Reszta jest ciszą.
A miłość - nawet ta ukryta
w najzwyklejszej codzienności
pozostaje najpiękniejszym cudem,
jaki wydarzył się na tym jednym świecie.
Radosław Kowalski









Komentarze