Maria Dłuska
- 7 dni temu
- 3 minut(y) czytania
Wspomnienia ze szlaków Jury Krakowsko-Częstochowskiej
Mężowi Kazimierzowi i Synowi Marcinowi
na szlakach Jury zamki z duszą
kapliczki domkowe zaciekawione kto zburzył im sielskość
w ramionach odcieni malachitu
i przydrożne skały z rozwichrzonymi czuprynami
wiodące do Krakowskiej Bramy
Podzamcze pachnie jurajską strawą
i przyciąga tajemnicą leciwego zamczyska
gdzie Ksantypa strzeże wrót
tutaj zdaje się słyszeć Białą Damę
spraszającą duchy z milczących komnat
na biesiadną ucztę
oczy zachwyca widok słoneczników
okalających majestatyczną ruinę
gdy patrzę na nie w wazonie
przywołuję jurajskie klimaty
muśnięte ich wdziękiem
urzekają barwami bursztynu
sędziwością przygarbione
jak staruszka z rysami Afrodyty
dumnie wyciągają szyje ku słońcu
i szepczą przygasłymi oczami
schowaj nas
między kartki pamiętnika
Schowaj nas między kartki pamiętnika – o pamięci miejsc i krajobrazie, który nie przemija
Niektóre podróże kończą się w chwili powrotu do domu. Inne trwają znacznie dłużej – pozostają w pamięci, powracają w zapachu suszonych kwiatów, w widoku starej fotografii, w przedmiotach, które niespodziewanie otwierają zamknięte wcześniej drzwi wspomnień. Wiersz Marii Dłuskiej „Wspomnienia ze szlaków Jury Krakowsko-Częstochowskiej” należy właśnie do tej drugiej kategorii. Nie jest zwykłym opisem krajobrazu ani poetyckim przewodnikiem po Jurze. To utwór o tym, jak miejsce staje się częścią ludzkiego życia i jak pamięć potrafi ożywiać przestrzeń długo po zakończeniu wędrówki.
Już dedykacja:
Mężowi Kazimierzowi i Synowi Marcinowi
ustawia sposób lektury. Podróż nie była doświadczeniem samotnym. Jest wspomnieniem wspólnie przeżytych chwil, rodzinnego czasu, który zyskał wartość większą niż sam odwiedzony krajobraz. Dzięki temu cały utwór nabiera ciepła i osobistego charakteru.
Pierwsze wersy budują świat, w którym przyroda i historia współistnieją bez wyraźnych granic:
na szlakach Jury zamki z duszą
kapliczki domkowe zaciekawione kto zburzył im sielskość
Autorka od razu ożywia otaczającą rzeczywistość. Zamki mają duszę, kapliczki potrafią się dziwić. To charakterystyczny sposób patrzenia na świat – nie jak na zbiór zabytków, lecz na przestrzeń, która pamięta ludzi, ich obecność i przemijanie. Personifikacja sprawia, że krajobraz staje się uczestnikiem historii, a nie jedynie jej tłem.
Bardzo plastycznie przedstawiona zostaje sama Jura:
w ramionach odcieni malachitu
i przydrożne skały z rozwichrzonymi czuprynami
Kolor malachitu przywołuje bogactwo zieleni, natomiast „rozwichrzone czupryny” skał nadają naturze niemal ludzki charakter. To świat pełen ruchu i życia, choć zbudowany z kamienia. Skały nie są martwe – zdają się mieć własną osobowość, własny temperament.
Szczególne miejsce zajmuje Podzamcze:
Podzamcze pachnie jurajską strawą
i przyciąga tajemnicą leciwego zamczyska
Poetka angażuje kolejne zmysły. Czytelnik nie tylko widzi krajobraz, ale niemal czuje jego zapach. To ważny zabieg, ponieważ pamięć bardzo często wraca właśnie poprzez doznania zmysłowe. Zapach regionalnych potraw staje się równie ważny jak widok ruin. W ten sposób miejsce nabiera pełni – nie jest tylko przestrzenią historyczną, ale żywą częścią współczesnego doświadczenia.
Następnie wiersz płynnie przechodzi od rzeczywistości do legendy:
gdzie Ksantypa strzeże wrót
tutaj zdaje się słyszeć Białą Damę
spraszającą duchy z milczących komnat
na biesiadną ucztę
To jeden z najciekawszych fragmentów utworu. Historia nie zostaje zamknięta w muzealnym opisie. Ruiny zaczynają żyć własnym życiem. Pojawiają się postacie z lokalnych podań, duchy i dawne opowieści. Poetka pokazuje, że miejsca historyczne istnieją jednocześnie w dwóch wymiarach – materialnym i wyobrażonym. To właśnie legendy często stają się najtrwalszą częścią krajobrazu.
Jednak prawdziwe zaskoczenie przynosi druga część wiersza, kiedy monumentalne zamczysko ustępuje miejsca... słonecznikom.
oczy zachwyca widok słoneczników
okalających majestatyczną ruinę
Ten obraz wnosi do utworu światło i pogodę. Słoneczniki tworzą kontrast wobec kamiennych ruin. Są symbolem życia, które nieustannie odradza się obok historii. Nie konkurują z zamkiem, lecz dopełniają jego piękno.
Najpiękniejszy zabieg kompozycyjny pojawia się chwilę później:
gdy patrzę na nie w wazonie
przywołuję jurajskie klimaty
Podróż okazuje się trwać nadal. Wystarczy bukiet kwiatów stojący w domu, aby wrócić
myślami do Jury. To niezwykle subtelna obserwacja psychologiczna – pamięć potrzebuje czasem tylko jednego drobnego znaku, by otworzyć cały świat dawnych przeżyć.
Finał należy do najbardziej wzruszających fragmentów utworu:
sędziwością przygarbione
jak staruszka z rysami Afrodyty
dumnie wyciągają szyje ku słońcu
i szepczą przygasłymi oczami
schowaj nas
między kartki pamiętnika
Słoneczniki zostają porównane do starszej kobiety, która mimo upływu czasu zachowała ślady dawnego piękna. To porównanie niesie głęboką refleksję nad przemijaniem. Starość nie oznacza utraty godności ani urody – przeciwnie, nabiera nowego wymiaru. „Rysy Afrodyty” sugerują, że prawdziwe piękno dojrzewa razem z czasem.
Ostatnie wersy można odczytać szerzej niż tylko jako prośbę kwiatów. Tak naprawdę przemawia tutaj cała Jura – krajobraz, wspólnie przeżyte chwile, rodzinna podróż i wszystko to, co warto ocalić od zapomnienia. „Schowaj nas między kartki pamiętnika” oznacza: nie pozwól nam zniknąć. Zachowaj nie tylko obrazy, ale także emocje, zapachy, światło i obecność tych, z którymi dzieliłeś tę drogę.
Maria Dłuska stworzyła wiersz, który przypomina, że prawdziwe podróże nie kończą się na ostatnim kilometrze szlaku. Trwają w pamięci, w codziennych przedmiotach i w chwilach, kiedy zwykły bukiet słoneczników potrafi nagle otworzyć przed człowiekiem cały pejzaż dawnych dni. To poetycka opowieść o sile wspomnień i o miejscach, które – raz pokochane – na zawsze pozostają częścią naszego wewnętrznego krajobrazu.
Tomasz Walczak









Komentarze