Instrukcja obsługi dorosłości – wydanie, które nie zostało opublikowane
- 6 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Gdy kupujemy ekspres do kawy, otrzymujemy instrukcję. Kupując pralkę, znajdziemy w pudełku kilkadziesiąt stron wyjaśnień, jak nie pomylić programu do wełny z wirowaniem. Nawet zwykły czajnik ma ostrzeżenie, żeby nie zanurzać go w wodzie. Tylko dorosłość przychodzi do nas bez pudełka, instrukcji i numeru infolinii.
Pamiętam, że jako dziecko byłam przekonana, iż dorośli wszystko wiedzą: jak zapłacić rachunki, wychować dzieci, naprawić cieknący kran, a przede wszystkim – jak żyć. Wydawali się ludźmi, którzy rozwiązali już wszystkie zagadki świata. Dopiero kiedy sama przekroczyłam niewidzialną granicę zwaną dorosłością, odkryłam największy sekret. Oni też improwizowali.
Nikt nie uprzedza, że dorosłość wcale nie zaczyna się w dniu osiemnastych urodzin ani wtedy, gdy odbieramy pierwszy dowód osobisty. Nie przychodzi wraz z pierwszą wypłatą ani z własnym mieszkaniem. To raczej niekończąca się seria egzaminów, do których nikt nie podał pytań.
Nie ma rozdziału zatytułowanego „Jak pogodzić marzenia z rachunkami”. Nie ma instrukcji: „Co zrobić, gdy życie skręca w zupełnie inną stronę, niż planowałeś?”. Nie znajdziemy też odpowiedzi na pytanie, jak zachować spokój, kiedy świat wokół przyspiesza, a my mamy ochotę wysiąść na najbliższym przystanku.
Dorosłość okazuje się sztuką zadawania pytań częściej niż udzielania odpowiedzi. To umiejętność przyznania się do niewiedzy bez poczucia porażki. Paradoksalnie im więcej lat przybywa, tym wyraźniej widać, jak wiele jeszcze pozostaje do zrozumienia.
Najbardziej zaskakuje jednak to, że dorośli wciąż pozostają dziećmi. Nadal cieszą ich pierwsze płatki śniegu, zapach świeżo skoszonej trawy czy lody Bambino z dzieciństwa. Tożsamo boją się odrzucenia, tęsknią za prostymi rozmowami i czasem udają odważniejszych, niż są w rzeczywistości. Różnica polega jedynie na tym, że nauczyli się lepiej ukrywać swoje wątpliwości.
Być może największym błędem jest przekonanie, że pewnego dnia osiągniemy stan pełnej gotowości do życia. Tymczasem życie nie czeka, aż poczujemy się przygotowani. Ono po prostu płynie, a my uczymy się go w biegu, metodą prób, błędów i kolejnych poprawek.
Gdyby jednak ktoś naprawdę napisał instrukcję obsługi dorosłości, podejrzewam, że byłaby zaskakująco krótka.
Nie bój się zmieniać zdania. Nie porównuj kulis własnego życia do cudzego występu. Proś o pomoc, kiedy jej potrzebujesz. Nie odkładaj rozmów, które mogą naprawić relacje. Dbaj o ludzi bardziej niż o przedmioty. Śmiej się z własnych pomyłek, bo i tak będą się zdarzać. I pamiętaj, że sukces nie mierzy się wysokością konta. Wystarczy wieczór, po którym zasypiasz ze spokojnym sumieniem.
Może właśnie na tym polega dorosłość. Nie na tym, że przestajemy się mylić, ale że uczymy się żyć z własną niedoskonałością. Nie na tym, że mamy odpowiedź na każde pytanie, lecz że nie boimy się ich zadawać. Nie na tym, że wszystko kontrolujemy, ale że potrafimy odnaleźć sens nawet wtedy, gdy życie po raz kolejny wywraca nasze plany do góry nogami.
A jeśli kiedyś ktoś zapyta mnie, gdzie można kupić instrukcję obsługi dorosłości, odpowiem z uśmiechem: nie znajdziesz jej w żadnej księgarni. Piszesz ją sam. Każdego dnia. Czasem ołówkiem, czasem piórem, a czasem gumką myszką do mazania. I chyba właśnie dlatego jest jedyną instrukcją, którą naprawdę warto przeczytać od początku do końca, a zwłaszcza tekst napisany małym druczkiem.
Kasia Dominik









Komentarze