top of page

Stworzona do miłości i wierszy

  • 14 sie
  • 2 minut(y) czytania

Mój tato powiedział kiedyś, że jego córka nie urodziła się do pracy. Że jest stworzona do miłości i wierszy.


Nie wiem, czy mówił poważnie. Być może był to sarkazm, jeden z tych, które zostają w człowieku dłużej niż słowa wypowiedziane z czułością. Być może chciał mnie zranić, a może przez chwilę naprawdę mnie zobaczył.


Trzymam się tej drugiej możliwości jak starego pamiętnika znalezionego na dnie szafy. Otwieram go ostrożnie, jakby między stronami mogło znajdować się coś, czego przez lata nie umiałam zobaczyć.


Chcę wierzyć, że mnie kochał, nawet jeśli nie umiał tego pokazać. Chcę wierzyć, że pod krzykiem istniało coś cichego. Coś, czego nie potrafiliśmy nazwać.


Dzień jego śmierci był również dniem miłości.


Powiedziałam mu, że go kocham.


Odpowiedział:


— Ja ciebie też.


Dwa krótkie zdania. Jak dwa ptaki, które po długim czasie odnalazły drogę do tego samego drzewa. Przyleciały za późno, a jednak zdążyły.


Wiele było między nami przykrości. Złości. Krzyku. Słów, które nie powinny były zostać wypowiedziane, i takich, które powinny były paść, lecz nigdy nie znalazły dla siebie miejsca. Była mowa nienawiści, było niezrozumienie, a jeszcze bardziej bolesny był brak próby zrozumienia.


Ale jakie to ma teraz znaczenie?


Pamięć nie jest sprawiedliwa. Wybiera. Odcina całe pokoje i zostawia uchylone drzwi do jednego, w którym jest światło. Ja chcę pamiętać właśnie to światło. To, co było dobre. To, co było piękne. To, co może naprawdę widział we mnie.


Moja córka jest stworzona do miłości i wierszy.


Chcę wierzyć, że naprawdę tak myślał.


Nikt nie jest doskonały. Każdy popełnia błędy. Jeden większe, drugi mniejsze. Każdy się potyka. Każdy upada. Nie każdy potrafi się podnieść.


Ja upadłam chyba tysiąc razy.


I chyba tysiąc razy zdołałam wstać.


Nie zawsze dlatego, że miałam siłę. Czasem tylko dlatego, że ziemia była zimna. Czasem dlatego, że trzeba było zrobić następny krok, choć nie wiedziałam dokąd. Czasem podnosiłam się dla kogoś, czasem z przyzwyczajenia, a czasem bez żadnego powodu.


Dzisiaj stoję na skraju przepaści.


Nie wiem, czy będę miała czego się chwycić. Nie wiem, o kogo oprzeć ciężar własnego ciała. Nie wiem nawet, czy będę chciała wyciągnąć rękę.


A jednak ten poranek jest piękny.


Słońce grzeje moją skórę, jakby znało drogę do miejsc, których sama nie potrafię już odnaleźć. Ptaki śpiewają ukryte w liściach i gałęziach. Nie muszę ich widzieć, żeby wiedzieć, że są.


Wokół mnie krążą motyle: białe i żółte. Ich skrzydła otwierają się i zamykają, otwierają i zamykają, jak małe drzwi do świata, w którym wszystko jeszcze może się wydarzyć.


Świat jest piękny.


A we mnie smutek.


Melancholia trzyma mnie za ramiona i nie pozwala podejść bliżej. Stoję więc pośród światła, niezdolna, by się nim ogrzać.


I wtedy wraca do mnie głos mojego taty:


— Moja córka jest stworzona do miłości i wierszy.


Nie wiem, czy to prawda.


Ale dzisiaj chcę w to uwierzyć.


Agnieszka Dyszak

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page