Mój pogląd na współczesność 😔😔😔
- 7 dni temu
- 4 minut(y) czytania
Siedzę w pustym pokoju z widokiem na niedawno zgarniętą i gnijącą pryzmę skoszonej trawy. W sumie widok adekwatny do pory roku. Piękne lato tej jesieni. Trzynasty lipiec roku dwa tysiące dwudziestego szóstego.
Lipcopad….Nazwa tego miesiąca w sposób obrazowy, (środek lata, trawo i sianokosy😉😉😉) wyjaśnia skąd wzięła się ta cholerna trawa, misternie ułożona w pryzmę, którą nota bene sam z nudów i braku pomysłów na zabicie kolejnego pustego dnia, usypałem za pomocą szczerbatych grabi.
Mam przemożną chęć pisania, uderzania w klawiaturę laptopa i wyrzucenia z siebie wszystkich wątpliwości, obaw, lęków, miłości do literatury, niechęci do świata w takiej formie jaka jest mi podawana codziennie do śniadania. Ponoć po przeczytaniu kilku wiadomości ze świata we wszechwiedzącym Internecie, kawa smakuje jak mocz pawiana, i można bez skrępowania pójść do toalety z jakimś ciekawym czasopismem, co oznacza mniej więcej tyle, że nie będzie problemów z opróżnieniem jelit. Nigdy nie przypuszczałem, że medycyna posunie się tak daleko naprzód. Do tej pory myślałem, że na problemy z wydalaniem służą specjalne leki. A tu proszę. Wystarczy poczytać wiadomości, posłuchać kretyńskich polityków i kiszki same się opróżniają. I nie trzeba inwestować żadnej kasy. Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu(rehabilitant, masażysta i pielęgniarz), obecnie większość mojego pięćdziesiątegoletniego życia spędzam w w domu moich najlepszych Przyjaciół. Mam tu kilku pacjentów, którzy potrzebują pomocy i wsparcia. Za każdym razem kiedy włączam laptopa, obiecuję sobie, że nie przeczytam wiadomości. I za każdym razem moje obietnice są tyle warte ile listek papieru toaletowego, spuszczony z gracją wodospadu w publicznym kiblu. Wpajany od dzieciństwa patriotyzm(zbyt trudne dla mnie słowo), daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj najpierw czytam nowinki ze świata sportu. Interesują mnie wyniki walk bokserskich(czyli kto komu bardziej dołożył), sporty walki(z racji tego, że sam je uprawiam).
Czasem czytam doniesienia ze stadionów piłkarskich, żużlowych, i z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie sezonu skoczków narciarskich. Ech Adaś(Małysz)…Ileś Ty razy Chłopie(170cm wzrostu!) dawał mi powody do dumy z tego, że jestem Polakiem!!!! Ale kiedy zaczynam czytać najświeższe doniesienia z kraju, ogarniają mnie wątpliwości. Po kilku minutach lektury, zaczynają drżeć moje dłonie, by za chwilkę opaść w geście kompletnej bezradności. Nie będę rozpisywał się na temat treści tego co czytam, ponieważ mój żołądek nie zniesie takiej tortury. Zamykam wtedy laptopa i w kompletnej ciszy kładę się w moim nowym pokoju, na wygodnym łóżku i zaczynam się zastanawiać nad sensem rozpowszechniania tych wszystkich newsów.
Po cholerę wiedzieć mi, że obecny rząd szykuje kolejne durne ustawy, że ktoś komuś dał „w łapę”?(zawsze komuś, nigdy nie mnie!). Z wielką przyjemnością przytuliłbym kopertę z milionem polskich złotych. Po kilkunastu minutach kontemplacji nad wyżej wymienionym zagadnieniem, przychodzi rezygnacja z dalszej analizy i przestaję szukać odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania. Tak już musi być. Ten świat już taki jest. Zepsuty, zmanierowany, dekadencki, wyuzdany, brudny i śmierdzący. Z biegiem czasu zaczynam zauważać, że świat w swojej obecnej postaci jest coraz bardziej akceptowany przez ogromne rzesze społeczeństwa. Lubimy czytać o tym kto z kim śpi lub na kim? Kto kogo okradł i na ile? Ole operacji plastycznych zrobili sobie "celebryci"? To nas napędza, pozwala zapomnieć o własnych potrzebach, o własnych zmartwieniach. Żyjemy życiem innych i coraz bardziej z tą „innością” się utożsamiamy. Powoli tracimy pierwotną chęć obcowania z pięknem, kulturą, sztuką, literaturą, przyrodą, muzyką.
Coraz częściej spędzamy dnie na bezsensownym gapieniu się w telewizory, w których od zawsze lecą te same seriale, filmy i programy. Opery mydlane i mega tasiemce, sięgające początków gdy na chleb wołałem „beb” a na księdza „Zorro”. Schodzimy „na psy”, i z coraz większym lękiem obserwuję, że proces owego schodzenia w niższe warstwy egzystencji postępuje w zastraszającym tempie. Tracimy poczucie własnych wartości i własną tożsamość. Boję się, że lada chwila sięgniemy dna, z którego nie będzie szans się odbić. A przecież tyle mamy dóbr w zasięgu ręki w postaci literatury, sztuki, muzyki. Tyle jeszcze książek nieprzeczytanych, tyle nieobejrzanych spektakli teatralnych, filmów, tyle nieodkrytych nut. Czuję się bardzo samotny w tym postępującym zgodnie z nowoczesnymi trendami świecie. Przytłacza mnie mnogość ociekających przemocą i seksem newsów. Przytłacza mnie krew wypływająca z każdego zdania, napisanego ku uciesze ogłupionych ludzkich mas. Nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. Chociaż zdaża mi się użyć słowa "krew" w moich wierszach. Ale walczę z tym. Kiedy przychodzi moment zwątpienia w sens życia, puszczam sobie tybetańską muzykę relaksacyjną, siadam w pozycji seiza(jedna z pozycji medytacyjnych) i zaglądam w głąb siebie. Za każdym razem odkrywam w sobie coś czego wcześniej nie widziałem. Wciąż siebie poznaję. To tak jakby w obrazie ulubionego malarza, odkrywać za każdym razem coś, co się uprzednio przeoczyło. To fascynujące i dużo bardziej podniecające, niż to co oferuje mi współczesny świat. Coraz więcej czasu spędzam na studiowaniu literatury. Czy durny reality show noszący szumną nazwę „Rolnik szuka żony”, może być bardziej interesujący od powieści Gabriela Garcii Marqueza „Miłość w czasach zarazy”? Korzystając z okazji, że wspomniałem wyżej wymieniony i raczej ubogi w walory estetyczne show, zadam pytanie: Dlaczego ów rolnik szuka żony przed kamerami? Czy jeśli pokłócę się z sztuczną inteligencją w słuchawce telefonu(dramat!) o ostatni rachunek za prąd, albo moje jelita wydalą to co im zbędne, powinienem ten fakt ogłosić całemu światu w postaci fotki zamieszczonej na FB, Instagramie lub Twitterze? W moim własnym odczuciu, byłoby to bardzo niesmaczne. Ale zapewne dla większości ogłupionego, zwłaszcza młodego społeczeństwa, stałbym się swego rodzaju celebrytą. Zadziwiające, jak niewiele potrzeba aby znaleźć się na okładkach pierwszych stron gazet.
To moim zdaniem kolejny niebezpieczny trend, który mami młodych ludzi żądnych popularności i zauważenia. Trend zwany potocznie „parciem na szkło”. W ogólnym rozumieniu znaczy tyle co: „Zrobię wszystko żeby zaistnieć. Jeśli będę musiał(a) pokazać goły tyłek, zrobię to. Chcę być rozpoznawalny(a)”. Gubię się w tym wszystkim. Nie nadążam za tym światem, który każdego dnia staje mi się coraz bardziej obcy. Dzisiejsza młodzież już nie czyta Shakespeare’a, Szymborskiej, Norwida, Herberta. Gdybym spytał pierwszego lepszego licealistę o Umberto Eco, założę się o dobrą Yerba Mate, że odpowiedź brzmiała by tak: napastnik Realu Madryt. Przeraża mnie poziom wiedzy wpółczesnej młodzieży na temat literatury, sztuki i kultury. Przeraża mnie fakt, że młodzi ludzie coraz więcej czasu spędzają na ulicy, popijając alkohol, nierzadko oddając się rzekomo zbawiennym wpływom zażywania narkotyków. Jak tak dalej pójdzie my, pokolenie tych którzy ponad wszystko ukochali literaturę, sztukę i kulturę w szerokim rozumieniu tego słowa, staniemy się reliktami zamierzchłej przeszłości. Obym nigdy tego nie dożył…
Przemek Trenk









Komentarze