Ludzie chochoły
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Kiedyś miałem zbyt wiele szacunku do ludzi chochołów. Pustych, tępych i odrażających w swojej głupocie. Miałem ich za ludzi z mojego eklektycznego świata. Zadziwiające jak szybko otwierają mi się oczy. Kilkoro znajomych musiałem wyrzucić zarówno z życia prywatnego jak i z Facebooka. Nie dlatego, że miałem taki kaprys. Te osoby zdjęły maski a ich prawdziwe oblicze okazało się być diaboliczne. Z socjologicznego punktu widzenia, każdy człowiek ma maskę(tudzież maski), które pokazuje światu. Boi się pokazać swoją prawdziwą twarz.
Dlaczego tak jest?
Może dlatego, że ich prawdziwe ja jest tajemnicze, efemeryczne lub diabelskie. Poszedłem kiedyś do mojej ulubionej kawiarni w moim mieście Toruniu(nazwy kawiarni nie podam ze względu na lokowanie produktu), zamówiłem kawę mrożoną, usiadłem w letnim ogródku i obserwowałem ludzi. Fascynującym jest fakt, że ludzie są tak różnorodni. Jedni się uśmiechali, inni szli wpatrzeni w chodnik, jakby szukali na nim szczęścia lub pieniędzy. Mijali mnie także "mocno zmęczeni" panowie. Większość z nich zapomniała o tym, że język polski jest jednym z najpiękniejszych na świecie. Używali języka rodem z rynsztoka, podnosząc przy tym poziom decybeli. Narodziła mi się w głowie wówczas takie pytanie: ilu z nich nosi maski?
Bez wahania w mojej wyobraźni zastąpiłem ich twarze głowami psów różnej rasy. Nie wydawało mi się to niewskazane. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Zamieniłem ich twarze z największą ostrożnością. I tak mijały mnie owczarki niemieckie, rottweilery, jamniki, beagle, i oczywiście kundle. Powstał nieopisany tłok, turyści( ci w mojej wyobraźni byli quasi prawdziwi), skarżyli się: "Ach, jak tu śmierdzi psami i zepsutym żarciem!" "Jacy tu ludzie są brudni!". Dziwne, ale mój nos też zaczął odczuwać zapachy. Odróżniałem zapach kwaśnego potu, ludzkich odchodów, zepsutego żarcia, źle trafionych perfum, tanie wody kolońskie. Turyści wychodzili z tłumu cali w kurzu i z kłakami wszystkich ludzi psów. Rozpłynęli się w powietrzu. Na największej arterii mojego miasta zostają tylko ludzie w maskach. Żaden z nich nie chce jej zdjąć.
Zostawiam ich samych. Wracam do rzeczywistości. Przeglądam w pamięci listę "przyjaciół", których musiałem usunąć. Za kilkoma będę tęsknił. Kilku bardzo mnie rozczarowało. A jeszcze kilku...zresztą nieważne. Usunąłem, zakończyłem z bólem serca znajomości, które mnie tak naprawdę dusiły. Uwolniłem się od ludzi chochołów. Jest mi lżej. Serce boli ale jak powiadają starsi ludzie..."Jak boli to znaczy, że żyjesz" . A więc żyję. Gdybym nie żył, nie napisałbym tego wszystkiego😉😉😉
Przemek Trenk









Komentarze