top of page

Lalka o imieniu Meskalina😬😬😬

  • 8 lip
  • 6 minut(y) czytania


Mieszkanie tego starego kretyna zajmuje aż dwie kondygnacje. On sam jest kaleką. Ma sparaliżowane nogi, albo nie. Niech ich nie ma w ogóle. Stracił je na wojnie albo przez nierozwagę, bo po pijaku jechał rowerem i potrąciła go śmieciarka, przejeżdżając mu po udach. Starzec porusza się o własnych siłach, lecz tą siłą są jego wielkie łapska, które obracają wielkie szprychowe koła wózka dla inwalidów. Starzec staje się niecierpliwy. Jego złość przybiera na sile.

Od dłuższego czasu w jego domu mieszka i pracuje moda panienka, którą stary kretyn zatrudnił do sprzątania i opiekowania się jego lalkami, które wypełniają każdą wolną przestrzeń mieszkania. Była godzina 9.30 a dziewczyna wciąż jeszcze spała w swoim malutkim pokoju. Było to jedyne miejsce, wolne od lalek.

- Ile można spać? - pomyślał głośno.

Gdyby potrafił, a jego wielkie łapy miałyby więcej siły, wjechałby po schodach na górną kondygnację, wyciągnął dziewczynę z łóżka albo z pordzewiałej wanny w której ciągle przesiadywała. Odwrócił się w stronę na wpół porośniętego bluszczem okna i myślał co by zrobił, gdyby miał tę dziewczynę na wyciągnięcie dłoni. Chwyciłby ją wielkimi, mokrymi od potu łapskami za włosy i z całej siły tłukł tą wymalowaną gębą o stare lustro w łazience.

- Masz za swoje wypacykowana panienko! Naucz się gdzie jest twoje miejsce! Masz dbać o moje dzieci, ty dziwko! Masz je rozbierać, przebierać, i ubierać w czyste rzeczy! Rozumiesz suko?! Nie będę cię karmił w zamian za lenistwo!

Staruch wyjechał swoim wózkiem na hol. Dość sprawnie ominął wielki porcelanowy wazon w którym trzymał zdechłe papugi. Stanął przy schodach, i zaczyna drzeć tę swoją ohydną, zarośniętą i przypominającą Quasimodo mordę. Jego donośny krzyk podniósłby z grobu trupa, ale dziewczyna nie schodzi i nie odpowiada. A przecież już czas zmienić ubranie tej lalce bez oka i połowy twarzy. Nie zje prędzej śniadania dopóki dziewczyna nie zmieni lalce ubrania. Jego ręce zaczynają drżeć i pocić się. Nerwowo rozgląda się po holu. Zewsząd spoglądają na niego lalki. A on myśli o ich włosach, perukach zrobionych z różnokolorowych włosów. Niektóre mają prawdziwe ludzkie skalpy.

- A może ona umarła i nie zejdzie, może utopiła się w wannie? Kto w takim razie zajmie się moimi dziećmi?! - pomyślał w milczeniu.

Panika zaczęła go ogarniać jak mrok nocy ogarnia ziemię. Było już późno, i czas najwyższy aby przebrać lalkę bez oka i połowy twarzy. Starzec był pedantycznie poukładany. Wszystko w jego życiu musiało odbywać się zgodnie z wyznaczonym harmonogramem. Wszystko w porządku alfabetycznym. Jego życie było tak poukładane jak pieczątki na biurku starego urzędasa. Życie młodej dziewczyny którą zatrudnił, też musiało być poukładane i hermetyczne. Od tej do tej śpi, od tej do je a pozostały czas zajmują lalki. Więc dlaczego do tej pory nie zeszła?! - wydarł się jeszcze raz

- Złaź już na dół! Ile można spać do cholery?!

Dziewczyna schodzi. Schodzi powoli i dostojnie jak królowa Wiktoria w czasie koronacji, rozgląda się sennym i obojętnym wzrokiem dookoła.

- Pewnie znów siedziała w wannie - pomyślał. Chociaż nie, ona moczy się dopiero gdy skończy swoją robotę przy tych upiornych lalkach. Jest wciąż bardzo wściekły. Patrząc na nich z boku można odnieść wrażenie,że to nie ona od niego lecz on od niej jest zależny. Przecież gdyby chciał mógłby jej powiedzieć "wypierdalaj" "zwalniam cię"! - jak zrobił to z wieloma innymi przed nią dla których owa praca okazała się zbyt uciążliwa. Zostały po nich tylko pukle włosów na skórze wyprawionej przez tego pijaka mieszkającego w jaskini za miastem.

Stary mocno już zniecierpliwiony by mówić cokolwiek, wskazuje jej lalkę bez oka i połowy twarzy. Dziewczyna z miną skazańca idącego na szafot, posłusznie rozpina błyskawiczny zamek. Metaliczny, drażniący gwizd i szelest zsuwanego ortalionowego pokrowca. Każdy poranek zaczyna się właśnie od tej lalki. Stary zaczyna się uspokajać. Nieruchoma połowa twarzy lalki, długie blond włosy. Milcząca i tak nieuchronnie nieobecna. Stary uwielbiał lalki. Za to, że milczą. Nie wyrzucają z siebie tysięcy idiotycznych słów, nie jazgoczą , nie żądają i nigdy nie mają racji. Lalek nie trzeba karmić, słuchać ani prosić ich o poradę np. jaki kolor krawata pasuje do tęczowej koszuli. Stary wciąż głośno powtarzał, że producenci lalek powinni iść do nieba, nawet z butami. Dziewczyna milczała. Tego ją nauczył. Milczeć. Za to też jej płacił. Płacił jej za to żeby trzymała tę swoją wypacykowaną gębę na kłódkę. Czesała teraz lalkę bez połowy twarzy. Długie blond włosy spadały jej na plastikowe ramiona i wyciągnięty sweter, który nałożyła lalce na wyraźne żądanie starego. Nieruchome oko patrzy z szyderczym uśmiechem na starca siedzącego w zdezelowanym, zielonym fotelu.

- Zrób jej wyzywający makijaż! - powiedział rozkazującym tonem staruch.

Dziewczyna przysuwa posłusznie stolik na kółkach, podnosi ukryte na zawiasie lustro, naciska mały czerwony guzik. Po sekundzie bezszelestnie rozchyla się blat, a spod spodu silniczek elektryczny wypycha w górę półkę zastawioną kolekcją przyborów kosmetycznych. Stary chwyta mocno za obręcz szprychowych kół i cofa się z wózkiem, omal nie potrącając wielkiego wazonu stojącego na podłodze za jego plecami. Nie obawiał się jednak, że go stłucze. Codziennie od dziesiątków lat wykonywał ten sam manewr, te same ruchy. Przedmioty od lat stoją tam gdzie je kazał postawić, wtedy gdy kupił pierwszą lalkę, i pierwszą dla niej perukę. Czasem miał wrażenie, że mógłby jeździć pomiędzy nimi, bolidem formuły jeden i z zawiązanymi oczami. Jego ruchy i jego trasa są tak dokładnie wyliczone jak ruchy i trasa tygrysa zamkniętego w zbyt małej klatce ogrodu zoologicznego. Widział w młodości takiego tygrysa. Widział jak pracownik wrzuca mu do klatki truchło martwej foki. Widział krew, słyszał chrzęst łamanych kości i ten obłędny, tygrysi wzrok. Ten widok wywołał u niego niesamowitą erekcję.

W pewnym sensie on też był w klatce. Znał ją lepiej niż swoją matkę która zostawiła go obok śmietnika gdy miał pięć lat. Ojca nie poznał nigdy. Ponoć zapił się na śmierć. Podczas gdy dziewczyna rozpoczęła robić lalce makijaż, starzec krążył po klatce. Wymijał gęsto rozstawione sprzęty i pokryte ortalionowymi pokrowcami lalki, chińskie wazy i rozłożyste liście filodendrona. To jedyna roślina jaką tolerował w swoim świecie. W całym tym ponurym domu dominującą rzeczą są te nieme lalki. Stoją wszędzie. Niektóre wykonane z gumy, lateksu i poliuretanu. Kilka z nich w ma temperaturę zbliżoną do temperatury ludzkiego ciała, bo są ogrzewane od środka energią elektryczną, pochodzącą z ukrytych w ich pustych czaszkach, akumulatorów. Są nieme. Nie żądają żeby wyrzucić śmieci, nie pragną niczego dla siebie, nie przeszkadzają gdy w telewizji leci kolejna odsłona filmu "Zły skręt". Pozwalają się oglądać, pozwalają się wykorzystywać, same nie wykorzystując. Są ciepłe. Ciepłe jak ciało tamtej kobiety którą musiał...

- Czego ona się tak guzdrze? - pomyślał w duchu. Jak tak dalej pójdzie to Meskalina nie będzie gotowa do południa!

Zawraca wózkiem i przejechawszy wielkimi oponami o grubość włosa obok donicy z filodendronem, wpada prawie na stolik z przyborami kosmetycznymi. Chwyta tymi swoimi wielkimi łapskami za obręcze kół i ostro hamuje. Dziewczyna skończyła właśnie makijaż. W aureoli staranie ułożonych włosów, patrząc spod ciężkich opuszczonych do połowy sztucznych rzęs jednego oka, Meskalina przedstawia się doskonale. Stary miał ochotę pochwalić dziewczynę za efektowny makijaż ale zaraz sobie przypomina jej opieszałość. I znów wściekłość daje o sobie znać. Już zaciska pięść czując jednocześnie jak z wściekłości zaciska mu się gardło. Ty wstrętna wymoczona w tej kurewskiej wannie, śmierdząca dziwko. Ty świnio, za co ci płacę?! Ostatnim wysiłkiem woli pohamowuje się, przecież nie może zepsuć sobie dzisiejszego rozbierania Meskaliny, nie wolno mu się wściekać. Nie ma sensu, zważywszy, że wie co teraz nastąpi. Jego wewnętrzny stan przechodzi od jednego rodzaju podekscytowania w drugi. W sposób ciągły i bez stopniowania. Tam w środku coś zaczyna się rozprężać jak ciecz pod wpływem temperatury, coś rośnie zgniata od wewnątrz klatkę piersiową tamuje oddech, napełnia nogi i ręce, które pokrywają się potem i zaczynają drżeć nie mogąc zacisnąć się na obręczy kół wózka. Dziewczyna będzie teraz rozbierać lalkę. Meskalina stanie przed nim naga a on będzie mógł ją wszędzie dotykać. Nie będzie protestować, pocić się i drzeć gęby. Jej skóra nie będzie się pokrywać chropowatą, gęsią fakturą. Nienawidził tego. Dziewczyna wiedziała, że nie musi robić nic więcej. Nie musi odpinać podwiązek, zdejmować pończoch. Pozawiesza ozdoby i odejdzie. Będzie znów majestatycznie wchodzić po schodach. Zniknie za drzwiami swojego małego pokoju. Jedynego miejsca gdzie nie ma lalek. Stary pozwala jej odejść po cichu. Czeka aż ciszę przeszyje odgłos zamykanych drzwi i zaczyna dotykać mokrą od potu dłonią, peruki lalki. Chce zniszczyć układ włosów, gmerać i przebierać w nich. Zerwał je z kobiety która pociła się pod pachami, której burczało i chlupało w cipce i która wtedy myślała tylko o sobie i swoim orgazmie.

Poznał ją w knajpie "Pod oślizłym śledziem". Miejscowej spelunie, do której przychodzili wykolejeńcy życiowi, pijacy, zboczeńcy i zawiedzeni ulotną miłością kochankowie. Wrócił pamięcią do tamtego dnia gdy, musiał zrobić to co musiał. Nie mógł znieść kolejnej prośby o głaskanie po brzuchu, pokrytego gęsią skórką. Sięgnął po młotek leżący pod łóżkiem i uderzył ją sześćset sześćdziesiąt sześć razy w prawą stronę twarzy. Mówią, że to liczba szatana. Uderzał z precyzją godną zegarmistrzów. Gdy po prawej stronie głowy nie było niczego oprócz krwawej miazgi, rzucił młotek na podłogę i....

Ciała nigdy nie odnaleziono. W głębi duszy tęsknił za nią. Kupił na pchlim targu lalkę która przypominała mu Rysię. Zabrał ją do domu i postawił przy doniczce z filodendronem. Ale było w niej coś co nie dawało mu spokoju. Coś co nie pozwalało cieszyć się jej obecnością. Po chwili wiedział że to nie Rysia. Oderwał od podłogi trzy klepki i wyjął wciąż mający ślady krwi młotek. Chwycił lalkę i zaczął ją uderzać w prawą stronę. Uderzył sześć razy. Potłuczone kawałki plastiku wrzucił do kosza a lalkę bez połowy twarzy ustawił z powrotem koło donicy z filodendronem. Odetchnął z ulgą. To była Rysia. Zmienił jej tylko imię na Meskalina. Gdzieś je usłyszał i wpadło w ucho. Dziś wpadła mu myśl żeby z tej młodej dziewczyny zrobić żywą Rysię. Uśmiechnął się do swojej myśli. Ona jutro też zejdzie na dół aby Meskalinie zmienić ubranie.


PrzemekTrenk

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page