KOLEJNOŚĆ MYŚLI WEWNĘTRZNYCH
Opowiem Wam historię o niezwykłej przyjaźni damsko-męskiej.
Poznali się zupełnie przypadkiem. Ich oczy się spotkały i już wiedzieli — jest między nimi jakaś niewidzialna nić. Stali przez dobrą chwilę, wpatrując się w siebie, nie wiedząc, czy podejść do siebie, czy zostawić to tak, jak jest.
Bez słowa podeszła do niego, uśmiechnęła się, chwyciła mocno za rękę i czekała na jakiś jego ruch, choćby najmniejszy gest.
– Cześć, jestem Rafał. Mam wrażenie, że już się znamy.
– Cześć, tak, już się znamy.
– Jesteś szalona, jakoś zapomniałem Twoje imię... przypomnisz?
– Jestem. I wiesz, też zapomniałam.
Czas zaczął płynąć bardzo powoli, tak jakby rozciągał się w nieskończoność, a rozmowy ciągnęły się bez końca.
Mijały dni, tygodnie, miesiące. Ich relacje się zacieśniały, stawali się sobie coraz bardziej bliscy, coraz ważniejsi dla siebie wzajemnie.
Nie było tematów tabu ani tajemnic. Ufali sobie bezgranicznie i wiedzieli o sobie wszystko.
Niestety musiał wyjechać do Anglii, ale dzwonił tak, jak się umówili.
To było chyba jakoś w środku tygodnia...
Nie chciała z nim rozmawiać. Wiedziała, że on wyczuje, będzie wiedział, że stało się coś złego.
– Hejka, Mała, co tam u Ciebie?
– Cześć, Staruszku, wiesz... nie bardzo teraz mogę rozmawiać.
– Bzdura! To jest kurwa takie trudne powiedzieć, co się dzieje?
– Nie, ale jesteś tam. Potrzebuję Ciebie, nie głosu w słuchawce.
– Mała, co z Tobą? Cholera, wydaje Ci się, że mnie rozumiesz, a ja Ciebie nie?
Zaczęła mówić ściszonym głosem, wyraźnie się kontrolując, pomimo iż targały nią silne emocje. Z każdym kolejnym zdaniem było słychać jego przyspieszony oddech i pociąganie nosem.
– Tak mi przykro. Mała, wiesz... niech to wszystko chuj. Za kilka godzin jestem u Ciebie... Proszę, wytrzymaj... Obiecaj, że dasz radę.
– Obiecuję.
Nie zdążyła już nic więcej powiedzieć. Głos w słuchawce ucichł.
Czyżby płakał? Niemożliwe! Niech tu już będzie, niech ten cholerny czas płynie szybciej.
Na drugi dzień odebrała telefon ze znanego numeru, ale tym razem po drugiej stronie był damski głos.
– Dzień dobry, ja jestem mamą Rafała. Czy mogę prosić, abyś usiadła?
– Dzień dobry, tak... siedzę.
– Rafał zginął w wypadku samochodowym, jadąc do Polski. Zderzył się z tirem. Bardzo mi przykro. I wiesz, chcemy z mężem, żebyś była na pogrzebie. Wszystko zorganizujemy.
Bez słowa odłożyła słuchawkę. Całe otoczenie wirowało, wszystko przestało istnieć.
Zamknęła oczy, a myśli wyprzedzały łzy.
Przecież mogła mu nic nie mówić. Pokłóciliby się, ale w końcu nie potrafili się długo na siebie gniewać. Przecież zawsze po chwili uspokajali się nawzajem, jakby naturalnie, tak zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic.
Już nie umiała myśleć o niczym innym.
Jego już nie ma, nigdy nie będzie... To jej wina...
Pamięci prawdziwej przyjaźni damsko-męskiej...
Magdalena Głąb (Zybowska)








Komentarze