Z pamiętnika pielęgniarza, który w przerwach pomiędzy życiem a śmiercią bywa poetą.
- 9 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Wyjechałem z domu tuż po tym, gdy zmieniłem kolejną pieluchę mojemu pacjentowi. Dzisiaj upalny dzień i dziadziuś stwierdził, że rehabilitacja nie wchodzi w grę. W sumie się nie dziwię, bo sam mrugam tylko oczami, a woda wylewa się ze wszystkich porów na moim ciele. Takie gwałtowne przeskoki temperatury, mogą być zabójcze. Pal licho mnie. Ja jeszcze niejako młody człowiek. Zaledwie czterdzieści pięć wiosen na karku, na głowie, w dowodzie osobistym lub kolejnym kalendarzu. A dziadziuś? Dziadziusiowi powoli kończą się kalendarze, dowód osobisty mocno już wyblakł i nie ma siły dokładać ciężaru kolejnych lat. Zasnął spokojnie, a ja wykorzystałem sytuację i wymknąłem nałykać się świata. Jadę wzdłuż ulicy. Mijają mnie samochody, motocykliści i rowerzyści. Ludzkie twarze i istnienia. Niektórzy odrywają głowy znad swoich kierownic i spoglądają na mnie jak na przybysza z kosmosu. A może i rzeczywiście wyglądam jak Obcy, z tymi wielkimi słuchawkami na uszach? Gdyby wiedzieli jaka muzyka wsącza się do mojej duszy przez te futurystyczne słuchawki....W tej właśnie chwili Vangelis i jego "Monastery of la Rabida". Za każdym razem odnajduję w tym utworze coś nowego i zaskakującego. Jak w twarzach moich pacjentów. Zawsze znajduję w nich siebie. Kiedy oni odchodzą w inny wymiar, zabierają jakąś cząstkę mnie. Boję się, że kiedyś zabraknie tych moich cząstek. Boję się, że nie będę mógł....
Zatrzymuję rower na polanie pachnącej kwitnącym rzepakiem. Niebo jest cudnie błękitne. Twarz słońca spogląda na mnie jasnością i milczeniem. Kładę się na trawie i zamykam oczy. Pod powiekami klarują się obrazy radosnych chwil moich pacjentów i podopiecznych. Zaczynam się do nich uśmiechać. Chwytam kruche i zeschnięte dłonie, dotykam policzków, głaszczę srebrne włosy. Dzisiaj nie jestem sam na mojej polanie. Oni przyszli tu razem ze mną. Siedzą obok i opowiadają mi o Obecności. Jest i mój Tato. Wszyscy mają radosne twarze. Wiem, że śmierć nie jest przeciwieństwem życia. Jest jego częścią. Każdy z nas musi kiedyś przejść na drugą stronę. Moje Anioły powiedziały mi w sekrecie, że to nie boli. Jest we mnie wiara twardsza od skały.
c.d.n.
Przemysław Trenk



Komentarze