Kolejność tekstu (nie)przypadkowa😊😊😊
- 21 godzin temu
- 3 minut(y) czytania
Kolejność tekstu (nie)przypadkowa
Czarna ziemia. Pogrzebałem w niej dawnego siebie. Jak wspomnienia tamtych lat, gdy wszystko zdawało się być takie proste. Spoglądam w niebo. A tam moi dwaj ojcowie na ostatnim piętrze. Wyżej już nie można. Oni wciąż czekają na decydującego esemesa. Szanse pół na pół. Chyba, że ktoś pomyli numery. Krople deszczu zniekształcają obraz. Widzę inaczej. Widzę przez oczy szeroko zamknięte. Liczę na palcach lata świetlne. Odległości do galaktyki dłoni, które wciąż ku niej wyciągam. Wiatr zapomniał zdmuchnąć kartkę z wczorajszą datą. Oblałem test z lewitowania. Śmieszne prawda? Wzniosłem się za wysoko. Chciałem dotknąć, poczuć jeszcze raz moją duszę. A teraz, gdzieś między górą,
a dołem oplata mnie ciernisty lęk zbyt szybkiego opadania. A jeśli spadnę? Co po mnie? Po mnie przyjdą ci co grzebać będą w mojej przeszłości. Ich psy tropiące wywęszą moje grzechy. Będę dla nich tajemnicą. Rozkładać będą mnie na czynniki sprzyjające okolicznościom poznania moich wartości. Odkryją to co ukrywałem w papierowych urnach.
Oni. Zanurzą usta w kamieniu mojego nagrobka. Lecz jedno nie będzie im dane. Dzielić ze mną tę właśnie chwilę, kiedy galaktyki naszych dłoni spotykają się w połowie drogi, choćby mlecznej. A ja? Ja nie mam w zwyczaju narzekać na siebie. Na ptaki które w dziwnych miejscach(moja głowa) opróżniają swoje bebechy. Nie narzekam też na księdza po kolędzie. Zwyczajnie w niego nie wierzę. Nie narzekam na krytyków literackich i koszmarnie długie kolejki do lekarzy(trzeba być zdrowym aby móc chorować). Nie narzekam na pyskatych wyrostków z butelką piwa w dłoni i papierosem w ustach(młodość...ech). Nie mam w zwyczaju latać za sroką, mrozić spojrzeniem. Zadawać pytań na które nie ma odpowiedzi. Szukać ich pod starym dębem. Nie mam w zwyczaju pisać dobrej poezji. Suszyć niewysłane listy. Nie mam w zwyczaju rozkładać tarota i wierzyć w te bzdury. Mam w zwyczaju tęsknić, snuć marzenia, szukać. Mam w zwyczaju nie ukrywać faktu, że jestem ułomny, drzeć ryja na środku zatłoczonej ulicy. KOCHAM CIĘ!!! Mam w zwyczaju jeszcze kilka innych rzeczy, ale coś się dzieje po lewej stronie mojej skóry. Tam są rzeczy, które żyją we mnie i takie, które od dawna są martwe. Sączą się z nich wspomnienia
okryte czarnym kirem nieba.
Czasem jestem dla siebie obcy. Wtenczas zasady rządzące moim światem stają się zbyt elastyczne, rozciągliwe jak guma od majtek. I wtedy przechodzę na drugą stronę siebie. Wywracam skórę na prawą stronę, a tamten ja powoli traci sens. Umieram. Umieram zbyt głęboko wpatrzony w zgniliznę świata. Czasem rozkładają się ze mną robaki, które porzygały się od smaku moich grzechów. Czasem ptaki zatrzymują się w locie, jakby zawstydzone faktem, że Ikar był tylko jeden. Czasem skracam sobie dni rozmyślaniem o teorii grawitacji. Skracam szyje żyrafom w moim mózgu, na tyle krótko by nie mogły poznać smaku tego co zakazane. Na ten tekst, wraz ze słowami upadają nocne ćmy rażone światłem w tunelu. Przywołane Braillem i dłonią pozbawioną linii papilarnych. Z tych w koszu na śmieci zrobiłem flotyllę okrętów, które wysyłam w podróż zagubionych myśli. Z nich ułożyłem stos gnijących trupów. To z nich powstał ten tekst. Czasem udaje mi się zatrzymać galopujący czas przepływający przez palce jak krew z boku Chrystusa.
Czasem wymyślam świat, w którym nie ma pieców, karabinów, płaczu i chleba w stercie śmieci. Kiść winogron którą postawiłem obok siebie usycha. Rodzą się rodzynki jak myśli pomarszczone. Czasem przedłużam z sobą chwile, kiedy kupuję czekoladę, drażetki kokosowe i krówki "ciągutki". Siadam wówczas w ulubionym fotelu i czytam książkę lub dwie równolegle. Czasem zapominam, że jestem tylko marzycielem, a wymyślony świat topnieje. Bywam kretynem, kiedy grabiami odganiam chmury z nieba i tratuję mrowiska. Czasem bywam nonszalancki, chociaż mój czarny kot bywa bardziej. Przypomina Behemota i nachodzi mnie w snach. Czasem bywam zagubiony. Tracę świadomość. Jak litery w tym tekście, które miały spocząć gdzieś
na szczycie Mount Everest, a spoczęły na dnie kosza na śmieci. Tam gdzie do poznania wystarczy to co najbliżej ziemi.
Przemek Trenk



Komentarze