Z pamiętnika pielęgniarza, który w przerwach między życiem a śmiercią bywa poetą😊😊😊
- 8 mar
- 2 minut(y) czytania
Pora na kolejną kartkę z mojego pamiętnika i wspomnienie pani Kathariny z Grandau pod Monachium.
Dzisiaj środa. Połowa pierwszego tygodnia mojego pobytu w Grandau. Budzik zadzwonił o siódmej rano. Na dworze jasno, jako, że to połowa czerwca i temperatura na dworze około dwudziestu stopni. Bezchmurne niebo i słońce zagląda przez okna mojej sypialni. Zaścieliłem łóżko i udałem się do łazienki na poranną toaletę. Po piętnastu minutach zszedłem na dół do kuchni, by przygotować śniadanie. Dzisiaj grzanki z miodem, konfiturą wiśniową i oczywiście świeże masło, które uwielbiam. Zwłaszcza na ciepłej grzance. Nastawiłem ekspres do kawy i czekając aż czajnik napełni się aromatycznym napojem, zanurzyłem się w lekturę wierszy Edwarda Stachury. Pamiętam, że zawsze chciałem pisać tak jak on.
Równo o ósmej poszedłem do sypialni pani Kathariny i pana Klausa. Podniosłem rolety i uśmiechając się, przywitałem starszych państwa. Oboje zapytali która godzina i po chwili pan Klaus wstał i zniknął w łazience. Ja oczywiście zabrałem się za poranną toaletę pani Kathariny. Po upływie dwudziestu minut siedzieliśmy przy stole w kuchni i delektowaliśmy się kawą i pysznymi grzankami. Pan Klaus w pewnym momencie zapytał mnie, czy pójdę do sklepu po zakupy. Oparłem, że z przyjemnością. Pan Klaus uśmiechnął się i powiedział, że po śniadaniu zawieziemy Katharinę do salonu na telewizję i będę mógł spokojnie pójść do sklepu, który usytuowany był w dolinie. Dom mojej podopiecznej stał na wzgórzu.
Gdy pani Katharina siedziała już w salonie, pan Klaus zawołał mnie do kuchni i powiedział:
- Michael. Masz dobrą pamięć, czy muszę sporządzić listę zakupów?
- Nie trzeba. Zapamiętam.
- Zatem słuchaj młodzieńcze. Kupisz chleb, masło, kartofle, dwa kartony soku multiwitaminowego, sałatę, pomidory i cztery piwa. Zapamiętałeś?
- Tak.
- To teraz słuchaj mnie uważnie. Jak zapomnisz chleba, nic się nie stanie, jak zapomnisz masła, też nie będzie tragedii ale jak zapomnisz kupić mi piwa, będziesz szedł jeszcze raz. Rozumiesz?
- Tak. Na pewno nie zapomnę.
Klaus poklepał mnie po ramieniu, wręczył mi pieniądze i kazał wziąć ze sobą torbę na kółkach.
Pognałem na górę, założyłem buty i zbiegłem na dół. Chwyciłem torbę i gdy łapałem za klamkę, pan Klaus ponownie zaprosił mnie do kuchni i kazał mi poczekać. Wyjął z lodówki butelkę z przezroczystym napojem, a z szafki nad zlewem dwa kieliszki. Wlał tegoż napoju do kieliszków. Poprosił abym wziął jeden kieliszek.
- No to młodzieńcze, za owocną współpracę. Mam nadzieję, że ulżysz trochę w cierpieniach mojej żonie.
- Zrobię co tylko będę mógł.
Stuknęliśmy się kieliszkami a Pan Klaus rzekł:
- Do dna!
Gdy ów napój spłynął do żołądka, prawie się nie zakrztusiłem. Klaus roześmiał się rubasznie i stwierdził, że zdałem egzamin. Okazało się, że ów napój był niemiecką śliwowicą, która miała prawie siedemdziesiąt procent alkoholu. Przełyk palił niemiłosiernie, miałem ochotę zwrócić ten napój w toalecie, ale dałem radę. Klaus miał ubaw a ja? No cóż. Do końca dnia mówiłem szeptem.
Przemysław Trenk



Komentarze