Z pamiętnika pielęgniarza, który w przerwach między życiem a śmiercią bywa poetą😊😊😊
- 4 dni temu
- 3 minut(y) czytania
Niedziela. Koniec weekendu, który obfitował w kilka zabawnych a także przyjemnych dla mojego ciała i ducha wydarzeń.
Obudziliśmy się dzisiaj z panią Eriką mocno zaskoczeni. Mimo, że zegar wskazywał pięć minut po ósmej nad ranem, nasze pokoje były ciemne jakby właśnie zapadał zmierzch. A wszystko przez to, że na oknach dachowych(mieszkamy na poddaszu) zalegała i wciąż zalega olbrzymia ilość śniegu. Pogoda postanowiła spłatać nam figla i przez noc temperatura spadła do minus pięciu stopni i do tego spadło około piętnastu centymetrów śniegu. Masakra! A było już tak pięknie. Słoneczko, błękitne niebo i piętnaście stopni na plusie. No cóż. Nic na tym świecie nie trwa wiecznie.
Moja Erika wyraziła bardzo dobitnie swoje niezadowolenie z powodu zmiany pogody.
- Cholera jasna! Spójrz na to białe gówno za oknem!
- Widzę pani Eriko. Cóż począć? Zima wróciła. Wszak jeszcze mamy luty.
- Za moich czasów...
Erika przerywa wypowiedź, spogląda przez okno i zadaje mi dosyć dziwne pytanie:
- Umiałbyś policzyć te wszystkie płatki śniegu, które spadają z nieba?
Zastanawiam się przez chwilę i odpowiadam:
- Nikt oprócz Boga nie potrafi tego dokonać.
Erika zaskoczona moją odpowiedzią patrzy na mnie.
- Mądrego i dobrze posłuchać.
Zjedliśmy śniadanie. Po posiłku jak zwykle pauza. Ja zatopiłem się w lekturze a pani Erika włączyła telewizor i szukała po kanałach czegoś interesującego. Po dłuższym czasie najwyraźniej znudziło się mojej podopiecznej "skakanie" po kanałach i zniknęła w łazience. Nauczony poprzednimi doświadczeniami, podreptałem za nią jak Szpieg z Krainy Deszczowców i uchylając delikatnie drzwi od łazienki, obserwowałem jej poczynania.
Pani Erika wyciągnęła z pralki swoją bieliznę a konkretnie jej dolną część, wzięła do ręki moją jednorazową golarkę i zaczęła golić swoją bieliznę. Zastanawiałem się po jaką cholerę ona to robi, ale pozwoliłem jej na dokończenie tego jakby nie było rytuału. Po dziesięciu minutach pani Erika odłożyła golarkę i zbierała się do wyjścia. Ja szybko wycofałem się do salonu. Erika weszła dumnie do tegoż salonu i powiesiła swoją bieliznę na rozłożystych gałęziach Beniamina. Uśmiechnęła się do siebie i zawołała:
- Michael! Pozwól do mnie mój chłopcze.
Ja oczywiście z udawanym zaskoczeniem podszedłem.
- Podoba ci się dekoracja?
W tym momencie przez moją głowę w ułamku sekundy przemknęło milion odpowiedzi. Wybrałem tę, która wydawała mi się najtrafniejsza.
- Awangardowa pani Eriko, ale dawno już po świętach. Schowajmy tę ozdobę na przyszły rok.
Erika spojrzała na mnie nieco zaskoczona.
- Dobrze. Ale schowaj ją tak abym mogła ją znaleźć.
- Oczywiście szefowo.
Zdjąłem "ozdobę" z Beniamina i wrzuciłem z powrotem do pralki.
Kolejna niecodzienna sytuacja miała miejsce około 15.00.
Jak zwykle o tej porze zaparzyłem sobie kawę. W związku z tym, że czajnik nam się spalił, ugotowałem wodę w garnuszku. Erika nie ma gazu w domu z wiadomych przyczyn(demencja mocno postępująca), tylko płytę elektryczną. Gdy woda się zagotowała, wlałem ją do kubka a garnek odstawiłem z powrotem na płytę, uprzednio wyłączając dopływ prądu. Po upływie dwudziestu minut pani Erika podeszła do mnie, spojrzała na moją kawę upitą do połowy i spytała:
- Nie potrzebujesz dolewki? Wydaje mi się, że pijesz bardzo mocną kawę.
- Nie. Dziękuję.
Erika nie przyjęła mojej odpowiedzi do wiadomości i postanowiła zagotować pozostałą w garnuszku wodę, aby jednak zrobić mi dolewkę. Jak się zapewne domyślacie, nie mogła uruchomić płyty grzewczej, ponieważ dla wspólnego bezpieczeństwa wyłączyłem dopływ prądu. Ponownie zniknęła w łazience, z której wyszła po chwili, dzierżąc w dłoni suszarkę do włosów. Weszła do kuchni. Ja udając, że jej nie widzę przyglądałem się znad książki jej poczynaniom.
Erika umieściła wtyczkę w gniazdku i trzymając ją kilka centymetrów nad garnuszkiem włączyła suszarkę. Spróbujcie sobie wyobrazić moje zdziwienie. Po dwóch minutach obserwacji stanąłem za panią Eriką i spytałem:
- Co pani robi?
- Jak to co? Podgrzewam wodę na dolewkę dla ciebie. Kuchenka się zepsuła, ale Erika ma łeb na karku.
Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Zabrałem jej suszarkę i wyłączyłem ją z prądu. Erika troszkę nerwowym głosem odpowiedziała:
- Zaczekaj chłopcze! Jeszcze się nie zagotowała!
Kreatywność mojej podopiecznej daleko wykracza poza ogólne pojęcie tego słowa. Czyżby McGyver w spódnicy?
Przemysław Trenk



Komentarze