Z pamiętnika pielęgniarza, który w przerwach między życiem a śmiercią bywa poetą😊😊😊
- 13 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Właśnie zaczynam nocny dyżur. Początek zawsze jest taki sam. Przeczytać raport z dyżuru dziennego, podać podopiecznym tabletki na sen i powoli kłaść ich do łóżek. Ale najpierw trzeba się przywitać. Po krótkim powitaniu zanurzam się w lekturę raportu i słucham koleżanek, które miały dzienny dyżur. Dociera do mnie smutna wiadomość. Jeden z naszych podopiecznych, pan Kaziu jest w agonii i nic już nie można zrobić. Wyłączam się. Wracam myślą do radosnych momentów, kiedy pan Kaziu był jeszcze w stanie sam funkcjonować. Kiedy się uśmiechał, żartował i czasem rozmawiał ze swoim odbiciem w lustrze. Pamiętam jak zrobiłem pokaz Aikido moim podopiecznym a pan Kaziu pozował ze mną do pamiątkowego zdjęcia. Miałem wtedy ochotę ubrać go w hakamę i karategę ale nie zrobiłem tego. Kilka dni później zrobiłem mu zdjęcie jak siedzi z uśmiechem na twarzy i opatulony jest kocem. To były cudowne chwile, które nigdy już nie powrócą. Idę na pierwsze piętro i zaglądam do pokoju pana Kazia. Płytki oddech świadczący o tym co nieuchronne. Chwytam jego dłoń i ze łzami w oczach mówię mu, że wszystko będzie dobrze. Pan Kaziu lekko odwraca głowę w moją stronę, jakby chciał mi powiedzieć, że nie muszę kłamać. Całuję go w czoło i wychodzę z pokoju. Nachodzi mnie myśl: Szkoda, że nie ma przy nim nikogo z rodziny. Rodzimy się i umieramy samotnie. Tak ten świat został skonstruowany. Nie można tego zmienić. Może i dobrze. Do końca dyżuru pozostało jeszcze kilka godzin. O 2.00 w nocy zaglądam do pokoju pana Kazia i stojąc w drzwiach obserwuję jak śpi. Ręce ma splecione na brzuchu i półprzymknięte oczy. On już wie i zapewne czeka na swoje przeznaczenie. Na jego twarzy maluje się nadzwyczajny spokój. Zostawiam go i schodzę do pokoju dziennego. Włączam telewizor i przeglądam kanały, na żadnym z nich się nie zatrzymując dłużej niż kilka sekund. Do końca dyżuru zastanawiam się jak będzie po drugiej stronie. O 7.00 nad ranem kończę pracę. Żegam się ze swoimi współpracownikami i idę do domu. Tam czeka na mnie żona, cztery koty i pies. Miłe słowo i śniadanie. Witam się z nimi i z przyklejonym uśmiechem zasiadam z Beti do stołu. Zapach kawy pobudza moje stępione zmysły. Żona wypytuje jak minął dyżur, gdy nagle dzwoni telefon. To jedna z moich koleżanek z pracy. Po chwili odkładam telefon i odstawiam kubek z kawą. Moja żona patrzy na mnie i kładąc mi dłoń na ramieniu, cichutko mówi: Nic nie mów. Wiem.
Pan Kaziu też już wie. Do zobaczenia Kaziu.
Przemysław Trenk



Komentarze