Z cyklu "Listy wysłane do innego"😉😉😉
- 10 lip
- 1 minut(y) czytania
Witaj drogi memu sercu nieznajomy. W dzisiejszym liście pragnę podzielić się z Tobą moimi odczuciami, związanymi z wykonywaną przeze mnie pracą. Jak zapewne wiesz, opiekuję się osobami starszymi i chorymi. To bardzo trudny i odpowiedzialny fach. Ale pozwól, że przejdę w dalszej części tego listu, do sedna.
A sednem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie:
Ile potrzeba aby człowiek u schyłku swojego życia poczuł że nie jest sam?
W mojej pracy zawodowej na co dzień widzę śmierć, cierpienie, ból, strach, tęsknotę a czasem odrzucenie. Pacjenci którymi się opiekuję, to ludzie często ciężko chorzy. Już dawno przestali odliczać dni do swojego końca. Teraz odliczają minuty, spojrzenia, myśli, dotyki. Jedyne co im pozostało. Odliczanie. Ile jeszcze razy ujrzą wschód i zachód słońca, deszcz, gwiazdy i spadające liście...?
Najtrudniej jest wtedy kiedy odchodzą. Często na moich rękach, albo w mojej obecności. Widzę jak gasną spojrzenia. Świeczka się dopaliła. Trzymam wtedy ich dłonie. Czekam aż ostygną. W takich chwilach zastanawiam się czy ten drobny gest pozwala im bez lęku przejść na drugą stronę. Czy odchodzą szczęśliwi, wiedząc, że byłem obok? Nie wiem. Żaden z nich jeszcze nie wrócił żeby mi powiedzieć o tym. Pewnie jest tak cudownie, że nie chcą wracać. Mam takie marzenie, że jak i mnie przyjdzie przejść na drugą stronę, chciałbym aby ktoś trzymał mnie za rękę. Tak niewiele a jednak...
Pozdrawiam Cię serdeczne
Przemek Trenk









W hospicjum nauczyłam się, że człowiek może przestać mówić, otwierać oczy, odpowiadać na pytania. Może wyglądać, jakby odszedł już bardzo daleko.
A jednak słyszy i czuję.
Trzymam za rękę. Czasem głaszczę. Nie pytam, czy to ma sens, bo widziałam zbyt wiele oddechów, które uspokajały się pod dłonią.
Nie czekam, aż ktoś wróci z drugiej strony i potwierdzi, że zrobiłam dobrze.
Wystarczy mi to, co zostaje tutaj.
Rozluźnione palce. Spokojniejszy oddech. Powieka, która drgnęła tak lekko, że można byłoby uznać to za przypadek.
Można.
Ja nie uznaję.
I chyba właśnie dlatego, kiedy przyjdzie moja kolej, też nie chciałabym zostać sama.
Nie potrzebuję wielkich słów.
Chciałabym tylko, żeby ktoś wiedział, że nawet jeśli już nie odpowiem, nadal jestem po tej stronie dłoni.