Poranne paplanie, uzależnione od ilości wypitej kawy, której nota bene jestem fanem😉😉😉
- 6 dni temu
- 3 minut(y) czytania
Środa 17 sierpień roku pańskiego 2022. W pół myśli do...
Zaczął z kopyta. Temat rzeka - kobiety. Że żona, jakieś trzy, może pięć fascynacji. Nic budującego. Fascynacje...
- To ile? Pięć czy trzy? - pytam z ciekawości.
Uściśla, że trzy. O dwóch fascynacjach mówi z wciąż zauważalnym błyskiem w oku. Jedną chciałby zapomnieć. Wymazać z pamięci, wyrzucić na śmietnik niechcianych wspomnień. Czuje się oszukany. Oszukany przez źrenice jej oczu, barwione kocio - zielonym kolorem szkieł kontaktowych. To na ich morską głębię dał się nabrać, omamić zmrużeniami, zamgleniami, wpatrzeniami. Jak bardzo wtedy ich pragnął, jak był łasy na nie. Pisał do niej wiersze. Jechał setki kilometrów, żeby ją zobaczyć, wziąć w ramiona, poczuć jej zapach i smak. Dzisiaj, trzymając w drżącej dłoni filiżankę kawy, ze wstydem, przyznaje, że był młodzieńczo nierozważny i beznadziejnie zakochany. Chwila przerwy na łyk kofeiny. Przestało mi nawet przeszkadzać jego siorbanie.
Zaczął o seksie. Mówi, że podziwia mężczyzn, którzy idąc do łóżka z kochanką, potrafią wyłączyć wszystkie hamulce. Zapominają, że w domu żona, że nie można bo "szóstka" w Dekalogu. Kobiety, z którymi mógł być, nigdy nie dowiedziały się dlaczego to „nie mogę” tuż przed spełnieniem.
- Dlaczego? - pytam z coraz bardziej trawiącą moje trzewia ciekawością
- No chyba nie z braku chęci czy niedoskonałości fizycznych?
Mówi, że to sprawa jego psychiki, zaszczepiona w dzieciństwie przez obie babcie przesadna a wręcz fanatyczna „religijność”, poczucie, że robi coś bardzo złego, że obraża siebie, Pana Boga i...
To wszystko sprawiło, że nigdy nie poczuł się spełniony w ramionach kochanek. Mówi, że tęsknił za nimi, wymyślał hipotetyczne zachowania, miejsca, inne kobiety, że pisał wiersze zatytułowane "mógłbym". Kolejny łyk kawy. Mówi mi o przytulaniach, że dzisiejsze już nie takie cudzołożne. Te wszystkie dotykania, muskania, błądzenie dłońmi, palcami, ustami. Szukanie miejsc szczególnie wrażliwych. Odważniejsze pozwalają na więcej. Dawanie i dostawanie ciepła. Pozwalanie na realizację ukrytych pod skórą pragnień.
- Tak, to jest miłe - mówi i uśmiecha się.
Dopijamy trzecią kawę. Na zewnętrznym parapecie okna dwa gołębie przyleciały na okruszki. Spoglądam na jego dłonie.
Środa 17 sierpień 2022 roku. Godzina bliższa porze obiadowej. Mówi, że nie mógł spać. Długo czytał dzisiejszej nocy. Jakąś gazetę literacką. Nic co mogłoby być tematem długich rozmów. Opowiadania, wiersze, felietony, wywiady. Niewiele wierszy go zachwyciło. Sylwia Plath. Mówi, że uwielbia jej styl, myśl i...
Przeczytał też wywiad z Mario Vargasem Llosą. Tego od powieści „Miasto i psy” i literackiego Nobla. Pytam o szczegóły. Niewiele pamięta. Jakieś fragmenty. Myślę, że dla niego bardzo istotne. Mówi, że Vargas napisał „Miasto i psy” po długim wyleżakowaniu się pomysłu w jego umyśle na treść tej książki. Owa myśl dojrzewała w nim jak dobra "Szkocka". Zanim została fizycznie napisana, Vargas napisał ją w swojej głowie. Pielęgnował w sobie tę myśl. Jak kobieta dziecko w swoim łonie, tak Llosa donosił swój pomysł na powieść, do dnia napisania pierwszego zdania o tym wszystkim, co stało się w „Collegio Militar Leoncio Prado” wiele lat wstecz.
- Tak. Pomysły muszą dojrzewać jak owoce. Od małej pestki do dojrzałości. Nie można dopuścić aby owoc spadł z wysokości gałęzi. Należy zerwać w stosownym momencie. Napisać pierwsze zdanie. To jest najtrudniejsze. Następne piszą się same. Tylko trzeba wiedzieć o czym i jak. Nie ma pisania „z powietrza”, z chęci pisania. Pisarz potrzebuje bólu, potrzebuje „poranienia”.
I tu wspomina Charlesa Bukowskiego, Aldę Merini i Sylwię Plath. Dolewam jeszcze kawy. Mówi mi o leżącym piórze na swoim biurku i pliku pustych kartek. Odstawia pustą filiżankę i wstając z trudem bierze kule. Znika gdzieś w pustym korytarzu.
Przemek Trenk









Komentarze