top of page

Pod lupą Radosława Kowalskiego

  • 3 dni temu
  • 3 minut(y) czytania

Justyna Maciejewska - Składnia tęsknoty


Są wiersze, które proszą o przeczytanie. Są też takie, które czytają człowieka. „Składnia tęsknoty” należy właśnie do tej drugiej kategorii. Już pierwsza zwrotka rozbraja prostotą. Tęsknota nie staje się tu tematem — staje się gramatyką życia. Szczególnie zatrzymałem się przy słowach „dobrze” i „jakoś”. Jak przewrotnie potrafią zamienić się miejscami. „Dobrze” brzmi tu podejrzanie, niemal jak uprzejmość wobec świata, który przecież wie swoje. Za to „jakoś” — to małe, niepozorne słowo — urasta do rangi najuczciwszego wyznania. Bo przecież bywają dni, kiedy właśnie ono niesie więcej prawdy niż całe przemówienia o szczęściu.

Druga zwrotka przypomina, że samotność jest wybitną matematyczką. Z jednej nieobecności potrafi obliczyć sumę bólu i średnią smutku. A wieczory rzeczywiście mają dziwną właściwość — w ciągu dnia są tylko godzinami, nocą zamieniają się w kamienie. Nikt ich nie widzi, a każdy, kto tęsknił, zna ich ciężar. W obrazie zegara spacerującego po domu jak strażnik wspomnień jest coś przejmująco codziennego. Czas nie leczy, tylko bardzo skrupulatnie kataloguje. Otwiera kolejne szuflady pamięci, choć człowiek czasem najchętniej zgubiłby do nich klucz. A jednak wraca, bo pamięć jest uparta i ma lepszą orientację od rozumu.

Zwrotka z kubkami po szatanach jest jedną z najbardziej poruszających. Przedmioty przechowują rozmowy, których nigdy nie było, i przyszłości, które nie dostały swojej szansy. To piękna przypowieść o tym, że tęsknimy nie tylko za ludźmi, ale również za wersjami własnego życia, które pozostały w sferze przypuszczeń.

Motyw nadziei jako ptaka wracającego do spalonego gniazda jest wyjątkowo mocny. Nadzieja okazuje się tutaj jednocześnie błogosławieństwem i największym ciężarem. Wzrusza właśnie dlatego, że nie daje prostych odpowiedzi. Tylko codziennie próbuje jeszcze raz.

Ostatnia część wiersza poruszyła mnie najmocniej. Tęsknota nie krzyczy — dojrzewa do ciszy. I wtedy wystarczy zapach herbaty, przypadkowa piosenka czy jedno słowo, by wszystko, co tak starannie poukładane, rozsypało się jak domek z kart. A potem pojawia się „Zostań”. Jedno słowo. Bez ozdobników. Bez wielkich deklaracji. A przecież mieści w sobie wszystkie nieprzytulone dni, wszystkie niewypowiedziane prośby i wszystkie powroty, które nigdy się nie wydarzyły. To chyba najkrótszy fragment całego utworu, a jednocześnie ten, który niesie największy ciężar. Puenta pisana przez samo życie.

Ten wiersz nie szuka efektownych metafor dla samego ich piękna. Każda z nich pracuje na jedno wspólne przesłanie: że tęsknota nie jest słabością. Jest dowodem, że coś było dla nas naprawdę ważne. I choć nie potrafi odmienić losu, potrafi odmienić człowieka.

Po przeczytaniu zostaje we mnie nie smutek, lecz ciche współuczestnictwo. Bo chyba każdy z nas choć raz odpowiadał światu „dobrze”, mając na myśli jedynie „jakoś”. I chyba każdy nosi w sobie jakieś niewypowiedziane „zostań”, nawet jeśli od dawna wie, że nikt już go nie usłyszy.

Radosław Kowalski


Składnia tęsknoty


Tęsknota nie odmienia się przez przypadki.

Odmienia człowieka. Przestawia akcenty. Zmienia znaczenie słów. Sprawia, że


d o b r z e


brzmi jak kłamstwo a


j a k o ś


staje się najdłuższym wyznaniem.

Jest przecinkiem między tym, co zostało,

a tym, czego zabrakło.

Jest pustą stroną wyrwaną z książki życia,

po której wciąż przesuwa się palcami, jakby litery mogły wrócić.


W gramatyce samotności nieobecność występuje zawsze

w liczbie pojedynczej.

A boli jak tysiąc.

Wieczory mają wtedy ciężar kamienia

i nie pozwalają zasnąć.


Zegar chodzi po domu jak strażnik wspomnień.

Każda minuta otwiera kolejną szufladę pamięci.

Tam leżą spojrzenia. Kilka gestów. Garść słów.

I wszystko co mogło być,

gdyby los nie pisał

tak nieczytelnym pismem.


W kubkach po szatanach stygną rozmowy, które nigdy się nie wydarzyły.

W oknach gasną światła wymyślonych powrotów.

Na dnie szaf kurzą się przyszłości, które miały nadejść.


Najgorsze jednak nie mieszka w ciszy,

ani w pustych miejscach. Ani w nocach.

Najgorsze mieszka w nadziei, bo ona jest jak ptak, który codziennie wraca

do spalonego gniazda.

I codziennie wierzy, że zastanie tam dom.


Są uczucia, które nie umierają.

Tylko uczą się żyć bez odpowiedzi.

Rosną w środku jak drzewa bez światła.

Krzywią się. Pękają, ale nie przestają rosnąć.

A tęsknota? Jest zatoką zamkniętą w kropli.

Całym niebem zamkniętym pod powieką.

Krzykiem, który nauczył się milczeć.

Dlatego czasem wystarczy zwyczajny wieczór.

Zapach herbaty. Piosenka. Zdjęcie.

Jedno przypadkowe słowo.

I nagle pęka tama.


Z o s t a ń


Wszystkie nieprzytulone dni.

Wszystkie noce, które marzyły

o czyjejś obecności.

I właśnie ta tęsknota jest najtrudniejsza.

Nie ma twarzy. Nie ma imienia.

Nie można do niej napisać.

Nie można jej odzyskać.

Można tylko nosić ją w sobie

jak zapalone światło

w oknie domu, do którego od lat nikt nie wraca.


Justyna Maciejewska

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page