top of page

Wywiad z Violą Kostiv

  • 4 cze
  • 5 minut(y) czytania

Poetka, która „leci, póki ma czas"


Viola przedstawia siebie w prostych, ale bardzo osobistych słowach:

„Mam 52 lata, jestem matką trójki biologicznych dzieci oraz adoptowanej siostrzenicy. Obecnie prowadzę działalność gospodarczą w branży medycznej. Moja poezja to emocje, życie, ból i nadzieja — piszę to, co czuję, bez upiększania.”


Rozmowa z Violą Kostiv to spotkanie z poetką, która przez lata dojrzewała do tego, by pokazać swój głos światu. Jej droga do publikacji nie była prosta ani szybka — prowadziła przez ciszę, osobiste doświadczenia i długie pisanie „do szuflady". Dziś jej wiersze pojawiają się w antologiach, a ona sama pracuje nad kolejnym tomikiem, nie tracąc przy tym czułości wobec słowa i własnej historii.

________________________________________

Cześć Viola, zacznijmy od początku — pamiętasz moment, kiedy po raz pierwszy poczułaś, że poezja jest „Twoja"?


Pamiętam dokładnie. Mój dziadek był introligatorem. Oprawiał książki i złocił litery na okładkach. Na Pierwszą Komunię dostałam wykonany przez niego złocony pamiętnik. W liceum moja nauczycielka języka polskiego wpisała do niego wiersz Małgorzaty Hillar „My z drugiej połowy XX wieku". Nauczyłam się go na pamięć i poczułam, że właśnie tak chciałabym pisać. Do dziś tomiki Małgorzaty Hillar zajmują pierwsze miejsce w moim zbiorze literackim.


Opowiadałaś, że duży wpływ miała na Ciebie Pani Profesor Janina Obiezierska. Co dokładnie w niej lub w tych spotkaniach najbardziej Cię ukształtowało?


Pani Janina była cudowną kobietą i wspaniałą nauczycielką. Posiadała domową biblioteczkę, w której miała całą klasykę poezji i prozy. Zakochałam się w zapachu starego papieru i w jej sposobie opowiadania o pisarzach. Była niezwykła, wręcz magiczna. Przekazała mi część swojej biblioteki, którą mam do dziś.


Studiowałaś filologię polską i dziennikarstwo — czy czujesz, że to wykształcenie nadal pracuje w Twoim pisaniu?


Tak. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, poznawać ich życie i emocje. Nawet moja poezja jest żywa, pozbawiona koloryzowania, oparta na doświadczeniach i przeżyciach. Słucham, obserwuję, a potem powstaje wiersz lub proza.


Przez wiele lat pisałaś „do szuflady". Co najbardziej Cię powstrzymywało przed publikacją?


Jestem z natury bardzo nieśmiała i lękliwa. Bałam się oceny oraz odbioru tego, co piszę. Trochę także z racji bycia mamą wydawało mi się, że pewnych rzeczy nie wypada mówić głośno. Jestem z pokolenia, w którym nadal silnie funkcjonowały stereotypy dotyczące roli żony i matki.


Moment przełomu był bardzo trudny — śmierć siostry. Jeśli chcesz o tym opowiedzieć: jak ta strata wpłynęła na Twoją twórczość i decyzję, żeby się ujawnić?


Moja jedyna siostra zmarła w wieku 39 lat na raka piersi. Zostawiła trzynastoletnią córkę, którą dziś wychowuję. Był to niezwykle trudny czas. Monika była ode mnie młodsza o dziewięć lat i pełna życia.

Wtedy napisałam wiersz „Amazonka", który później zdobył wiele wyróżnień w grupach poetyckich. To był przełom w moim postrzeganiu świata i życia. Poczułam, że mam jeszcze wiele do powiedzenia. Jakby coś we mnie pękło i uwolniło wszystkie słowa, których wcześniej się bałam.


Czy pisanie było dla Ciebie bardziej formą terapii, czy raczej potrzebą podzielenia się czymś z innymi?


Pisanie było dla mnie wyzwoleniem emocji. Po kobiecemu stało się przełamaniem stereotypów i pokazaniem, że kobiety czują, kochają i poprzez poezję mogą wiele dać innym.

Chciałam pokazać, że po drugiej stronie lustra — stąd nazwa tomiku — jest nie tylko żona i matka, ale przede wszystkim kobieta. Osoba, która czuje, ma własne emocje oraz prawo do swojego życia i własnego krzyku.


Jak wygląda Twój proces pisania? To bardziej spontaniczne emocje czy świadoma praca nad słowem?


Kiedy przeczytałam to pytanie, wybuchłam śmiechem. Moi przyjaciele poeci wiedzą, że Viola pisze „na żywca", najczęściej na telefonie. Nigdy nie analizuję, nie koryguję i nie planuję specjalnie procesu twórczego.

Dla mnie poezja płynie jak muzyka. Pojawia się impuls, emocja, biorę telefon i piszę. Raz jest to liryka, innym razem mocny wiersz, jak choćby „Złota klatka". Emocja przychodzi i rodzi się wiersz.


Publikujesz w grupach poetyckich na Facebooku — jak oceniasz takie miejsce dla twórców?

Pomaga czy raczej bywa trudne?


Publikowanie w grupach poetyckich jest dla mnie formą dzielenia się swoją twórczością i poznawania innych autorów. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi.

Bywa jednak trudno. Czasami w grupach panuje wzajemne wspieranie wyłącznie „swoich", przez co łatwo stracić wiarę we własne możliwości. Dlatego cieszą mnie wyróżnienia i dobre słowa, ale staram się nie przywiązywać do nich zbyt wielkiej wagi.


Masz już na koncie antologie („Luizjanka 2", „InterPoetica"). Jakie to było uczucie zobaczyć swoje teksty „oficjalnie" wydane?


Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam swój tomik, rozpłakałam się jak dziecko. To było niesamowite uczucie. Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę trzymam go w rękach.

Później wracałam do starszych tekstów i nieraz śmiałam się sama z siebie, zastanawiając się, jak mogłam napisać niektóre rzeczy.


Wspomniałaś, że jesteś w trakcie pracy nad drugim tomikiem — możesz zdradzić, czego możemy się po nim spodziewać?


Drugi tomik to już zupełnie inna historia. Są w nim wiersze bardziej śmiałe, odważne i utrzymane w mocniejszym tonie.

Nie lubię upiększania rzeczywistości ani słodzenia. Lubię czuć człowieka — jego gniew, krzyk, łzy i miłość. Taki właśnie jest ten tomik. Jestem w nim ja — silniejsza, odważniejsza i poruszająca wiele ważnych problemów.


Jesteś mamą czwórki dzieci i prowadzisz działalność w branży medycznej — jak znajdujesz przestrzeń na pisanie w tak intensywnym życiu?


Po prostu biorę telefon i piszę. Zatrzymuję się na parkingu i piszę. Gotuję obiad i piszę.

Najlepsze miniatury powstają rano, kiedy wychodzę z kawą do ogrodu. Czasem publikuję post z muzyką na LuizJanke (grupa poetycka na FB) i nagle pojawia się wiersz. To jest we mnie, pod skórą. To po prostu jestem ja.


Czy Twoje doświadczenia życiowe — macierzyństwo, strata, praca — bardziej Cię inspirują, czy czasem blokują?


To trudne pytanie. Rozwijam się jako autorka, ale jednocześnie bycie matką czasami ogranicza moją twórczą swobodę.

Są tematy, które przez rodzinę bywają odbierane jako niestosowne. Mam tu na myśli przede wszystkim erotyki, które bardzo lubię pisać, lecz rzadko publikuję.

Przeżyłam w życiu zarówno wiele pięknych chwil, jak i bolesnych doświadczeń. Chcę docierać do innych kobiet i pokazywać im, że marzenia naprawdę mogą się spełniać. Mamy prawo czuć, walczyć o siebie i mówić o tym głośno.


Powiedziałaś, że „poza tym nie masz sukcesów" — a ja zapytam przewrotnie: czym dla Ciebie jest sukces w poezji?


Sukces w poezji…

Oczywiście wydanie własnego tomiku jest ogromnym osiągnięciem. Jednak największym sukcesem były dla mnie słowa czytelnika, który napisał pod jednym z moich wierszy o miłości:

„Jeny, jaki piękny. Pani jest współczesną Pawlikowską - Jasnorzewską".

Czy poetka może usłyszeć piękniejszy komplement?


Gdybyś mogła cofnąć się w czasie i powiedzieć coś sobie sprzed lat, tej, która bała się publikować — co by to było?


To jest ten czas. Podnieś głowę. Masz tylko swoje „tu i teraz".

Ostatnie słowa mojej siostry do mnie brzmiały:

„Game Over, Viola".

Ja odpowiadam:

„Leć, póki masz czas".


Na koniec: nad czym teraz najbardziej pracujesz w sobie — jako poetka i jako człowiek?


Jeśli chodzi o poezję, wciąż uczę się odwagi — odwagi, by pisać dokładnie to, co czuję, pokazywać, jaka jestem naprawdę, i nie bać się oceny.

Po ludzku uczę się akceptować upływ czasu i moment, gdy dzieci opuszczają rodzinne gniazdo.

Nadal zmagam się również z brakiem zgody na śmierć Moniki. Wciąż jest we mnie żal i wściekłość, gdy patrzę na jej córkę, róże w ogrodzie czy pusty leżak — jej ulubione miejsce.

Kiedyś napisałam w jednym z wierszy, że czas nie leczy ran, lecz uczy, jak z nimi żyć.

I właśnie tego uczę się każdego dnia.

________________________________________


Rozmowa z Violą Kostiv pokazuje, że poezja może być drogą do wolności — nawet jeśli ta droga wiedzie przez ból, strach i lata pisania „do szuflady". Jej wiersze są żywe, autentyczne, pozbawione koloryzowania. To poezja, która czuje człowieka: jego gniew, krzyk, łzy i miłość.

Dziś Viola publikuje w grupach poetyckich, jest w trzech antologiach i pracuje nad drugim tomikiem. Ale jej największym sukcesem nie są tytuły ani wyróżnienia — to chwila, gdy czytelnik powie: „Jeny, jaki piękny". I to właśnie czyni ją poetką, którą warto czytać.

„Leć, póki masz czas" — mówi Viola sobie sprzed lat. I tego się właśnie dzisiaj trzyma.


Rozmawiała Agnieszka Dyszak

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page