Mokra glina
- 3 dni temu
- 2 minut(y) czytania
Przychodzimy na świat miękcy jak ziemia po deszczu.
Bez formy, bez tarczy, bez mapy,
która uczyłaby odróżniać światło od cienia.
Wystarczy kilka dłoni pochylonych nad naszym losem,
by wycisnąć w nas pierwsze linie przyszłych pęknięć
albo wznieść fundament pod wieczną odwagę.
Nikt nie widzi tego misterium.
Dokonuje się w najgłębszym milczeniu,
pomiędzy szeptem kołysanki a nagłym, podniesionym głosem.
Pomiędzy czułym zgarnięciem włosów z czoła
a słowem rzuconym w gniewie, które zostaje w tkance na lata.
Dziecko nie filtruje. Nie wybiera, co ocalić.
Przyjmuje wszystko.
Gromadzi spojrzenia jak bezcenne ziarna.
Chowa gesty do głębokich kieszeni pamięci.
Uczy się własnej wartości z twarzy tych,
którzy patrzą na nie każdego ranka.
Jeżeli widzi miłość — rozgałęzia się w słońcu.
Jeżeli widzi pogardę — również rośnie,
lecz zapuszcza korzenie w sam środek ciemności.
Mówią, że dzieci szybko zapominają.
To najpotężniejsze z kłamstw.
Zapominają litery, lecz pamiętają ich ostateczny ciężar.
Nie odtworzą dnia ani godziny,
ale do końca swoich dni będą pamiętać, jak czuły się we własnej skórze,
gdy ktoś sprawił, że świat stał się bezpiecznym domem
albo śmiertelną pułapką.
Aż w końcu nadchodzi dorosłość.
Glina twardnieje.
Zamyka się kształt człowieka.
I nagle okazuje się, że pod grubą warstwą lat
wciąż nienaruszone tkwią odciski dawnych dłoni.
Te pierwsze dodają sił, gdy wszystko wokół się rozpada.
Te drugie — palą żywym ogniem przy każdym dotknięciu losu,
stając się dożywotnim, niewidzialnym bagażem traumy.
Dlatego każde spotkanie z dzieckiem to absolutny sąd nad nami.
Ono nie słyszy tylko tego, co mówimy.
Ono staje się żywym dowodem na to,
co w nim bezwzględnie zostawiliśmy.
Bo dzieci nie przychodzą na świat,
by dźwigać ciężar naszych ran.
To my jesteśmy tutaj po to,
by stać się ostatnią dłonią —
tą, która nie odkształca.
Która wie, że glina raz pęknięta
nigdy nie wraca do pierwszej gładkości.
Bo dziecko zapomni wszystkie słowa,
ale nie zapomni kształtu dłoni, która je formowała.
Katarzyna Ostachowska



Komentarze