Mój pogląd na współczesność
- 21 paź 2025
- 4 minut(y) czytania
Mój pogląd na współczesność
Siedzę w pustym pokoju z widokiem na niedawno zgarniętą i gnijącą pryzmę liści. W sumie widok adekwatny do pory roku. Dwudziesty pierwszy października roku Pańskiego dwa tysiące dwudziestego piątego. Mam przemożną chęć pisania, uderzania w klawiaturę laptopa i wyrzucenia z siebie wszystkich wątpliwości, obaw, lęków, miłości do literatury, niechęci do świata w takiej formie jaka jest mi podawana codziennie do śniadania. Ponoć po przeczytaniu kilku wiadomości ze świata we wszechwiedzącym Internecie, kawa smakuje jak mocz pawiana i można bez skrępowania pójść do toalety z jakimś ciekawym czasopismem, co oznacza mniej więcej tyle, że nie będzie problemów z opróżnieniem jelit. Nigdy nie przypuszczałem, że medycyna posunie się tak daleko naprzód. Do tej pory myślałem, że na problemy z wydalaniem służą specjalne leki. A tu proszę. Wystarczy poczytać wiadomości, posłuchać kretyńskich polityków i kiszki same się opróżniają. I nie trzeba inwestować żadnej kasy. Z racji wykonywanego przeze mnie zawodu, obecnie większość mojego czterdziestodziewięcioletniego życia spędzam w Niemczech. Za każdym razem kiedy włączam laptopa, obiecuję sobie, że nie przeczytam wiadomości z mojej ojczyzny. I za każdym razem moje obietnice są tyle warte ile listek papieru toaletowego, spuszczony z gracją wodospadu w publicznym szalecie. Wpajany od dzieciństwa patriotyzm(zbyt trudne dla mnie słowo), daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Zazwyczaj najpierw czytam nowinki ze świata sportu. Interesują mnie wyniki walk bokserskich(czyli kto kogo szybciej znokautował), sporty walki(z racji tego, że sam je uprawiam). Czasem czytam doniesienia ze stadionów piłkarskich, żużlowych i z niecierpliwością czekam na rozpoczęcie sezonu skoczków narciarskich. Ech Adaś(Małysz)…Ileś Ty razy Chłopie(170cm wzrostu!) dawał mi powody do dumy z tego że jestem Polakiem!!!! Ale kiedy zaczynam czytać najświeższe doniesienia z kraju, ogarniają mnie wątpliwości. Po kilku minutach lektury, zaczynają drżeć moje dłonie, by za chwilkę opaść w geście kompletnej bezradności. Nie będę rozpisywał się na temat treści tego co czytam, ponieważ mój żołądek nie zniesie takiej tortury. Zamykam wtedy laptopa i w kompletnej ciszy kładę się w drugim pustym pokoju, na pustym łóżku i zaczynam się zastanawiać nad sensem rozpowszechniania tych wszystkich newsów. Po cholerę wiedzieć mi, że rząd planuje po raz kolejny wydymać obywateli, że minister obrony narodowej „z kapelusza” wyczaruje osiem miliardów złotych na zakup sprzętu wojskowego dla polskiej armii(to Polska ma jakąś armię?), że ktoś komuś dał „w łapę”?(zawsze komuś, nigdy nie mnie!). Z wielką przyjemnością przytuliłbym kopertę z milionem polskich złotych. Po kilkunastu minutach kontemplacji nad wyżej wymienionym zagadnieniem, przychodzi rezygnacja z dalszej analizy i przestaję szukać odpowiedzi na postawione przeze mnie pytania. Tak już musi być. Ten świat już taki jest. Zepsuty, zmanierowany, dekadencki, wyuzdany, brudny i śmierdzący. Z biegiem czasu zaczynam zauważać, że świat w swojej obecnej postaci jest coraz bardziej akceptowany przez ogromne rzesze społeczeństwa. Lubimy czytać o tym,

kto z kim śpi lub kto na kim? Gdzie znowu był zamach, kto kogo okradł i na ile? To nas napędza, pozwala zapomnieć o własnych potrzebach, o własnych zmartwieniach. Żyjemy życiem innych i coraz bardziej z tą „innością” się utożsamiamy. Powoli tracimy pierwotną chęć obcowania z pięknem, kulturą, sztuką, literaturą, przyrodą, muzyką. I tu całkiem na miejscu będą słowa Stefana Kisielewskiego: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. Coraz częściej spędzamy dnie na bezsensownym gapieniu się w telewizory, w których od zawsze lecą te same seriale, filmy i programy. Opery mydlane i mega tasiemce, sięgające początków gdy na chleb wołałem „beb” a na księdza „Zorro”. Schodzimy „na psy”, i z coraz większym lękiem obserwuję, że proces owego schodzenia w niższe warstwy egzystencji postępuje w zastraszającym tempie. Tracimy poczucie własnych wartości i własną tożsamość. Boję się, że lada chwila sięgniemy dna, z którego nie będzie szans się odbić. A przecież tyle mamy dóbr w zasięgu ręki w postaci literatury, sztuki, muzyki. Tyle jeszcze książek nieprzeczytanych, tyle nieobejrzanych spektakli teatralnych, filmów, tyle nieodkrytych nut. Czuję się bardzo samotny w tym postępującym zgodnie z nowoczesnymi trendami świecie. Przytłacza mnie mnogość ociekających przemocą i seksem newsów. Przytłacza mnie krew wypływająca z każdego zdania, napisanego ku uciesze ogłupionych ludzkich mas. Nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. Kiedy przychodzi moment zwątpienia w sens życia, puszczam sobie tybetańską muzykę relaksacyjną, siadam w pozycji seiza(jedna z pozycji medytacyjnych) i zaglądam w głąb siebie. Za każdym razem odkrywam w sobie coś czego wcześniej nie widziałem. Wciąż siebie poznaję. To tak jakby w obrazie ulubionego malarza, odkrywać za każdym razem coś, co się uprzednio przeoczyło. To fascynujące i dużo bardziej podniecające niż to, co oferuje mi współczesny świat. Mnóstwo czasu spędzam na studiowaniu literatury. Czy durny reality show noszący szumną nazwę „Rolnik szuka żony”, może być bardziej interesujący od powieści Gabriela Garcii Marqueza „Miłość w czasach zarazy”? Korzystając z okazji, że wspomniałem wyżej wymieniony i raczej ubogi w walory estetyczne show, zadam pytanie: Dlaczego ów rolnik szuka żony przed kamerami? Czy jeśli pokłócę się z inkasentem o ostatni rachunek za prąd, albo moje jelita wydalą to co im zbędne, powinienem ten fakt ogłosić całemu światu w postaci fotki zamieszczonej na FB, Instagramie lub Twitterze? W moim własnym odczuciu, byłoby to bardzo niesmaczne. Ale zapewne dla większości ogłupionego, zwłaszcza młodego społeczeństwa, stałbym się swego rodzaju celebrytą. Zadziwiające, jak niewiele potrzeba aby znaleźć się na okładkach pierwszych stron gazet. To moim zdaniem kolejny niebezpieczny trend, który mami młodych ludzi żądnych popularności i zauważenia. Trend zwany potocznie „parciem na szkło”. W ogólnym rozumieniu znaczy tyle co: „Zrobię wszystko żeby zaistnieć. Jeśli będę musiał(a) pokazać gołą dupę, zrobię to. Chcę być rozpoznawalny(a)”. Gubię się w tym wszystkim. Nie nadążam za tym światem, który każdego dnia staje mi się coraz bardziej obcy. Dzisiejsza młodzież już nie czyta Shakespeare’a, Szymborskiej, Norwida, Herberta. Gdybym spytał pierwszego lepszego licealistę o Umberto Eco, założę się o najnowszą powieść Olgi Tokarczuk, że odpowiedź brzmiała by tak: napastnik Realu Madryt. Przeraża mnie poziom wiedzy wpółczesnej młodzieży na temat literatury, sztuki i kultury. Przeraża mnie fakt, że młodzi ludzie coraz więcej czasu spędzają na ulicy, popijając alkohol, nierzadko oddając się rzekomo zbawiennym wpływom zażywania narkotyków. Jak tak dalej pójdzie, my pokolenie tych którzy ponad wszystko ukochali literaturę, sztukę i kulturę w szerokim rozumieniu tego słowa, staniemy się reliktami zamierzchłej przeszłości. Obym nigdy tego nie dożył…
Takise Trenku



Komentarze