Miętówka o smaku dziegciu - ciąg dalszy😊😊😊
- 27 paź 2025
- 2 minut(y) czytania
- Wiesz...Gdy patrzę z perspektywy czasu, mój ojciec mimo tego, że był mężem mojej mamy, to w rzeczywistości był samotnym człowiekiem. Sam z swoją klęską. Wiedział, że przegrał swoje życie w momencie gdy mama się z nim rozwiodła. Może gdzieś tam w swoim umyśle snuł jakieś plany na przyszłość bez nas, ale za każdym razem ponosił porażkę. Zastanawiam się czy nie miał przy tym swego rodzaju radochy, że wszystko wzięło w łeb i może pić i swój alkoholizm tłumaczyć faktem, że nic mu w życiu nie wyszło. Traktował swoje życie jakby gonił oślizłego szczura, który za każdym wymyka mu się z rąk. Wiedział, że skończy marnie. Wiedział, że bez niego życie będzie toczyć się dalej. Jakby nic nie uległo zmianie, po jego śmierci. Od tamtej pory jest we mnie coś martwego. Gdzieś tkwi w studni duszy i nie mogę tego dosięgnąć, zasypać. Już nie ma we mnie radości. To coś czyni mnie trupem już za życia...
- Jak ja doskonale cię rozumiem. - odparł pijaczek(taki sam jak ja).
- W moim mieście czasami czuję się jak na pustyni. W ciągu dnia wyskoczę do sklepu po piwo lub coś mocniejszego. Bywa, że przede mną w kolejce stoi kilka osób z tępymi wyrazami twarzy. Ich w sobie nieobecności mijam jakbym ich prawie nie zauważał. Wielbiciele tanich i mocnych trunków, zaczepiają mnie rozmową. Ale ja nie mam ochoty z nimi gadać. Czuję się wyobcowany. Według mojego lekarza, sam jestem sobie winien. Dasz wiarę?
- To samo powiedział mi mój lekarz. Przestałem do niego chodzić.
- Wiesz...Coś martwego jest we mnie, gdzieś tam w głębi duszy. Staram się to dosięgnąć, zasypać, ale nic z tego nie wychodzi. Myślę, że jestem obciążony genetycznie. Z drugiej strony nie jestem zdradliwy, nieczuły, zazdrosny. No może trochę jestem, zwłaszcza o moją żonę. Nie jestem zabobonny, nie bywam wyniosły a tym bardziej jadowity. Chyba, że ktoś wejdzie mi za skórę. Codziennie studiuję siebie w lustrze i codziennie widzę tę samą tępą gębę. Najchętniej rozbiłbym lustro w drobny mak ale... - urwałem zdanie.
- Co ale?
- To mi w niczym nie pomoże. A poza tym mam zamiłowanie do porządku. Jestem dociekliwy. Wciąż szukam odpowiedzi na pytanie: czy mogłem mu wtedy pomóc?
- Rozumiem, że jeszcze nie znalazłeś?
- Jak do tej pory niestety nie. I wciąż się zastanawiam, gdzie popełniłem błąd?
Czy Bóg jest w stanie wskazać moją winę?I wiesz co? Jestem nagi. Nie ma mnie w sobie. To moje harde wątpliwości, które ślepe i głuche na prawdę nasłuchują moich wołań o karę dla mnie. Przystaję na własną śmiertelność i bywa, że żądam aby przyszła. Wznoszę się i opadam we własnym więzieniu, jak morze, wzburzone falami, by za chwilę zniknąć w otchłani.

- Myślałeś o psychoterapii?
- Myślisz, że jestem chory psychicznie?
- Znamy się zaledwie parę minut, więc trudno mi orzec czy jesteś zwichnięty psychicznie, ale słuchając twojej historii dochodzę do wniosku, że potrzebujesz terapii. Ale chyba się nie gniewasz? - spytał pijaczek(taki sam jak ja).



Komentarze