Miętówka o smaku dziegciu - ciąg dalszy😊😊😊
- 24 paź 2025
- 5 minut(y) czytania
- Bo im na to pozwalasz. - odparłem.
- To nie jest tak jak myślisz. Ja im nie chcę pozwalać. Walczę z nimi ale cienie przeszłości snują się nie tylko w moim pustym mieszkaniu. Nie tylko na tej ławce i pod nią. Te cienie towarzyszą mi wszędzie jak ten wyleniały kot i one napędzają te ruiny.
Kot wyraźnie się poruszył i zmienił pozycję. Teraz usiadł na moich kolanach tyłem do mnie, jakby miał gdzieś to o czym mówi ten zagubiony pijaczek.
- Te cienie a zwłaszcza cień Moniki, całują mnie po twarzy. Nie jest to przyjemny pocałunek. Jest jednocześnie lodowaty i gorący jak lawa. Więc czym zatem jest moje umęczone ciało, skoro tak to odczuwam?
- Według mnie twoje ciało jest umęczone, ponieważ sam się do tego doprowadziłeś. Nie myślałeś o terapii alkoholowej? Nie myślałeś aby zacząć wszystko od nowa? Zacząć od siebie a w zasadzie od swojej duszy?
Pijaczek sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyjął z niej małą butelkę wódki. Patrząc na markę, nie była to dobra wódka. Pijaczek opróżnił ją jednym haustem.
Chciałem mu ją zabrać ale zrezygnowałem. Pomyślałem o sobie. O moich demonach skrywanych pod łóżkiem, które co noc wypełzają spod niego i zaciskają mi swoje oślizłe łapy na szyi.
- Myślałem. Wiele razy myślałem. Raz byłem na terapii zamkniętej. Po jej zakończeniu wszystko układało się dobrze. Ale któregoś dnia demony wróciły. Uznałem, że nie ma już dla mnie ratunku.
- Nie możesz tak mówić! Nie możesz siebie skreślać! Spróbuj jeszcze raz! Zrób to dla siebie i dla swojej żony. - powiedziałem myśląc jednocześnie o sobie.
- Czym zatem jest moje ciało jak nie kupą mięsa, które już zaczyna się psuć. Psuć w sposób obrzydliwy. Jak ryba która psuje się od głowy. Wiesz...życie jest tylko jedno i żyje się raz. Ile razy patrząc na swoją brudną gębę w lustrze przysięgałem sobie, że więcej tej cholery nie tknę ale każda przysięga ma swój termin ważności. Każdej nocy budzę się w środku światła nieznanego pochodzenia i wychodzę przed dom. Przebiegam całą odległość, która się mieści między moją skórą a skórą Moniki. Jeszcze nigdy nie dobiegłem do celu. Wiem, że ona jest obok mnie czuję zapach jej ciała, które już nie należy do mnie. Na oddalenie, śmierć i tę cholerną pustkę nikt jeszcze nie wymyślił lekarstwa. Myślałem, że ta cholerna wóda będzie substytutem tego leku, pomoże mi zapomnieć i wiesz co? Myliłem się. Tak bardzo się myliłem. Rany niby się zabliźniły ale każdej nocy otwierają się na nowo. Wypływa z nich coraz bardziej śmierdząca krew.
Miętówka w moich ustach nadal był cierpka, chociaż smak mięty zaczął się coraz bardziej przebijać.
- Ta miętówka zaczyna smakować miętą. - powiedziałem do pijaczka.
- To dobrze. To oznacza, że słuchasz mnie z uwagą. Czuję, że tu też masz swoje demony prawda? Jak nie chcesz, nie musisz o tym opowiadać. - pijaczek spojrzał na mnie z współczuciem.
- Skąd wiesz? Mam to wypisane na twarzy?
- Na twarzy masz wypisany cały swój życiorys, w którym jest czarna plama.
- Matko Boska! Jesteś szarlatanem?
- Nie. Jestem poniekąd taki jak ty. Chociaż nie. To ty jesteś poniekąd taki jak ja.
- Jak to odszyfrowałeś?
- Kot mi podpowiedział żebym cię zaczepił.
- Tak? To dlaczego teraz milczy? - odparłem zirytowany.
- Może gdy przyjdzie twój czas, kot przemówi i do ciebie?
- A dlaczego nie teraz? Nie w tej chwili?
- Jeszcze nie nadeszła twoja pora.
Kot wstał z moich kolan, wygiął grzbiet i zeskoczył. Zniknął w krzakach, poruszony odgłosem skrzydeł gołębia.
- Przyznam, że zaskoczyłeś mnie swoją analizą mojej osoby. Ale tak. Mam swoje demony. Staram się od nich uciekać ale... - urwałem zdanie.
- Ty też pijesz prawda? - spytał pijaczek.
- Skąd wiesz?
- Widziałem twój wzrok, jak wyjąłem z kieszeni ćwiartkę.
- Chciałem ją tobie zabrać ale się rozmyśliłem.
- Dlaczego?
- Dlatego, że jestem taki jak ty. Może mniej zaniedbany ale też jestem alkoholikiem, chcącym pokonać swoje demony. Mam sfajdane życie.
- I to mówi ktoś, kto przed chwilą kazał mi walczyć o siebie. Nie wierzę.- odparł zdziwiony pijaczek.
- Dlaczego uważasz, że masz sfajdane życie?
- To długa historia. Ale skoro ja pozwoliłem tobie opowiedzieć swoją historię, to teraz może ty wysłuchasz mnie?
- Jasne. Dawaj. Chcesz jeszcze miętówkę?
- Nie dziękuję. Jeszcze mam w ustach poprzednią. - odpowiedziałem.
- Zatem opowiadaj.
- Wszystko zaczęło się po śmierci mojego ojca. Umarł przez tę cholerną wódkę. Wypił w swoim życiu chyba z pięć cystern. Kiedyś przysięgałem sobie, że nigdy nie będę taki jak on. Owszem, zdarzały się drobne okazje aby wypić piwo, dwa czy nawet lampkę wina, lub wodkę ale starałem się pilnować. Wszystko we mnie pękło po ojca pogrzebie...
- Po ojca pogrzebie? A co się wtedy wydarzyło? - spytał pijaczek. Taki sam pijaczek jak ja.
- Tej nocy przyśnił mi się ojciec. Był młody i bardzo przystojny. Był ubrany w piękny garnitur w którym go pochowałem. Był na dworcu wschodnim, tam gdzie spędzał czas z wykolejeńcami. W tym śnie byłem tam i ja. Ojciec nic do mnie nie powiedział. Pomachał mi tylko dłonią na pożegnanie i zniknął za wielkimi drzwiami prowadzącymi na peron, z którego za chwilę odjechał pociąg. Próbowałem ojca zatrzymać, ale on zniknął. Rozpłynął się jak mgła. Obudziłem się z płaczem. Nie mogłem tego płaczu opanować. On odszedł. Odszedł ponieważ nie potrafiłem mu pomóc. Spotykałem go wiele razy na tym dworcu. Pijanego, brudnego i koszmarnie zaniedbanego. Spotykałem go na ulicy. Kilkakrotnie zabierałem go do siebie do domu, z którego zawsze uciekał. Wracał na dworzec i na ulicę. Tam chyba czuł się najlepiej. W pewnym sensie przypominał mi Bukowskiego z tym, że ojciec nie pisał. Może dlatego Bukowski jest jednym z moich ulubionych pisarzy.
- A wiesz, że moim też.
- Tamtego dnia poszedłem do osiedlowego sklepu i kupiłem pół litra wódki i wypiłem ją. Upiłem się, chcąc zagłuszyć swoją bezsilność i poczucie winy za śmierć ojca. Od tego się wszystko zaczęło. Piłem codziennie. Odwiedzałem dworzec i miejsca gdzie spotykałem ojca. Ilekroć natrafiałem na meneli, tłukłem ich jak worek bokserski. Miałem gdzieś czy któregoś z nich zabiję. Któregoś dnia jednego z tych meneli tak sprałem, aż stracił przytomność. Stałem się lumpem. Od tamtego dnia przestałem chodzić na dworzec i w miejsca gdzie spotykłem ojca. Ale to nie zagłuszyło mojego poczucia winy za jego śmierć. Wręcz odwrotnie. To poczucie winy jeszcze bardziej się spotęgowało. Rozumiesz co mam na myśli?
- Rozumiem. Doskonale cię rozumiem. Krótko po śmierci Moniki chodziłem po osiedlu i wybijałem szyby w samochodach stojących na parkingach lub przebijałem opony.
- I nikt cię nie złapał?
- Nie. Robiłem to zawsze w nocy, gdy nie mogłem zasnąć a przed tym wleqałem w siebie całą flachę wina "La patique".
- Kozak z ciebie. - odparłem.
- Kozak? Raczej skończony debil mający totalny syf zamiast mózgu. Mimo wszystko nie jest ze mną aż tak źle skoro mam jeden zwój w mózgu więcej od kury. - pijaczek puścił do mnie "oczko".
- Jeśli mogę prosić...poczęstujesz mnie miętówką? Zaczynają mi smakować. - odparłem.
Pijaczek wyjął z kieszeni cukierka i dał mi do ręki. Ja natychmiast odwinąłem miętówkę z papierka i włożyłem do ust. Smak dziegciu zdawał mi się coraz mniej wyczuwalny...
c.d.n.
Przemysław Trenk




Komentarze