Historia o dziewczynce ze słonecznikiem
- 21 sty
- 3 minut(y) czytania
Kruche, wątłe ciałko leżące na szpitalnym łóżku. Zbyt szerokim jak dla takiego małego człowieczka. Pośród wielkiej ilości wymiętej pościeli, znacznie różniło się od tej roześmianej dziewczynki ze zdjęcia, która w malutkiej dłoni ściskała łodygę kwiatu słonecznika. Jednak patrząc na zdjęcie i na tę bardzo wątłą postać leżącą na łóżku, wciąż można było dostrzec podobieństwa. Długie blond włosy, wciąż otulały drobną twarzyczkę, tworząc obraz aureoli, choć malutkie strużki potu poprzyklejały do czoła kosmyki włosów. Wyglądały jak malutkie wężyki. Lekko zadarty, mały nosek i usta przypominające pączek róży, mimo, że choroba dawno zmieniła ich kolor na bardziej siny. Duże, szmaragdowe oczy nie miały już w sobie tamtego blasku, gdy latem chodziła na łąki i wiła wianki z tojadu. Dziecięcą ciekawość zastąpił wszechogarniający ból. Chude, malutkie dłonie, nie miały już siły utrzymać łyżki.
Spoglądała tęsknie za okno szpitala, na rosnące nieopodal słoneczniki, świadoma, że nigdy już więcej nie dotknie ich jedwabnych płatków. Inna roślina postanowiła zabrać jej dopiero poznające piękno tego świata życie. Miała dopiero dwanaście lat.
Chłonąc piękno słoneczników, wróciła pamięcią do swoich dwóch sióstr. One też kiedyś będą w jej wieku. Będą podkradać mamie szminkę do ust, zakładać jej buty na koturnie i przebierać się w jej ciuchy. Obraz ten na chwilkę przywołał uśmiech na smutnej twarzy. Tydzień temu, gdy jej najbliżsi dowiedzieli się, że nie dożyje do końca jesieni.
Dziewczynka poprosiła swoją mamę aby pochowano ją w tej sukience w którą była ubrana na swoim pierwszym balu szkolnym. Wtedy razem z Karolem zdobyli tytuł Króla i Królowej balu. Mama - kobieta zmęczona życiem, pracą i nagłą chorobą swojej córki, początkowo nakrzyczała na nią, bojąc się przyznać, że sukienkę zniszczyła jej młodsza siostra, potem zaczęła płakać. W końcu zamówiła najlepszą krawcową w mieście, która ściągała miarę z wątłego ciałka, co rusz przełykając łzy. Spoglądała ze zdziwieniem na zgromadzoną wokół szpitalnego łóżka rodzinę. Miała ich za dziwaków usiłujących udawać przed sobą, że ich najstarsza córka wcale nie umiera tylko szykuje się na bal. Sukienka czekała na nią w szafie, uszyta z delikatnego żółtego materiału, przeplatanego wstawkami w kolorze kwiatu tojadu. Dziewczynka zastanawiała się czy zdąży przejrzeć się w lustrze i zobaczyć jak wygląda w sukience z pierwszego balu szkolnego.
Gdy wszystkie światła w szpitaluszpitaluq gasły a pacjenci układali się do snu, rozmyślała nad swoim życiem. Chciała jeszcze tyle zobaczyć, na tylu balach zatańczyć, tyle dotknąć. Spoglądała na namalowany przez ojca swój portret. Ordynator zgodził się aby zawisł naprzeciw jej łóżka. Siedziała na fotelu w arystokratycznej pozie. Twarz rozpromieniał radosny uśmiech a w dłoni ściskała kwiat słonecznika. Słyszała kiedyś, że portrety kradną duszę tych którzy nań patrzą. Potraktowała to wówczas jako żart. Dziś dojrzewała powoli do tej myśli, że odchodzi. Odchodzi na zawsze. Jej malutki skrawek duszy, wędrował już powoli ku tamtej krainie. Czy przyjdzie jej oglądać własną śmierć, namalowaną w oczach zebranej przy łóżku rodziny? Czy po tym wszystkim będzie skazana na spoglądanie przez wieczność na puste, szpitalne łóżko, czy raczej przeniosą ją gdzieś indziej, skąd będzie mogła obserwować jak życie toczy się już bez niej? Czy zobaczy dzieci i wnuki swoich młodszych sióstr i czy zatrzymają się przy niej pamięcią choć na krótką chwilę, pokazując zdjęcia cioci której nigdy nie poznały bo odeszła zbyt młodo? Dogasająca iskierka życia sprawiała, że wciąż przy sobie czuwała.
W nieistniejącej dłoni ściskała łodygę nieistniejącego słonecznika. Chłonęła toczące się leniwie nocne życie na szpitalnym korytarzu. Wsłuchiwała się w powoli słabnący puls i urywane oddechy, zwiastujące, że za drzwiami jej sali czeka czarna pani z kosą. Czasem czuła się jak Ewa wypędzona z raju która za późno zrozumiała istotę swojego grzechu a kiedy indziej miała ochotę po dziecinnemu tupnąć nóżką i pokazać język. Odwrócić się od tego wszystkiego z czym jej młody umysł się nie zgadzał. Chciała uciec na tamte łąki, schować się wśród kwiatów, które zabrały jej życie i porastały teraz jej duszę. Pragnęła słuchać świergotu ptaków i zrywać jeżyny z krzaków, wpychając je sobie garściami do ust, nie bacząc na to czy wybrudzi sukienkę. Tęskniła za szkołą, tańcem i za beztroską bycia małą dziewczynką. Teraz oczekiwała w spokoju na śmierć. Wierzyła że jej raj będzie taki jak w snach.
Przemysław Trenk



Komentarze