top of page

Felietonik😉😉😉

  • 29 sty
  • 3 minut(y) czytania

Kiedyś obiecałem sobie, że nie będę więcej uprawiał pewnej formy pisarstwa zwanej krótkim felietonem(felietonikiem), ale tak jakoś mnie teraz naszło. Obudziłem się dziś około ósmej nad ranem i ze zdziwieniem odkryłem, że mam trzewia(lub jak kto woli -bebechy)wypełnione kartkami. To słowa zapisane na przejechanych biletach, serwetkach, papierze do dupy a czasem w notesie z czarnym kotem. Lubię czarne koty a jeszcze bardziej szylkretowe. Chociaż tak naprawdę kocham wszystkie koty i psy. Siedzę z moim podopiecznym w jego salonie. On przegląda internet na swoim tablecie(ma 85 lat i nowinki techniczno - elektroniczne ma w jednym palcu. SZOK!) a ja kończę czytać kolejną książkę. Zostało mi siedem rozdziałów. Uwielbiam dobre książki. Uwielbiam czytać. Odkładam lekturę na wieczór. Cisza wlewa się w każdą komórkę mojego ciała. Rudi ma słuchawki w uszach i oddaje się przyjemności słuchania niemieckich szlagierów. Ja postanawiam włączyć radio, a w nim niemiecki spiker zapowiada opady i gwałtowne burze. Burze...

One w większości bywają gwałtowne. Też mi odkrycie. Chłopie...Nobla ci za to nie dadzą. Co innego gdybyś wspiął się na wyżyny swojej elokwencji i stwierdził, że życie jest gwałtowne. Zwłaszcza gdy próbujesz się z nim pojednać i brać je takim jakim jest. Jedyny wybór masz wtedy, kiedy idziesz do burdelu i za marną stówę wybierasz sobie dziwkę a ona szczerzy swoje zęby jak małpa w cyrku, czekając na uderzenie batem. Pozostałe ustawione w szeregu rozbierają cię z forsy. A ty co? Myślisz, że burdel to jedyne rozwiązanie? Mam dla ciebie przykrą wiadomość. Świat to jeden wielki burdel. Ale wciąż masz, mam, mamy nadzieję, że dzisiaj obędzie się bez Pregabaliny, Ketipinoru i wszystkich tych tabletek na piękno świata. Ty wiesz, ja wiem, my wiemy, że każdy dzień bez nadziei jest jak tania dziwka, która da ci dupy bez krztyny uczucia. Spoglądam na mojego podopiecznego. Jego zamknięte oczy i cichutki śpiew pod nosem świadczą o tym, że jest w swoim świecie.

A ja? Ja zastanawiam się nad tymi staruszkami z którymi sypiam w jednym domu. Oni wiedzą, że jestem obok, okazują wdzięczność za pomoc w codzienności ale nie wiedzą jak czasem czuję się wyobcowany. Nigdy nie przypuszczałem, że doczekam czasów, kiedy będę musiał emigrować z mojego kraju, by móc w miarę normalnie żyć. A co mają mówić ci co wyjeżdżają do pracy w innych zawodach niż mój? Wynajmują tanie mieszkania, kupują tanie i parszywe żarcie(najczęściej z krótkim terminem przydatności do spożycia), najczęściej butelka z czymś mocnym i kac w pakiecie gratis. Czy to się kiedyś zmieni? Wątpię, ale nadzieja umiera ostatnia.

Sięgam po notes z wierszami. Może wieczorem wpadną słowa nieproszone, nieoczekiwane i powstanie z nich dekadencki wiersz(Uwielbiam takie, zwłaszcza Bukowskiego). Zegar wciąż tyka. Czasem muszę go nakręcać. Robię to ze strachu żeby nie stanął. Wolę aby czas jednak płynął. Czy są jakieś przyjemniejsze rzeczy? Jej piersi, zgrabne nogi i tyłek jak odlany z brązu. Spojrzenie, dotyk, zapach, niebo, teatr i Sonata Księżycowa, przechodząca przez próg obcego dla mnie domu. Jak modelki z Vogue’a. Odkładam te myśli na potem. Kładę na zimnym stole. Mam wrażenie, że jest to stół sekcyjny. Gdy przyjdzie pora, wypruję bebechy, ale teraz myślę o niej i czytam Potockiego. Może jeszcze nie jest za późno aby napisać do niej, przyznać się do powolnej agonii?

Pisarze powiadają, że pisanie jest najmniej wygodną formą samobójstwa. Zatem jeśli biorę do ręki pióro albo długopis i zapisuję to wszystko co fermentuje mi w głowie, to nie po to aby pokazać, że pisanie jest czymś przyjemnym! To ciągła walka. I pomyśleć, że zamiast pisać, mógłbym zbierać szparagi gdzieś w Bawarii, mieszkać w tanim hotelu i żreć karmę dla psów. Los chciał jednak inaczej i zostałem opiekunem medycznym i rehabilitantem. Często wracam do poezji Norwida, Stachury, Wojaczka, Ginsberga, Bukowskiego...


Oni...


Poeci. Bez jakiejkolwiek możliwości porzucenia pióra, długopisu, ołówka.


Oni...


Zarażeni śmiertelną chorobą na którą umiera każdy poeta. I tak sobie myślę.

Dobrze, że w lokalnych gazetach rzadko piszą o samobójstwach😉😉😉


Przemysław Trenk

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page