Ewa Kaca - Między wierszem a bajką
- Agnieszka Dyszak

- 18 paź
- 4 minut(y) czytania
Rozmowa z poetką
Spotykamy się w miejscu, gdzie słowa nie zawsze mają lekkość papierowych łódek. Twoje wiersze są dla mnie dowodem, że literatura to podróż przez wiele światów.
Od czego wszystko się zaczęło? Pamiętasz swój pierwszy wiersz? Było w nim więcej niepewności czy radości z odkrycia czegoś nowego?
E.K.: Wszystko zaczęło się od pierwszego zakochania. To był kiepski pensjonarski wiersz o niebieskich oczach – okazało się, że adresat miał zielone! (śmiech)
Ktoś cię popchnął w stronę pisania, czy sama odkryłaś tę ścieżkę?
E.K.: Do pisania zaprosiła mnie poetka Karolina Turkiewicz-Suchanowska. Kiedy ktoś pokazał jej moje wiersze, powiedziała, że mam talent. Założyła w Namysłowie Klub Młodych Twórców „Wena”, do którego dołączyłam. Z czasem jeździliśmy na spotkania opolskiego Koła Młodych ZLP (Związek Literatów Polskich)
Nasza „Wena” wydawała nieregularne pismo „GraVers”, a ja zadebiutowałam w Gazecie Ziemi Namysłowskiej w 1993 roku wierszem Branice – braminiaste. Pamiętam, że słowa miały wtedy dla mnie intensywność i ciężar. Do dziś czuję niepewność wobec własnych tekstów – odkrywam ich sens dopiero, gdy inni je doceniają.
Moja mentorka powtarzała, by dużo czytać współczesnej poezji i startować w konkursach. Mówiła, że to najlepszy sposób, by sprawdzić „siłę własnego słowa”.
Poezja kontra bajka
Jak zaczęłaś pisać opowiadania dla dzieci?
E.K.: Z potrzeby serca. Napisałam dwie bajki – jedną dla wnuków, o babci latającej na odkurzaczu, drugą o dziewczynce, która bardzo chciała mieć siostrzyczkę. Przekazałam je Elżbiecie Żłobickiej, która prowadziła kanał „Babcia Ela dzieciom” na YouTube. Niestety bajki zniknęły z sieci i nie mam rękopisów, więc chyba spróbuję je odtworzyć.
Pisanie bajek i poezji bardzo się różni?
E.K.: Ogromnie. Poezję traktuję jak dar. Bajek trochę się boję — dzieci to najtrudniejsi krytycy i najprawdziwsi odbiorcy. Ale też najbardziej wdzięczni.
Inspiracje
Co jest twoją największą inspiracją?
E.K.: Życie. Emocje. Muzyka i obrazy. Czasem coś sprzed trzydziestu lat nagle odzywa się w nowym wierszu. Inspiruje mnie też literatura, biografie malarzy, poetów, artystów — także świętych. Wartości, które ciągną świat ku górze.
Sztuka, moim zdaniem, powinna być bezinteresowna i stać na straży dobra – ma chronić nasze małe podwórka, naszą wspólną delikatność.
Czy dzieci wpływają na twoją twórczość?
E.K.: Bardzo. Podczas spotkań w szkołach, jak to w Korfantowie, dzieci zaskakiwały mnie swoją inteligencją i szczerością emocji. Śmiały się w momentach, gdzie nie spodziewałam się ironii. Młodzi są autentyczni – jeszcze nie „zrobieni” przez system.
Twój styl i język
Masz swój sposób na lekkość i rytm?
E.K.: Nie mam patentu na dobry wiersz. Czasem słowa przychodzą same, a czasem wiersz trzeba wymęczyć. Tworzę wyłącznie wiersze białe. Bardzo podobają mi się wiersze klasyczne, cenię je, niestety nie potrafię tak pisać.
Jak przekazujesz to, co trudne, prostymi słowami?
E.K.: Nie mam klucza. Piszę o życiu – często gorzko, bo to ono nas kreuje. Staram się być szczera.
Kontakt z czytelnikami
Utrzymujesz kontakt z czytelnikami?
E.K.: Tak, choć ostatnio rzadziej. Opiekuję się starszym ojcem. W mojej miejscowości mam ludzi, którzy bardzo mnie wspierają. Jedni mówią: „pisz, bo poruszasz”, inni mają z tym problem – mówią, że piszę zbyt wprost. Ale to też rozmowa.
A dzieci?
E.K.: Są cudownymi odbiorcami. Reagują żywiołowo i z błyskiem w oku. Jak w teatrze lalek — śmieją się, wzruszają, przeżywają. Dorośli analizują, a dzieci po prostu są.
Codzienność twórcza
Masz rytuały pisarskie?
E.K.: Nie. Piszę, gdy przychodzi myśl. Czasem to pierwsze wersy ciągną cały wiersz. Kiedyś wena potrafiła mnie złapać nawet podczas przejażdżki rowerowej – powtarzałam tekst w myślach, żeby go nie zgubić.
Teraz jestem spokojniejsza, bardziej pogodzona. Dziękuję za każdy wiersz, który przychodzi. Pisanie pomaga mi nie czuć się samotną. Dzwonię czasem do kilku osób, by sprawdzić „siłę wyrazu” nowego tekstu – ich reakcja jest dla mnie nagrodą.
Nie mam rytuału, ale czasem budzę się w nocy, by coś zapisać. Najważniejsze to pisać własnym językiem, nie naśladować.
Plany, marzenia, horyzont
Nad czym teraz pracujesz?
E.K.: Chciałabym napisać opowiadania, może prozę poetycką. W przyszłym roku planuję twórczy odpoczynek – pisać do zeszytu, dopracowywać teksty. Ostatnio zbyt szybko publikowałam – to nie służy wierszom.
Jaki ślad chciałabyś zostawić?
E.K.: Marzę, by mieć swoich stałych czytelników. Chciałabym należeć do literackiego obiegu, być traktowana poważnie – nie jak autorka „drugiego gatunku”.
Ostatnie słowo
Masz cytat, który jest ci bliski?
E.K.: Tak. „A ja wychodzę z siebie, staję obok, jakby spoza, ktoś za mnie patrzył i mówił.” To mi przypomina, że pisanie to spotkanie z sobą samą, ale i z kimś, kto patrzy z zewnątrz.
Co powiedziałabyś tym, którzy marzą o pisaniu?
E.K.: Żeby walczyli o swoje marzenia. Spełniali je, nawet jeśli się nie uda. Pisać można zawsze, niekoniecznie stając się pisarzem.
Dziękuję Ci Ewo za piękną, pełną spokoju i uważności rozmowę.
Za słowa, które przypominają, że pisanie to nie tylko rzemiosło, ale też sposób na oswojenie świata.
Za szczerość, śmiech i poezję, która uczy patrzeć z dobrem w oczach.
Rozmawiała Agnieszka Dyszak
Wiersze Ewy Kacy...
***
już nie umieram z braku miłości
do jesiennych liści raczej
śmieję się szelestnie
tak pod butami
mi świerszczą
kasztany jak czereśnie
pode mną
dywan w kolorach czerwieni i brązu
już nie umieram z miłości
dobrze mi ze sobą
jakby wiatr jesienny nie grał
w opadających liściach
końcówki października
lub początków listopada -
wołają do mnie z wieczności
wszyscy co odeszli
a tak bardzo pragną być święci
i obecni
zanurzyć się w ogniu miłości
podobno nieśmiertelnej
która przetrzyma wszystko
a ja zamykam się
w domku ślimaka -
przetrwam
***
obecność mi nie dana
zwątpienie - podkówka nieszczęścia
wokół ust
ręce wyciągane
po garści szczęścia
z niczym zostaną
łyżki z manną bliskich
zaczynam
i moją w nich istność
nie potrzebuję
twarzy w twarz odciskać
oni są
pchają mi się pod oczy
jak maski czerwonoskórych
piewców prerii
uczłowieczyłam ich w sobie
podobna kość z kości
policzek w policzek
wiara pali się wewnętrznym ogniem
wychodzi obok jak myśl niechciana
a na trawie pasą się biedronki
a we mnie drzwi
otwarte na cztery spusty
pamiętania
***
nie pytaj mnie o miłość
ja ci odkłamię
słowami z małej litery -
światy
namaluję purpurą
w jej odcień
zaczerwienią się jesienią klony
w owocach zasmakuje
właśnie ta pora roku
kasztany w kieszeniach
i żołędzie
nas ucieszą
i nie ostatni będziemy z ludzi
zadumasz się znowu
nad bytem i przemijaniem
zadławisz i ponatychasz duszą
i znowu jeże przezimują śniegi
wrażliwość pozwoli
zatrzymać się w pewnym
małym miasteczku nad Młynówką
popatrzeć w bystry strumień wody
i zdradzi wszystkie tajemnice
ale to już będzie
poza nami



Poruszyła mnie ta rozmowa.. Poznałam Ewę z inną wrażliwością..Mam parę tomików Jej wierszy...Lubię do nich wracać....
Szczera i prawdziwa rozmowa. Kochana Ewo nie chowaj się do szuflady. Od poezji nie da się uciec, jak I od przeznaczenia. Pisz proszę i pokazuj się nam - czytelnikom.👏❤️
Aguś gratuluję wspaniałej rozmowy 👏👏
Bardzo interesujące zaistnienie w świecie Autorów i Poetów.