*Encyklopedyczny Nadzór Konfiguracji Intelektualnych
- trenku

- 14 paź
- 4 minut(y) czytania
*Encyklopedyczny Nadzór Konfiguracji Intelektualnych
Dlaczego się temu tak przyglądasz?
To kwantyfikator ogólny i bezwarunkowy
Nie możesz stawiać warunków, że jutro,
pojutrze, za tydzień, rok lub dwa.
Jest tu i teraz.
Zresztą po co ja do ciebie mówię.
To tak jakby otwierać zamek źdźbłem trawy,
kroić chleb gałązką bazylii, wkręcać żarówkę
w ptasie gniazdo i wkładać dyskietkę pomiędzy
dwa kamienie.
Dzisiaj dostaniesz ode mnie ekwiwalent
w postaci niech każdy istnieje.
To bardzo korzystne oprocentowanie
na kontach bank(owych) żyć.
Niech rozgoszczą się w twoim domu
niechciani goście, przybłędy, moczymordy,
bezdomni, kloszardzi i wszelkiej maści odmieńcy.
Niech obejdą wszystkie pomieszczenia, zajmą twoje łóżko, kanapę, fotele.
Niech okupują łazienkę, toaletę.
Niech w twojej kuchni zostawią syf.
Sterty brudnych naczyń, stosy cuchnących śmieci, niedojedzonego żarcia.
Niech myślą, że śnią w twojej pościeli
sen proroczy.
Pewnie sobie pomyślałeś: gdyby tak można było ściągnąć z siebie skórę niczym wąż i wyczołgać się z siebie będąc zupełnie nowym.
Zgadłem?
Cóż możesz zrobić wieczny chłopcze, mistrzu papierowych form toaletowych, ptaków z rozmokłej tektury, wytwórco trapezów z zapałek?
Czy jesteś skłonny przywdziać zbroję i stoczyć bój ze swoimi demonami?
Zejść do piekła lekkoduchu?
Musisz wiedzieć, że oni mają autostrady.
W ich gęstej krwi nie znajdziesz hemoglobiny ani chromosomów.
Ich nie dotyczą prawa czterech zasad
W imię zasad skur.....u!
Ich krew to skroplona wieczność, jest czarna jak smoła.
Każdy z nich jest początkiem katastrofy.
Lotem samolotu z awarią silników na wysokości dziesięciu tysięcy metrów.
Może się zabawimy?
Masz plastelinę lub glinę?
Zatem ulep człowieka, tak zrób go z tych śmieci w twojej kuchni, kurzu spod stóp, zepsutego żarcia, rozlanego wina, ogryzionych kości.
Zrób człowieka!
Boisz się prawda?
Wiem. Czuję twój strach.
Twój lęk chce ci powiedzieć, że rodzimy się w miastach.
Każdy w swoim.
Innych nie znamy.
Jedni rodzą się na dziesiątym piętrze szpitala,
drudzy na parterze a jeszcze inni w piwnicy.
Ci ostatni to ludzie pieczarki.
Wszystko zdarza się tylko raz dlatego, że my jesteśmy jednorazowi.
Wiedz, że nie było cię zanim się urodziłeś i nie
będzie cię jak umrzesz.
Marzysz o raju?
Zapomnij o nim to tylko prześwietlony film.
Nikt cię nie wybawi, nie naprawi, nie zadośćuczyni.
Każdego dnia będziesz jeszcze bardziej bezradny.
Zatem jak wyglądała twoja twarz zanim zostałeś poczęty?
Nie miałeś żadnych myśli, żadnych żalów ani pretensji, zmartwień?
Może kilka niedośnionych snów, zmysły tak proste jak konstrukcja cepa.
Miałeś życie wewnętrzne sprowadzone do prostych tropizmów.
Badałeś ruch powietrza, chłonąłeś wilgoć, szukałeś światła.
Zgadłem?
Jam dla ciebie kustoszem w grobowcach świata, w tym największym muzeum zmarłych. Zgromadziłem tu wszystkie nieszczęścia i klęski tego świata.
Grzechy, koszmary, obsesje, lęki, pożądania, niewysłuchane prośby i modlitwy.
Zatopiłem w formalinie wszystkie ludzkie potworności.
Choroby i deformacje.
W klatkach Faradaya trzymam wszelkie demony.
Te opętane jedną myślą, te we władzy afektu z klapkami na oczach.
Demony durne, nieważne, złe i zachłanne.
Te zazdrosne i egoistyczne.
Trzymam tu też sybarytów, śmierdzących nieróbstwem leniów, notorycznych kłamców i oszustów.
Lubieżników i maniaków, szczwanych lisów, despotów i debili.
Powiadam tobie.
Byłoby co zwiedzać.
Szkoda tylko, że nikt tu nie przychodzi.
Ja Trenku!
Ja, ten który pisze historię.
Otwieram kolejne piętra twoich żyć.
Muszę przyznać, że nawet sprawia mi to niebywałą przyjemność.
Chcesz, to wpuszczę teraz to co od tak dawna w sobie skrywałeś.
Popsuję dobre obyczaje, wypuszczę więźniów skazanych na dożywocia.
Złamię dane słowo, postawię wszystko na głowie, odwrócę kota ogonem.
Nie ma problemu.
Proszę bardzo, jak chaos to chaos.
Jedne drzwi na zewnątrz, drugie do wewnątrz twojej jaźni.
Jeszcze inne bez klamek.
Niech góra zejdzie na dół a dół niech wejdzie na górę.
Niech się lewe zamieni w prawe a prawe w lewe.
Niech biel stanie się czernią a czerń bielą.
Niech cierpkie stanie się słodyczą a słodycz niech smakuje jak dziegć.
Oto woda pluszcze pod twoimi nogami, odbija się echem twoich przeżytych dni.
Czy byłeś w nich sobą?
Czy pamiętałeś o ofierze własnej krwi?
Ja Trenku!
Ja, ten który pisze historię.
Oto otwieram kolejne drzwi.
Tu są twoi oszuści, ci którzy chcieli umrzeć
przed tobą.
Zatem odwdzięcz im się.
Oddaj im pięknym za nadobne.
Dzisiaj moje grobowce wezmą ich tylko
na czasowe przechowanie.
Skataloguję ich pod nazwą "niedośmierceni".
I tłoczyć się będą pod bramą, ubrani jak na spacer po opuszczonym cmentarzu.
Jest ich tylko trzech.
Odwróceni w twoją stronę, oblepieni muchami,
cali w szeptach i błaganiach.
Jest też i czwarty choć niewidoczny.
Jego obecność to tylko szelest i chrobot paznokci o wrota bramy.
Ja Trenku!
Ja, ten który pisze historię.
Wiem jak jesteś zbudowany.
Podobny do miasta w którym żyjesz.
Wydajesz mi się potężny, rozległy, wielki.
W istocie jesteś kruchy jak porcelana Villeroy & Boch.
Jesteś słaby.
Składasz się z dziur, braków, pustych przestrzeni, które próbujesz wypełniać gazetami z czasów PRL - u.
Jesteś miastem z zapałek.
Wątłą budową, prowizorycznym barakiem.
Niepewnym każdego dnia i nocy.
Twój fundament to strach, ból i lęk przed starością.
W labiryntach swojego mózgu gonisz za pytaniem, które boisz się zadać.
Ja znam na nie odpowiedź.
Brzmi ona - tak!
Przemek Trenk

*Wiersz w większości jest swojego rodzaju moją wariacją do treści książki naszej Noblistki Olgi Tokarczuk "Anna In w grobowcach świata" i słowa w nim użyte pochodzą z tej właśnie książki. Ja tylko zebrałem wybrane fragmenty w wiersz a w zasadzie w kawałek prozy poetyckiej i dodałem odrobinę od siebie😊😊😊

Komentarze