Zajwisko zwane społeczeństwem
- 27 sty
- 2 minut(y) czytania
Wsiadając do autobusu miałem wrażenie, że na kilkanaście minut daję się dobrowolnie zamknąć w puszce pełnej dziwnych osobowości. Wzrok mój spoczął na spoconym grubasie, który nie zważając na stojącą przy nim starszą kobietę, wpychał w siebie kebaba, z którego śmierdzący czosnkiem sos, spływał mu na mokre od potu dłonie. Obok jakiś gówniarz, udawał bardziej dorosłego niż był i prowadził rozmowę przez najnowszy model smartfona, używając przy tym rynsztokowego języka. Zadziwiające, że żaden z tych ludzi sardynek, stłoczonych w tej puszce zwanej przytułkiem komunikacji miejskiej, nie zwrócił mu uwagi.
Mniej więcej pośrodku autobusu, młoda i pewnie kompletnie nie przygotowana do bycia matką dziewczyna, próbowała uspokoić swoje dziecko, które w bardzo donośny sposób wyrażało swoje niezadowolenie z powodu wielkiej ciasnoty, panującej w tym czymś, czym musiałem niestety dostać się na drugi koniec miasta. Jakaś damulka w wiekim kapeluszem, siedząca wygodnie z gębą wlepioną w brudne okna autobusu, dość obcesowo nakazała żeby młoda mama uciszyła tego rozwydrzonego bachora. Bachora? - pomyślałem. Pewnie mama owej paniusi też nazywała tak pieszczotliwie swoje dziecko i tylko w duchu się modliłem, żeby to bezczelne babsko nie miało własnych dzieci. Na końcu tego przybytku osobowości, siedział zajmując trzy siedziska pijany jegomość i przeklinał obecnie panujący rząd i fakt, że musi codziennie pić, bo świat w którym przyszło mu żyć jest na trzeźwo kompletnie nie do przyjęcia. Stałem tak ściśnięty pomiędzy ludźmi i przygądałem się zjawisku zwanym społeczeństwem. Jeszcze tylko trzy przystanki. Jakieś piętnaście minut drogi.
Na kolejnym wsiadł młody człowiek, z puszką w ręce. Miał do niej doklejoną kartkę informującą, że właśnie stracił pracę a żona niedługo urodzi ich pierwsze dziecko. Stanął przy drzwiach i patrzył przez brudne od błota szyby na krajobraz, który przemykał mu przed oczami. Autobus zatrzymał się na kolejnym przystanku. Młoda mama która wysiadała z autobusu, poprosiła chłopaka z puszką aby pomógł jej wysiąść z wózkiem. Gdy oboje wysiedli, młoda dziewczyna wyjęłą z kieszeni 10 złotych i wrzuciła mu do puszki.
- To wszystko co mam. Dziękuję, że zechciałeś mi pomóc. Mam nadzieję, że będziecie mieli śliczne maleństwo. - powiedziała i szybko zniknęła za kioskiem. Chłopak odprowadził ją wzrokiem. Chciał wsiąść z powrotem do autobusu, ale najwyraźniej gdzieś spieszący się kierowca zamknął mu drzwi i odjechał bo akurat zapaliło się zielone światło. Widziałem łzy w jego oczach.
Wiecie co? On nie płakał bo kierowca okazał się chamem. Płakał bo ta dziewczyna okazała mu więcej serca niż ludzie którzy go mijali na ulicy. Wiem, że na niebie tej młodej mamy do dzisiejszego dnia gości tęcza. Zadziwiające jak wiele różnych osobowości można spotkać w autobusie jadącym przez miasto w godzinach szczytu.
Przemysław Trenk



Komentarze