Radosław Kowalski
- Agnieszka Dyszak

- 11 paź
- 2 minut(y) czytania
Ulotne spotkanie
(Historia prawdziwa)
Była dwunasta trzydzieści - jesień
w półtonach, dwanaście stopni ciepła.
Liście już szeptały złotem po ulicy,
w umownym słońcu na rzekomym niebie,
bo miasto, jak zawsze, spieszyło się do siebie monotonnym szumem samochodów.
Jego bruk - nierówny, jak wspomnienie drogi,
jej ścieżka - cicha, skrócona dla marzeń,
wydeptana przez tych, co zawsze się spieszą.
Ona - z torebką myśli o czymś zbyt ważnym,
by o tym mówić.
On - z kieszeniami pełnymi pośpiechu.
Minęli się.
Nie, raczej dotknęli powietrzem,
ramieniem muśniętym przez przypadek losu.
Niepewny uśmiech - pół gestu, pół odwagi.
Ręka drgnęła,
jakby miała zatrzymać świat,
ale zatrzymała tylko moment.
Skinienie głowy - ledwie dostrzegalne,
a jednak tak prawdziwe, że zadrżało
w pamięci.
Czy ja ją znam? - zapytał w milczeniu.
Czy to on? - przemknęło jej przez serce.
I oboje spojrzeli przez ramię,
w tym samym rytmie oddechu,
z tą samą niepewnością w oczach.
W powietrzu zostało coś - cień wspomnienia,
cień, który nie miał prawa istnieć,
a jednak istniał.
Jak echo dawnego życia,
gdy byli kimś innym,
a jednak tymi samymi duszami,
szukającymi się przez czas i przestrzeń.
Potem przyszło to znane ukłucie -
dlaczego nie powiedziałem „cześć”?
Dlaczego nie zatrzymałam się choć na krok?
Złość na siebie,
na pośpiech świata,
na własną nieśmiałość,
na odwagę,
która zawsze przychodzi za późno.
I tylko pytanie zostało -
dokuczliwe, niespokojne,
jak liść wirujący w powietrzu:
kim byłeś?
kim byłaś?
i czy jeszcze raz czas
pozwoli nam się minąć?
Wiersz „Ulotne spotkanie (Historia prawdziwa)” to zapis chwili, w której codzienność zetknęła się z tajemnicą ludzkiego losu. Utwór opowiada o przypadkowym spotkaniu dwojga nieznajomych, które – mimo że trwało zaledwie ułamek sekundy – poruszyło w nich coś głębszego, jakby echo dawnej więzi.
W wierszu pojawia się mieszanina uczuć: czułość, smutek, żal i tęsknota za tym, czego się nie odważyło zrobić. Zawarte w końcówce pytania („kim byłeś? kim byłaś?”) mają charakter egzystencjalny – to nie tylko pytania o drugą osobę, lecz o sens ludzkich spotkań, o fatum, które łączy lub rozdziela.
Tytuł „Ulotne spotkanie” trafnie ujmuje istotę utworu: jest to chwila krucha jak liść w powietrzu, a jednak zapadająca głęboko w pamięć. To wiersz o tym, że najważniejsze momenty w życiu nie zawsze pozostają w słowach czy czynach — czasem istnieją tylko w przestrzeni między spojrzeniami.
Czy chcę przeczytać kolejny wiersz tego autora? TAK, bardzo chcę. Będę z zainteresowaniem obserwować i pochłaniać każde słowo, które zapisze. Nie mogę się doczekać debiutanckiego tomiku Radka – jestem pewna, że ujrzy światło dzienne, a ja obiecuję być jedną z jego pierwszych czytelniczek 😊
Komentarze