„Prawie Wielki, a przecież prawdziwy – o scenie, poezji i codzienności” - rozmowa z Aldoną Jańczak
- 19 paź 2025
- 5 minut(y) czytania
Czasem spotykasz kogoś, kto od pierwszych słów emanuje pasją, spokojem i niezwykłą miłością do ludzi. Opowiadała o literaturze, uczniach, teatrze i życiu – z uśmiechem, dystansem i błyskiem w oku. Aldona ma w sobie coś z aktorki, coś z poetki, a przede wszystkim – z człowieka, który naprawdę żyje tym, co kocha. Zapraszam Cię do przeczytania naszej rozmowy o książkach, scenie i codziennych cudach słów.
– Opowiedz proszę, jak zaczęła się Twoja przygoda z literaturą i teatrem?
Agnieszko, mam już tyle lat, że trudno mi określić, kiedy to było. Zawsze lubiłam czytać i bawić się w teatr. To był mój sposób na spędzanie czasu. Przez trzynaście lat byłam jedynaczką. Rodzice pracowali na zmiany, często byłam sama, więc musiałam tworzyć sobie różne światy. Literatura i sztuka jest ważna dla mnie i dzisiaj. Jestem pewna, że dzięki swojemu uniwersalnemu językowi pozwala tworzyć relacje w dzisiejszym dziwnym świecie. W moim przekonaniu kultura łączy, bo jest w niej pierwiastek piękna i wrażliwości, który każdy z nas w sobie nosi. Ona pozwala go odkryć.
– Co najbardziej lubisz w pracy nauczyciela języka polskiego?
Urodziłam się, żeby uczyć. Wiedzą o tym dobrze wszystkie moje misie i lalki z dzieciństwa. W zawodzie nauczyciela jest coś z aktorstwa. W klasie staram się kreować nie tylko wybitne role, ale być także uważnym widzem. To niesamowite, jak na twoich oczach rozwijają się i dojrzewają młode umysły, serca i marzenia. Dlaczego język polski? Nie tylko dlatego, że uwielbiam literaturę, ale też dlatego, że na swojej drodze spotkałam cudowne nauczycielki, które tę miłość jeszcze pogłębiły.
– Jakie metody stosujesz, by zainteresować uczniów literaturą?
No i tutaj trzeba mieć niezwykłe zdolności aktorskie. Żeby dzieciaki zainteresować, muszę je najpierw dobrze poznać. Sprawdzić ich zainteresowania i style uczenia się. Nie zachłysnęłam się nowoczesnymi metodami, choć stosuję je. Nie sądzę, że nauczyciel ma stawać na głowie, aby lekcja była atrakcyjna, bo to tylko chwilowe wrażenie. Po niemalże 40 latach pracy wiem, że człowiek uczy się, gdy sam jest zaangażowany w proces uczenia się. Jeśli jest aktywny w działaniu. Dlatego to moi uczniowie mają wyjść z lekcji zmęczeni, nie ja.
– Masz ulubione teksty lub autorów, których polecasz młodzieży?
Mam mnóstwo. Jednak, żeby zmusić uczniów do czytania, musiałabym im chyba za to płacić, nie wszystkim oczywiście. Preferuję więc czytanie fragmentami, by poznali, poczuli, przeżyli. Znajdą się tacy, którzy zechcą przeczytać całość. Wiem, że niektórzy czytają inne poza wymaganymi w podstawie programowej, a to przekłada się na ich funkcjonowanie i oceny w szkole.
– Skąd czerpiesz inspiracje do swoich wierszy i opowiadań?
Skąd? Zewsząd. Jednak najwięcej tekstów powstaje, gdy uda mi się obcować z naturą. Wtedy staję osłupiała z zachwytu i piszę. Często też inspirują mnie ciekawe tematy warsztatowe w grupach poetyckich.
– Czy są tematy lub motywy, które często pojawiają się w Twojej twórczości?
No klepię te zakochane wiersze bez umiaru. Miłość uważam za największą wartość. Jestem szczęśliwa, choć bywają i noce w moim życiu. Wiesz, że lubię klasykę. Dla mnie to sztuka wyższa. Subkultury pojawiają się na chwilę, mają swój czas i znikają. Ona jest nieśmiertelna. Tak czuję i myślę
– Czy dzielisz się swoimi tekstami z uczniami lub czytelnikami? Jak reagują?
Uczniowie w podstawówce chyba jeszcze nie czują poezji. Mają ciekawsze zajęcia. Kiedyś dorosną. Mam spore grono wiernych czytelników. Jestem im wdzięczna za każde dobre słowo. Wszyscy jesteśmy próżni, ja też
– Co skłoniło Cię kilka lat temu do założenia amatorskiego teatru?
Wierzę w teatr, w jego magię i uniwersalność przekazu. To miejsce, w którym każdy doświadcza owego katharsis. I widz, i aktor. Nasz Teatr Prawie Wielki jest odskocznią od codzienności, miejscem, dającym nam wyjątkową szansę być przez chwilę kimś wyjątkowym. To niewyczerpane źródło pomysłów, radości przeżywanej wspólnie i dobrego humoru.
– Jak wygląda praca z aktorami-amatorami i jakie są największe wyzwania?
Jestem dumna, bo przez 13 lat wypracowaliśmy coś, co mieści się w definicji pracy zespołowej. Nie ma wśród nas osoby, która zna się na wszystkim, ale razem potrafimy wszystko. I to dla mnie jest fenomenem, chociaż jesteśmy tylko amatorami.
– Czy teatr pomaga Ci w pracy z literaturą, a literatura wpływa na repertuar teatru?
Nie jestem konserwatystką, potrafię docenić nowe, ale uważam, że warto dbać o tradycję, o korzenie. Dlatego w naszym repertuarze są jasełka, spektakl w gwarze poznańskiej, pasja oraz baśnie, które z uśmiechem na twarzy oglądają nie tylko dzieci.
– Jak udaje Ci się łączyć nauczanie, pisanie i teatr?
Te trzy aspekty, które wymieniłaś, to moja pasja. Jest jeszcze rodzina, najważniejsza. To trudne, ale nie niemożliwe. Teatr i pisanie to mój sposób na wyciszenie, redukcję stresu. Piszę w łóżku, na łące, w ogrodzie, gdzie się da. W teatrze spotykamy się raz w tygodniu na próbach. Częściej, gdy dajemy przedstawienia. Dzieci wyrosły, mąż rozumie, więc jakoś godzę.
– Jakie korzyści przynosi Ci to wszechstronne podejście?
Jedyną korzyścią jest dawanie radości i poczucie radości. Niczego więcej nie oczekuję.
– Masz jakieś projekty literackie lub teatralne, które planujesz zrealizować?
Oczywiście. Moi przyjaciele z teatru już się śmieją, że gdy przejdę na emeryturę, nie dam im wytchnienia. A poważnie, właśnie powstał scenariusz komedii kryminalnej i marzy mi się jeszcze widowisko plenerowe na wodzie, oparte na wierzeniach słowiańskich. Czas pokaże, czy się uda.
– Co chciałabyś osiągnąć w najbliższych latach w pracy twórczej i edukacyjnej?
Szczerze, jestem trochę zmęczona pracą w oświacie. Nie dziećmi, broń Boże. Całą tą dziwną sytuacją nieustannym reformowaniem i pozbawieniem nauczycieli autorytetu i szacunku. Marzę o emeryturze. Będę się mogła oddać w pełni temu, co kocham, teatrowi i pisaniu. Może jakiś tomik jeszcze, żeby pozostawić coś po sobie. Jestem już dorosła, wiele przeczytałam i przeżyłam. Mam świadomość swoich umiejętności, dlatego na sławę nie liczę.
– Co poradziłabyś młodym ludziom zaczynającym przygodę z literaturą i teatrem?
Na pewno, żeby poszukiwali swojej drogi, a kiedy znajdą, biegli nią do gwiazd. Powinni też pamiętać o tym, że choć nie wszystko jest możliwe, to każdy może osiągnąć sukces na miarę swoich możliwości.
– Gdzie można śledzić Twoją twórczość lub wydarzenia Twojego teatru?
Mamy swoją stronę na fb Teatr Prawie Wielki. Zapraszam serdecznie.
Serdecznie dziękuję Ci za tę rozmowę
Dziękuję Agnieszko. Było mi bardzo miło, że zechciałaś ze mną porozmawiać.
Po tej rozmowie mam wrażenie, że siedzę w teatralnej garderobie, gdzie zapach kawy miesza się z kurzem sceny, a słowa wirują między śmiechem a wzruszeniem.
Aldona przypomniała mi, że pasja nie zna wieku, a kultura – jeśli ją pielęgnować – naprawdę potrafi łączyć ludzi.
Życzę powodzenia z kolejnymi tomikami, premierami i marzeniami na wodzie.
I jeśli gdzieś w Twojej okolicy zobaczysz afisz Teatru Prawie Wielkiego – idź koniecznie. Tam magia dzieje się naprawdę.
Rozmawiała Agnieszka Dyszak
Kilka wierszy naszej bohaterki...
(nie)pewność
nie znam się jeszcze
choć widuję co dnia
znajome odbicie we łzach
nie zdążyłam pewności mieć
na co serce stać
gdy los kolejny zada cios
nie znam się jeszcze
i nie wiem wciąż
czy dłonie nie za zimne są
by złagodzić ból
czy czułości starczy mi
na jesienne dni
czy nie upadnę pod ciężarem chmur
czy nie złamie mnie wiatr
który w oczy wieje co dnia
czy z kolan powstanę
i mimo i wbrew pokocham
pojęcia nie mam jak ratować świat
ale może gdzieś na dnie we mnie śpi
rycerski duch pogromca zła
i krzyczy wstań bo
tyle wiesz "tyle wiemy o sobie"*
ile cię "ile nas sprawdzono"*
niech na grobie napiszą ci człowiek
* cytaty z wiersza Wisławy Szymborskiej "Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej"
tęsknię
gdzieś kiedyś w czasie który już się zapomniał
przepadł niepoliczony w bezlitosnym przemijaniu
mimowolnie podpaliłam noc
całe niebo płonęło od rozgrzanych oddechów
a ogniste ogony spadających komet
znaczyły ślady na skórze
zamknęłam powieki rezygnując z księżyca
wystarczyło że sama świeciłam
światłem odbitym w błękicie oczu
zupełnie niewspółgrającym z ciemnością
tej nocy złożyliśmy ofiarę całopalną
na stosie rozgrzeszonych ciał
dziś coraz częściej zaklinam wspomnienia
by powróciły intensywnością
tamtych zapatrzeń tamtych ust
a gdy zasypiasz tak zwyczajnie
i w rutynę zapada zmrok
tęsknię
Z liściem na głowie
Opadł tak miękko ciszą purpurową
na włosach osiadł zdobiąc przemijanie
liść roztargniony patrzyłam bez słowa
dwa szepty rzucił czerwienią utkane
jesienna jesteś więc z tobą zostanę
i przyprowadzę jeszcze brąz i złoto
niech w twoje myśli łagodnie się wplotą
Pobiegłam z liściem czerwonym na głowie
między szelesty między rozwietrzenia
nasłuchiwałam co sercu podpowie
stubarwna cisza jak sny pozamieniać
by życie mogło z szarego wyjść cienia
i w odchodzeniu zanim czas się skończy
jak liść na wietrze zatańczyć znów w słońcu



Komentarze