Poezja jako lekarstwo duszy: terapeutyczna moc w walce z rakiem
- Kasia Dominik
- 12 lis
- 3 minut(y) czytania
Rak to słowo brzmi jak wyrok. Od dawna jest symbolem strachu, bólu i ludzkiej kruchości. To cichy wróg, który wnika w ciało, ale także w duszę. Tam, gdzie medycyna walczy lekami, skalpelem i terapią, poezja otwiera inną drogę: drogę ku wnętrzu człowieka, ku emocjonalnej odporności, ku uzdrowieniu ducha. W tym intymnym miejscu, gdzie rozpacz grozi, że wszystko pochłonie, poezja staje się aktem wiary, głosem, który mówi: „wciąż jest piękno, wciąż jest życie.”
Poezja ma głęboko terapeutyczną funkcję, ponieważ dotyka tego, czego medycyna dosięgnąć nie potrafi – zranionej duszy. Nie leczy komórek, ale potrafi uleczyć spojrzenie. A kiedy spojrzenie się zmienia, zmienia się też sposób przeżywania choroby. Wielu pacjentów onkologicznych, którzy sięgają po poezję, odkrywa, że wiersze stają się schronieniem, przestrzenią, gdzie ból przemienia się w słowo, a słowo w wolność. Pisanie lub czytanie poezji pozwala nadać formę temu, co boli, zamienić strach w metaforę, niepokój w rytm, samotność w dialog.
Poeta staje się wówczas uzdrowicielem, a pacjent pisząc tworzy własne lekarstwo. Poezja nie zaprzecza chorobie, lecz staje z nią twarzą w twarz. Nazwać raka w wierszu to odebrać mu część jego mocy. To, co niewypowiedziane, staje się znośne, gdy otrzymuje słowa, które mogą je unieść. Każdy zapisany wers to akt oporu, tętno silniejsze od strachu. Poezja mówi: „nie poddaję się”, nawet wtedy, gdy ciało słabnie.
Niektórzy mogliby sądzić, że poezja to luksus wobec brutalności raka. Ale w szpitalach, pośród rurek, respiratorów i maszyn, nieraz jeden wiersz znaczy więcej niż środek przeciwbólowy lub morfina w czystej postaci. Poezja uczy inaczej oddychać, uczy być w chwili obecnej, dostrzegać piękno w codzienności nawet pośród cierpienia. Kiedy pacjent czyta wiersz o nadziei, świcie, miłości, jego ciało reaguje: tętno się uspokaja, umysł łagodnieje, a na moment rak traci przewagę.
Poezja i medycyna nie są sobie przeciwne, są sprzymierzeńcami. Jedna działa na ciało, druga na ducha. I w tym połączeniu kryje się prawdziwe uzdrowienie takie, które pozwala człowiekowi pozostać człowiekiem w obliczu cierpienia. Bo żyć to nie tylko mieć zdrowe ciało, lecz także zachować zdolność marzenia, odczuwania i tworzenia. Dlatego poezja nie jest tylko dodatkiem do terapii, ale jej nieodzowną częścią.
Chilijski poeta Nicanor Parra napisał: „Poezja to broń naładowana przyszłością.” W kontekście raka można by powiedzieć, że poezja to broń naładowana życiem. Nie niszczy chorych komórek, ale niszczy rozpacz. Nie usuwa guza, ale rozprasza wewnętrzny mrok. A kiedy chory potrafi odzyskać światło, kiedy potrafi znów się uśmiechnąć, wygrywa bitwę, której żadna chemoterapia nie może zagwarantować.
Każdy wiersz to jak komórka oporu. Z kolei wers napisany w bólu jest zwycięstwem nad śmiercią. Gdy pacjent pisze „wciąż tu jestem”, rzuca wyzwanie losowi. Mam podobnie, albowiem kiedy czytam Nerudę lub Benedettiego i odnajduję siebie w ich słowach, czuję, że nie jestem sama, że inni też się boją, kochają, tracą. Poezja tworzy wspólnotę, łączy tych, którzy cierpią, nadaje sens istnieniu nawet w najtrudniejszych chwilach.
Ostatecznie poezja nie obiecuje nieśmiertelności, ale obiecuje trwanie. Może ciało słabnie, choroba postępuje, lecz dopóki istnieje wiersz do wypowiedzenia, życie trwa. Rak może pokonać ciało, ale nigdy nie zniszczy głosu. A ten głos, zamieniony w poezję, będzie brzmieć dalej przypominając, że nawet wobec najpotężniejszego wroga człowiek potrafi wznieść słowo jak tarczę.
Dlatego gdy mówimy, że poezja ma funkcję terapeutyczną w leczeniu raka, nie mówimy tylko o pocieszeniu, ale o sile. Poezja uczy patrzeć na chorobę nie jak na koniec, lecz jak na przemianę, początek drogi do uleczenia, do życia. Można śmiało rzec, że wers to ziarenko nadziei, przypomnienie, że piękno istnieje nawet w cierpieniu. I może ostatecznie to nie medycyna, lecz miłość do życia, którą budzi poezja, jest tym, co naprawdę pokonuje raka.
Bo poezja nie zabija raka, lecz go zwycięża. Zwycięża, bo przywraca sens bólowi, rozświetla mrok i uczy, że historia człowieka nie kończy się na diagnozie. Zwycięża, bo pokazuje, że dusza, kiedy przemawia, jest niezniszczalna.
I tak, wers po wersie, słowo po słowie, poezja staje się najpotężniejszym lekarstwem takim, które nie tylko leczy, ale uczy żyć.
Kasia Dominik ©


Pięknie napisane...