top of page

Jak zostałam Żydówką, czyli stara historia na nowy rok

  • 1 sty
  • 2 minut(y) czytania

Zdarzyło mi się kiedyś leżeć w szpitalu „łóżko w łóżko” z przesympatyczną panią J. Na zwykłej, sześcioosobowej sali – żadne tam nowoczesne luksusy. Pani J. była ode mnie dużo starsza. Właściwie mogła być moją matką. Ale nie była i sama miała troskliwego męża i przemiłe córki. Pani J. miała dużo poważniejszy problem zdrowotny ode mnie, chociaż obie miałyśmy w zaleceniach lekarskich bardzo restrykcyjną dietę. Nie przeszkadzało nam to jednak korzystać razem ze smakołyków przemycanych przez męża pani J., a czasem wręcz zamawianych u niego z przyszpitalnego baru, nawet kosztem wieczornego bólu brzucha. Mój mąż i dzieci pani J. byli w tej kwestii nieugięci – bardziej rozsądni, a tym samym kompletnie nieużyteczni. Jako że nasz wspólny pobyt w szpitalu był dość długi, miałyśmy okazję do wielu rozmów o życiu i o świecie, o wychowywaniu dzieci, o książkach, filmach, o wszystkim i o niczym. I naprawdę było miło, dopóki nie padło to jedno zdanie:

- To wszystko wina Żydów.

Za pierwszym razem zamarłam, nie wiedząc czy może się przesłyszałam, czy też miał to być jakiś żart. Ale nie. Mina pani J. wskazywała, że mówi całkiem poważnie. Zmieniłam temat i starałam się „zagadać” problem. Ale „kwestia żydowska” szybko powróciła, tym razem w obecności męża pani J., który ochoczo podchwycił spiskową teorię, według której „żydostwo” jest winne wszystkich nieszczęść w Polsce, w niebie i na ziemi oraz na całym świecie.

Bardzo źle się z tym czułam, zwłaszcza, że inne pacjentki i ich osoby towarzyszące również słuchały tych rewelacji, bez żadnej reakcji. Koniec dwudziestego wieku, a antysemityzm w Szpitalu Wojewódzkim kwitł w najlepsze! Postanowiłam porozmawiać z panią J. w cztery oczy. Poprosiłam ją, żeby nie mówiła tak w mojej obecności. Moim ostatecznym argumentem było, że przecież któraś z pań na sali, na przykład ja, mogła być Żydówką i byłoby jej po prostu przykro. A tego przecież nie chciałyśmy, prawda?

- Ale pani nie jest Żydówką, prawda? Nie jest pani, pani Danusiu?!

Oczywiście mogłam wtedy zaprzeczyć, ale pomyślałam, że właściwie moje dementi nie jest do niczego potrzebne. Odtąd pani J. patrzyła na mnie trochę inaczej. Czasem zerkała na mnie z niepokojem lub obserwowała mnie ukradkiem, jak gdyby chciała w mojej twarzy lub zachowaniu znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Bardzo pilnowała się jednak, aby nie poruszać drażliwego tematu.

Pewnego dnia mąż pani J. przyszedł jak zwykle w odwiedziny. Zaczął narzekać na ceny w sklepach i stwierdził kategorycznie, że to wszystko wina tej cholernej żydokomuny.

Pani J. zaczęła go uciszać:

- Przestań wreszcie gadać głupstwa! Słuchać już tego nie można.

Zdezorientowany pan J. próbował dalej bronić swoich poglądów.

- Przecież to prawda! Wszyscy wiedzą, że to wina Żydów. To czemu mam tak nie mówić?

- Bo pani Danusia jest Żydówką i jest jej przykro!

(kurtyna)

Danuta Sut-Karykowska

 
 
 

1 komentarz

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
Olek
01 sty
Oceniono na 5 z 5 gwiazdek.

Niestety cała prawda

Polub

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page