Szymon Florczyk
- 9 sie
- 3 minut(y) czytania
lublin geske
na bramach zostawiam palce
czasem oko będzie odmykać powiekę
niczym stara okiennica
kwitnąca ususzonymi kwiatami
albo tą dziwną czarną łezką
w ciasnej uliczce
wsuwam ramiona między
odrapane z południ mury
żółtobrązowe zapadłe w bruk
niosący raz wyżej raz
osuwający
w ciszę o zatopionym
z głębin wzywam Cię
Miasto zapisane dotykiem – o pamięci miejsca w wierszu Szymona Florczyka „lublin geske”
Są miasta, które poznajemy przez przewodniki, daty i zabytki. Są jednak także takie, które odkrywa się inaczej – przez dotyk muru, zapach ulicy, ślady czasu pozostawione na starych bramach. Wiersz Szymona Florczyka „lublin geske” należy do tej drugiej kategorii. Nie jest opisem miasta, lecz próbą wejścia w jego ukrytą warstwę – tę, która nie znajduje się na pocztówkach, ale trwa w pęknięciach ścian, odrapanych powierzchniach i milczeniu zaułków.
Już pierwszy wers:
na bramach zostawiam palce
wprowadza niezwykle ważny motyw dotyku. Podmiot liryczny nie tylko patrzy na miasto – on próbuje je poczuć. Palce pozostawione na bramach są jak ślad obecności człowieka, ale także próba nawiązania kontaktu z przeszłością. Stare drzwi i mury nie są martwymi przedmiotami. Przechowują pamięć, której trzeba dotknąć, aby ją usłyszeć.
Bardzo ciekawy jest kolejny obraz:
czasem oko będzie odmykać powiekę
niczym stara okiennica
Autor nadaje miastu cechy żywego organizmu. Oko i okiennica zostają ze sobą połączone – patrzenie staje się otwieraniem pamięci. Stara kamienica nie jest tylko architekturą, lecz kimś, kto może spojrzeć na człowieka. To odwrócenie perspektywy jest jednym z najciekawszych zabiegów wiersza: nie tylko człowiek obserwuje miasto, ale miasto obserwuje człowieka.
Jeszcze mocniejszy jest obraz:
kwitnąca ususzonymi kwiatami
albo tą dziwną czarną łezką
To połączenie piękna i przemijania. Ususzone kwiaty przypominają o czasie, który minął, a czarna łezka może być śladem smutku, historii lub tajemnicy ukrytej w murach. Florczyk nie idealizuje starego miasta. Nie pokazuje go jako malowniczej dekoracji. Widzi jego rany, ale właśnie one czynią je prawdziwym.
W kolejnych wersach pojawia się doświadczenie wchodzenia coraz głębiej:
w ciasnej uliczce
wsuwam ramiona między
odrapane z południ mury
To bardzo fizyczny obraz. Człowiek niemal wtapia się w przestrzeń. Nie przechodzi obok miasta jako turysta – próbuje się w nie zanurzyć. Słowo „wsuwam” sugeruje ostrożność i intymność, jakby wejście w tę uliczkę było wejściem do czyjegoś wspomnienia.
Szczególnie interesujące są:
żółtobrązowe zapadłe w bruk
To fragment wymagający zatrzymania. Można go odczytać jako obraz starych ulic, ale także jako metaforę czasu, który osiada w przestrzeni. Bruk przechowuje ślady kroków wielu pokoleń. Każdy, kto nim przechodzi, zostawia po sobie niewidoczny zapis.
Następne wersy:
niosący raz wyżej raz
osuwający
oddają rytm starego miasta. Ulica nie jest stabilną, uporządkowaną przestrzenią. Ma swoje wzniesienia i upadki, podobnie jak ludzka pamięć. To, co minione, raz wydaje się bliskie i wyraźne, innym razem odsuwa się w cień.
Największą tajemnicą wiersza jest zakończenie:
w ciszę o zatopionym
z głębin wzywam Cię
Nie wiemy, kim jest owo „Ty”. Może być osobą, wspomnieniem, dawnym mieszkańcem miasta, utraconą bliskością, a może samym duchem miejsca. Ta nieokreśloność działa na korzyść utworu. Dzięki niej wiersz wychodzi poza konkretny Lublin i staje się opowieścią o każdym miejscu, które nosi w sobie ślady ludzkiej obecności.
Tytuł „lublin geske” również buduje tajemnicę. Zapis pozbawiony wielkiej litery i nietypowe brzmienie sprawiają wrażenie prywatnego kodu, osobistego zapisu miejsca. To nie jest oficjalna nazwa miasta, lecz coś bardziej intymnego – nazwa zapamiętana przez emocje.
Szymon Florczyk stworzył wiersz, który nie pokazuje Lublina jako atrakcji turystycznej. To miasto ukryte, dotykane i słuchane. Jego prawdziwa historia nie znajduje się wyłącznie w kronikach, lecz w starych bramach, odrapanych murach i ciszy zaułków. „lublin geske” jest więc poetycką próbą rozmowy z miejscem, które przechowuje więcej, niż człowiek potrafi od razu zobaczyć.
To wiersz o pamięci, ale także o potrzebie zakorzenienia. O tym, że czasem wystarczy przyłożyć dłoń do starego muru, aby poczuć obecność tych, których już nie ma.
Tomasz Walczak









Komentarze