top of page

Siła pozytywnego myślenia

  • 21 lut
  • 7 minut(y) czytania


Zdzichu otworzył oko i od razu poczuł zmianę. W izbie było bardzo ciepło. Zza okna zniknęły sople zarywające rynnę terkoczącą teraz kroplami odwilży. Tak, to idzie wiosna. Zima najwyraźniej już się znudziła, co było Zdzichowi jak najbardziej na rękę, bo i on miał jej serdecznie dosyć. Zwłaszcza w kontekście wciąż przemakających gazet w butach. Szybko zeskoczył z wyrka i przeciągając się zerknął na kalendarz. Jeszcze aż sześć dni do eksmisji. Ja pier...lę, całe sześć dni spokojnego życia! Przypomniał sobie, że to dzień wizyty w Bardzo Ważnym Urzędzie.

Podczas ostatniego spotkania urzędniczka przestrzegała, że jeżeli nie pojawi się w odpowiednim terminie, to straci wszelkie uprawnienia. Pomyślał sobie w duchu - Co mi będzie tu pierd..ć jakaś blond kukiełka! Nie bardzo udało mu się wydobyć od niej co ma na myśli wspominając o uprawnieniach. Wolał jednak nie robić jej przykrości, więc nie drążył tematu. Chociaż miał pewien żal. Podobno Bardzo Ważny Urząd powinien był wystawić mu Opieczętowany Dokument do okazania w przychodni zdrowia. Dlatego pani w okienku nie chciała go zarejestrować. Z drugiej strony to szkoda było fatygi.

- Co mi po lekarzu? - Zdzichu pocieszał się na siłę.

- Skoro i tak nie wykupię recepty.

Wygrzebanie się z grypy zajęło mu co prawda trzy tygodnie, jednak leżąc pod kołdrą zaoszczędził na ogrzewaniu, wodzie i jedzeniu. Opracował też koncepcję promocji swojego miasta na konkurs o pracę. Szczególnie cieszyło hasło, które wymyślił: „Dokądkolwiek się udasz, zawsze do nas trafisz”

- Ale tam - żachnął się w duchu.

- Po co do tego wracać. Czas napić się kawki.

Pogodne usposobienie Zdzicha wzięło górę. Zalał wrzątkiem wczorajsze fusy i zajął się śniadaniem. Lubił urozmaicać menu, więc dzisiaj dla odmiany najpierw smarował kanapkę pasztetem z drobiu, a na górę nakładał margarynę. Znad kuchennego stołu, spośród wycinków prasowych nieco figlarnie, zerkał na Zdzicha Bardzo Ważny Pan. Obok czerwoną, dużą czcionką życzył sobie – „By żyło się lepiej. Wszystkim”. Zdzich musnął napis wzrokiem. Grymas niezidentyfikowany przemknął mu przez twarz. Przygryzł język od zbyt łapczywego jedzenia czy coś mu zaprószyło oko? Zamachał ręką i krzątając się zaczął podśpiewywać: „In God we trust”.

Dochodziła odpowiednia godzina, więc schwycił skórzaną teczkę, czasy prezesowania pamiętającą i zygzakowatym truchtem, omijając resztki śnieżnej katastrofy, podążył na przystanek. Autobus przyjechał trzy minuty wcześniej. Zdzich pędził do odległego jeszcze o kilkanaście metrów przystanku, w towarzystwie starszej tęgawej paniusi w różowościach, dzierżącej wielkie siaty. Gdy dobiegali, kierowca właśnie zamykał drzwi i ostro ruszał. Zdzichu zastukał energicznie w szybę wciskając jednocześnie przycisk otwierania. Pomyślał w duchu - otwieraj debilu te cholerne drzwi! Uff. Udało się. Pan kierowca niezadowolony, zerkał w lusterko. Zdzich pomagając tęgiej kobiecie wnieść siaty do wnętrza autobusu, odpierał gwałtowne ataki paniusi szturmującej wejście. Drzwi zatrzasnęły się z hukiem tuż po tym, kiedy Zdzich wtoczył siaty do autobusu. Dobrze, że mi nie przyciął drzwiami głowy - pomyślał zadowolony. Przejechał cztery przystanki i wysiadł.

Do kolejnego autobusu miał 20 minut, postanowił więc rozkoszować się słońcem i znalezioną na ławce gazetą. Miał sporo czasu na lekturę, bo następny autobus nie przyjechał. Podobno się zapalił.

Do Bardzo Ważnego Urzędu dotarł pięć minut przed godziną kończącą wydawanie numerków. Wejścia do Urzędu bronił rosły ochroniarz w czerni.

- Przepraszam pana bardzo, jest pięć minut przed czasem - Zdzichu z lekką desperacją wskazywał na zegarek.

- Niech pan przyjdzie jutro. Dziś już zamknięte. Ochroniarz był niewzruszony

- Bardzo pana proszę. Jechałem tutaj dwie godziny, autobus mi uciekł, drugi nie przyjechał….

- Trzeba wychodzić wcześniej, dzisiaj koniec przyjęć!

- Choooj ci w dupę! - pomyślał Zdzichu, ale zaraz odrzucił ten wulgaryzm.

- Ale wie pan, jeśli dzisiaj się nie zgłoszę, stracę wszelkie uprawnienia, ostatni raz się spóźniam. Bardzo proszę - w głosie Zdzicha zabrzmiała nuta rezygnacji.

- Niech pan zadzwoni i zapyta czy pana przyjmą - Ochroniarz podarował Zdzichowi nutkę nadziei i podał numer do urzędniczki. Zdzich wyskrobał resztki impulsów z komórki i wykręcił numer sekretariatu. Miłemu głosowi w słuchawce przedstawił uprzejmą prośbę o wpuszczenie.

- Jest już po godzinie wydawania numerków proszę pana. Proszę przyjść jutro. - miły, kobiecy głos odmawiał z nutką perswazji.

- Kiedy ja od dziesięciu minut proszę tutaj pana ochroniarza o wejście. Byłem przed czasem, a jeśli nie wejdę stracę uprawnienia, proszę mnie wpuścić...

- Niech pan poda słuchawkę ochroniarzowi.

- Tak, dziękuje, dziękuję bardzo. Tylko proszę się pospieszyć, bo kończą się impulsy. - Zdzich nabrał animuszu i rumieńców na myśl o szczęściu, które go za chwilę spotka. Wszedł do środka.

Obszerna sala Bardzo Ważnego Urzędu wyglądała na bardziej zmienioną, niż ją pamiętał sprzed miesiąca. W znanych Zdzichowi miejscach siedzieli inni urzędnicy, a nad nimi wisiały obcobrzmiące tabliczki. Bezskutecznie szukał wskazówki w którym kierunku się udać. Tym bardziej, że większość stanowisk świeciła pustkami. To znaczy świeciła pustkami w sensie urzędniczym, bo klientów podobnych Zdzichowi było sporo. Tłoczyli się na środku sali wokół filarów i nerwowo zerkali na uwieszone u sufitu wyświetlacze. Zdzichu zdał sobie sprawę na czym głównie polegała zmiana wystroju. Przed miesiącem pod ścianami stały rzędy krzesełek dla interesantów. Teraz siedzenia zniknęły. Postanowił ustawić się do jakiegokolwiek okienka. Na automacie kolejkowym znalazł przycisk "Formalne". Wyciągnął numerek A756. Przed nim oczekiwały tylko dwie osoby. Kiedy odnalazł odpowiednie stanowiska, panie urzędniczki wyposażone w kubki i plastikowe siatki, gremialnie opuszczały biurka. Została jedna od literek w-z. Kilkakrotnie wyświetliła numery, ale nikt nie podszedł. Zdzich pomyślał, że skoro zyskał kilka dodatkowych minut, to może zrobi coś extra dla siebie. Już wcześniej upatrzył sobie stanowisko z obiecującym napisem „Szkolenia”. Przed okienkiem nikogo nie było.

- Dzień dobry pani. Czy mógłbym prosić o kilka informacji?

- Najpierw proszę wziąć numerek i poczekać. - Młodziutka pani urzędniczka wykazała się taktem, nie każąc mu czekać na odpowiedź aż skończy rozmowę przez komórkę.

Zdzich podreptał do automatu i pobrał numerek wciskając stosowny przycisk z napisem „Szkolenia”. Po pięciu minutach głos spod sufitu wezwał go do okienka.

- Dzień dobry…- zawiesił głos. Był trochę onieśmielony poprzednią próbą nawiązania rozmowy.

- Dowód osobisty proszę.

- Dowód? Po co dowód? Chciałem zapytać czy Urząd sfinansuje mi studia podyplomowe.

- Jak mi pan pokaże dowód, to ja odnotuję, że pan tutaj się zgłosił i zyska pan dodatkowe punkty.

- Aha, zatem chciałem się dowiedzieć czy urząd może mi sfinansować studia podyplomowe.

- Jest pan zarejestrowany?

- Tak. Od ośmiu miesięcy.

- Studia podyplomowe? Jakie ma pan wykształcenie?

- Doktorat z filozofii i magisterium z psychologii. Skończyłem też podyplomówkę ze stosunków międzynarodowych i projektów europejskich. W zeszłym roku uzyskałem dyplom z….

- Proszę poczekać! – przerwała zniecierpliwiona.

Urzędniczka przez dłuższy czas coś przeglądała na monitorze komputera, robiła wydruki. Zdzichu zaczął się niepokoić czy nie minie mu kolejka w okienku "Formalne".

-Proszę pani. Czy Urząd finansuje studia podyplomowe?

- Chwileczkę...

Urzędniczka wyjęła z drukarki kilkanaście gęsto zapisanych kartek.

- Proszę się z tym zapoznać. Tutaj jest wszystko opisane. Musi pan przeczytać regulamin i wypełnić wniosek. O szczegóły proszę pytać pod tym numerem telefonu.

Zapisała ciąg cyfr i przestała się nim interesować.

Zdzich wrócił pod „Formalne”. Urzędniczki już tam siedziały i dzielnie wyświetlały kolejne numerki. Po około czterdziestu minutach Zdzichu usiadł na krześle vis a vis starszej pani.

- Słucham pana? - zapytała łagodnie.

- Miałem się dzisiaj do państwa zgłosić.

- Był pan zapytać o oferty dla siebie?

- Nie. Jeszcze nie.

- To proszę pójść, wrócić i powiedzieć mi czy jest coś dla pana.

Zdzich wrócił do automatu kolejkowego. Nadusił przycisk z napisem „Oferty”. Wybrał numerek Z025, który przyniósł mu tylko trzydziestominutowe oczekiwanie. W międzyczasie z lekką nudą policzył Urzędniczki. Zainteresował się tym, bo przed niektórymi okienkami było zupełnie pusto i zastanawiał się co też przez tyle godzin panie mogą robić, na chyba niezbyt wygodnych krzesełkach. Niektóre z nich przemieszczały się po sali, więc musiał liczenie zaczynać kilka razy, ale ostatecznie wyszło mu, że w sali Bardzo Ważnego Urzędu pracowało 25 osób. Ale Zdzich wypatrzył też zamknięte boksy z tabliczkami Kierownik, Kancelaria i Zaświadczenia. Policzył skromnie po jednej osobie i dodał widocznych trzech ochroniarzy.

- No proszę ponad trzydzieści osób - mruknął zadowolony podchodząc do pani urzędniczki spod tabliczki „Oferty”.

- Słuuucham pana? - głos urzędniczki zabrzmiał zniecierpliwieniem.

- Pani od „Formalne” powiedziała, że powinienem się do pani zgłosić.

- Przeglądał pan oferty w komputerze tam, pod ścianą?

- Tak, ale nic nie znalazłem.

Zdzich zaczął sobie zdawać sprawę, że niepotrzebnie zajmuje czas urzędniczce. To niewinne kłamstwo przyszło mu z pewny trudem, ale takiej wolty w rozmowie się nie spodziewał. Pomimo, że przeszukuje codziennie internet i wysyła setki ofert tygodniowo, poczuł się winny.

- To ja też nic dla pana nie mam. Jak pan coś znajdzie to się proszę do mnie zgłosić.

- To wtedy po co się zgłosić… Jak znajdę….

- Wypiszę panu skierowanie.

- Aha….to dziękuję.

Zdzichu wrócił do „Formalne”. Cała procedura do okienka zajęła mu niecałe dwadzieścia minut.

- Dzień dobry – miałem się dzisiaj zgłosić. Byłem już w dziale „Oferty”. Nie ma nic dla mnie.

- Jest pan chory?

- Nieeee! Dlaczego pani pyta?

- To po cholerę żeś pan tu przylazł?

- Miałem się do dzisiaj zgłosić pod groźbą utraty uprawnień! - Zdzich był nie tyle zaskoczony, co pilnie penetrował pamięć czy aby na pewno powinien dzisiaj przeszkadzać tym wszystkim osobom w Bardzo Ważnym Urzędzie.

- Proszę pana. Przepisy się zmieniły. Nie musiał pan przychodzić.

- Aaaa! To może mogę dostać dokument z Pieczęciami o Rejestracji?

- A po co to panu? Zapytam jeszcze raz. Jest pan chory?

- Nie, ale mogę zachorować przecież i wtedy lekarz mnie nie przyjmie.

- To jak pan zachoruje, to się pan zgłosi.

- Aha. To dziękuję bardzo.

- Proszę. To wszystko.

Na zewnątrz budynku, Zdzicha oślepiło słońce. Odwrócił się na pięcie w stronę Bardzo Ważnego Urzędu. Radośnie pomyślał o tych wszystkich ludziach, pracowicie krzątających się za oknami nowocześnie wykończonej fasady.

- Przynajmniej oni mają robotę - mruknął zadowolony i postanowił zatrzymać ostatnie autobusowe bilety.

- Pójdę pieszo. Zajdę akurat na kolację i zaoszczędzę na obiedzie - pomyślał w duchu.

Uśmiechnął się do promieni i pomyślał, że pożytecznie spędził dzień. Wykazał się aktywnością, uzyskał nowe punkty. No i wyszedł z domu, popatrzył na ludzi.

Nie chciało mu się zajmować drobiazgową analizą wydatków: bilety na autobus, kilkuminutowa rozmowa telefoniczna i cztery godziny, które miał przeznaczyć na spotkanie dotyczące pracy w biurze zakładu pogrzebowego. Może jeszcze dadzą mu szansę prezentacji, bo do końca rekrutacji pozostał cały tydzień. Zdzichu doskonale wiedział, że tylko pozytywne myślenie może przynieść mu sukces.


Przemysław Trenk

 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
Urszula Majchrowicz

Pod powieką noc dawno już minęła i pogasły gwiazdy płomień jeszcze się żarzy choć dzień marznie deszczem a ty jesteś myślą w słowach jakby każdych i niejedną tęsknotą wciąż i zawsze jeszcze zmierzchem

 
 
 
Urszula Majchrowicz

(Nie)trwałość nie nie jesteśmy niezniszczalni i wiatr nam w oczy na w pół zgięci zanim dotrzemy do latarni i na nic płaszcz nieprzemakalny bo każda łza na końcu wieńczy tam nie ma żadnej przechowalni

 
 
 
Urszula Majchrowicz

Prze(prowadzony) wiersze powinno się prowadzić na drugą stronę tęsknoty białych zamyśleń wstążką w przerwach między mrugnięciami po mostach księżycowych podobno wtedy spisują się najlepiej wyskakują z

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page