Po dwóch stronach weneckiego lustra
- 18 lis 2025
- 2 minut(y) czytania
Wczesnolistopadowy świt. Chłodne mleczne światło. Wyrwane ze snu sny przepychają się sennie na koniuszkach rzęs. Przygryzają przerośnięte korzonki. Dzień otwiera połyskliwe skrzydła. W kącikach oczu przysypiają niewyspane anioły. Wiatr przesypuje liście, przysypuje ziemię, źdźbła trawy, tęsknoty. Już prawie ósma, trzeba biec, biec, żeby zdążyć… Wysypują się, rozsypują sny, anioły -
Niewyspany poranek. Blade światło rozmywa cienie w spiralne plamy, pozostawiając płynny ślad faktury pędzla. Deszcz stuka w granatowy parasol. Audrey Hepburn w amarantowych rękawiczkach bezwstydnie marzy o śniadaniu u Tiffaniego. Wibruje w zagięciu czasu jej lekko schrypnięty głos. Pod wąskimi palcami przemoczone futerko kocie… Jasnoszare powietrze pachnie wilgotnymi liśćmi. Przystanek pełen czekań i pospieszeń - niecierpliwy w kroplach: rudowłosa opiekunka do dziecka, dziewczęta i chłopcy ze szkolnymi torbami, plecakami, starsza pani, młoda mama z ruchliwym między kroplami czterolatkiem. Opowiadają się historie - od środka, od końca, a czasami nawet od początku. Jesteś w jednej z nich nieodwracalnie, odwrócony plecami, daleki, za bliski - jeszcze czuję ciężar ciała, smak dotyku - i to jest dobre - tak mówi deszcz. Słucham deszczu...
Chmurne, wilgotne listopadowe popołudnie. Martwe liście między torami. Tramwaj przejeżdża ponad z rytmiczną obojętnością. Chodnikiem idzie dziewczyna w soczyście zielonych spodniach, ze słonecznikowymi słuchawkami na uszach, na ramionach plecak w róże. Idzie tańcząc i śpiewa. Ostatnie dębowe liście chwytają rytm, wirując w zagęszczonym, popielatym powietrzu. Refleksy światła przeskakują z rzęsy na rzęsę. Radość życia, powszednia jak okruch chleba w dzióbku nastroszonego wróbla, żywa i wierna jak ćwierkanie. Bo czasem jest w nas i muzyka, i światło. Iskry w źrenicach, walce w opuszkach palców... Chmurne, wilgotne listopadowe popołudnie. Dzwonek tramwaju nad skrawkami zdmuchniętych liści. Chodnikiem idzie kolorowa, tańcząca dziewczyna. Wciąż uśmiecham się, gdy o niej myślę…
W domu lambrusco musujące leciutko na języku, pulsujące pogłębioną czerwienią w świetle lampki, dłoni i świecy. Winne wołanie ... Tańczący bakchiczny taniec, płomyk odbity w kieliszku, zarys lekko rozchylonych ust. Bezwstyd przyprawiony szczyptą wstydu. Między dwoma palcami wąska szklana kładka. Lekko stawiam stopy, wiruję na bardzo wysokich palcach. Jesteś po drugiej stronie, jesteś też po tej - w wibrującym wirowaniu, w rozdzwonionym u-śmiechu... Cierpki ciężar ciała i dotyku. przemycona przez granicę wyobraźni winnica. I palce, te popędliwe palce, które wiedzą. I jeszcze język z dotyku i smaku, który wie dużo więcej i mówi kilkoma językami naraz. Lampka lambrusco - tobie dedykuję to śpiewne musowanie...
Beata Nicoś-Trenk




Tak właśnie... Patrzmy tymi chciwymi życia oczami, chłońmy je...