Na dnie popiołu - dramat😪😪😪 ciąg dalszy
- trenku

- 19 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Scena 4
Środa 23 września środa 1995 roku, godzina 13.30, więzienie w Opolu, pojedyncza cela numer 19. W tle słychać szczęk przekręcanego klucza od ciężkich drzwi.
TRENK
Dzień dobry panie Piotrowski. Jestem tak jak pan mówił. Ma pan jeszcze ochotę ze mną rozmawiać?
PIOTROWSKI
Miał pan problemy z wejściem?
TRENK
Nie. Tylko jeden ze strażników, który mnie przeszukiwał, spytał czy wywiad z panem ukaże się w gazetach.
PIOTROWSKI
Czyli jest jak przypuszczałem. Zaczynają się interesować pańskimi wizytami u mnie. I co mu pan odpowiedział?
TRENK
Odpowiedziałem, że najpierw muszę uzyskać pańską zgodę na autoryzację. Mogę włączyć dyktafon?
PIOTROWSKI
Jaką mam gwarancję, że wszystko co panu opowiem, będzie opublikowane?
TRENK
Zależy panu na publikacji pańskich zwierzeń? Przecież opinia publiczna uważa pana i pańskich kolegów za zwyrodnialców.
PIOTROWSKI
I słusznie. Niech pan włączy ten cholerny dyktafon! W moim zasranym życiu nadszedł wreszcie czas, że muszę się rozliczyć z przeszłością. A moja, jak pan wie, jest cholernie mroczna. Przyczyniłem się w znacznym stopniu do śmierci człowieka. Nikt i nic mnie nie wybieli. Służyłem systemowi, w który ślepo wierzyłem. W swoim mniemaniu byłem stuprocentowym bezpieczniakiem, głodnym zawodowego sukcesu. Za wszelką cenę chciałem pochwał, nagród. Przez udział w zabójstwie Popiełuszki, chciałem ukryć fakt, że byłem podwójnym agentem. Popiełuszko stawał się coraz bardziej niebezpieczny. Góra chciała wyników. Rozumie mnie pan?! Presja, nerwy, wezwania na dywanik…
Piotrowski urywa głos. Trenk przez chwilę trawi słowa Piotrowskiego i nagle kieruje rozmowę na inny tor.
TRENK
Kto zlecił panu i kolegom spowodowanie wypadku drogowego, poprzez rzut kamieniem w przednią szybę samochodu, którym podróżował ksiądz Popiełuszko, Seweryn Jaworski i Waldemar Chrostowski na trasie Warszawa – Gdańsk, trzynastego października osiemdziesiątego czwartego?
PIOTROWSKI
Zlecenie przyszło z góry.
TRENK
Z góry? Ma pan na myśli generała Kiszczaka?
PIOTROWSKI
Mam na myśli tych, co byli nade mną. Dwunastego października Adam Pietruszka poprosił mnie do swojego gabinetu. Tam poinformował, że ksiądz Popiełuszko trzynastego grudnia jedzie do Gdańska na uroczystości do kościoła świętej Brygidy, którego to proboszczem był ksiądz Jankowski. Obaj mieli dostać honorowe tytuły Kapelanów Podziemia. Wtedy powiedział mi też, że to idealna okazja do usunięcia Popiełuszki. Dodał, że góra o wszystkim wie i nie musimy się o nic martwić. Liczył się tylko końcowy wynik akcji. Wróciłem do swojego gabinetu i zacząłem opracowywać plan. Przyszedł mi do głowy pomysł, aby w drodze powrotnej Popiełuszki do Warszawy, wyjść naprzeciw jego samochodu i rzucić w przednią szybę kamieniem. Zakładałem, że ten manewr spowoduje wypadek samochodu i ofiary śmiertelne. Musiałem tylko wybrać odpowiednie miejsce na trasie. Gdyby jednak ktoś przeżył…
Piotrowski dramatycznie zawiesza głos, wyraźnie gra na efekt.
TRENK
To co?
PIOTROWSKI
Miałem plan B w postaci kanistra z benzyną.
TRENK
Sugeruje pan, że mieliście zamiar spalić samochód wraz z pasażerami?
PIOTROWSKI
Tak. To właśnie sugeruję. Pan nie rozumie. Góra koniecznie chciała, aby Popiełuszko zamilkł, najlepiej na zawsze. Szukałem wszelkich sposobów, aby go uciszyć. Miałem w swojej karierze kilka nieudanych akcji i bardzo chciałem się zrehabilitować. Śmiertelny wypadek drogowy z udziałem Popiełuszki był idealnym scenariuszem. Nie było świadków, samochód spłonął, idealna sytuacja. Miałem szansę na zawodowy sukces i bardzo tego chciałem.
c.d.n.
Przemysław Trenk


Komentarze