top of page

Na dnie popiołu - dramat😪😪😪 ciąg dalszy

  • Zdjęcie autora: trenku
    trenku
  • 7 sty
  • 9 minut(y) czytania

Scena 2


Siwiec wychodzi do przedpokoju i podnosi słuchawkę.


SIWIEC

Siwiec. Słucham!


NOWACKI

Tu Nowacki. Masz tydzień płatnego urlopu. Za ciebie przyjdzie Zembrzuski. Chce nałapać godzin. Pod koniec listopada bierze ślub. Ty dostaniesz dodatkowe godziny od przyszłego poniedziałku. Jasne?


SIWIEC

Tak oczywiście. 


NOWACKI

To do zobaczyska za tydzień. Będziesz na siłowni?


SIWIEC

Jak zawsze. 


NOWACKI

Na razie.


SIWIEC

Na razie.


Siwiec odkłada słuchawkę i wraca do pokoju.


Scena 3


Żona zadaje pytanie:


SIWCOWA

Kto dzwonił?


SIWIEC

Nowacki. Dostałem tydzień płatnego wolnego. 


SIWIEC

Super. 


SIWCOWA

Nie wiem czy tak super. Za mnie przychodzi ten kretyn Malicki alias Zembrzuski. Mój przełożony stwierdził, że Malicki musi nałapać godzin, bo pod koniec listopada bierze ślub. Czy to nie dziwne? Zwłaszcza, że zostały panu dwie wizyty u Piotrowskiego. A jeśli się czegoś domyślili?


W tym momencie do pokoju, przez okno balkonowe wpada cegła. Małgorzata Siwiec oblewa się herbatą, Bartłomiej wystraszony, rzuca szklankę z drinkiem na dywan, a Trenk pochyla nisko głowę i krzyczy:



TRENK

Ja pierdolę! Co to było?!


Bartłomiej Siwiec podnosi szklankę z dywanu i natychmiast podchodzi do okna. 

SIWIEC

Cegła. Ale na zewnątrz nikogo nie ma. Zdążył spierdolić. Pewnie jakiś niezadowolony więzień na przepustce albo na wolności. Gosia! Wszystko w porządku? Nie poparzyłaś się?


Zszokowana Siwiec odpowiada


SIWCOWA

Nie! Tylko to już trzecia cegła w tym miesiącu! A panu panie Przemysławie nic się nie stało?


TRENK

Nie licząc kilku odłamków szkła na marynarce i szoku, wszystko w porządku. Zastanawia mnie tylko jedno. Skąd znają wasz adres? Przecież takie dane powinny być utajnione! A poza tym jak to trzecia cegła? Wcześniej były takie zdarzenia?


Bartłomiej Siwiec patrzy na Trenka.


SIWIEC

A tam utajnione! A jaki to problem znaleźć adres? W pierdlu nie ma się kolegów, nawet wśród klawiszy. Zwłaszcza, jeśli samemu się nim jest. To ostra walka o względy naczelnika. Wie pan… awans, więcej kasy i tym samym mniej godzin za większe pieniądze. A jeśli chodzi o cegły, to na początku miesiąca ktoś wrzucił do naszego mieszkania dwie cegły w odstępie kilku dni. Uznaliśmy z Gosią, że to na pewno chuligani, albo jakiś niezadowolony więzień będący na przepustce.


TRENK

Ma pan jakąś dyktę? Pomogę wam jakoś zabezpieczyć to okno. 


Siwiec milczy. Małgorzata Siwiec zwraca się do męża.


SIWCOWA

Bartek? Mamy w piwnicy jakąś dyktę?


SIWIEC

Zjedzmy do końca, a potem się rozejrzę.


SIWCOWA

Poczekajcie. Posprzątam szkło z podłogi. 


TRENK

A co jeśli ktoś wie o mojej wizycie u was?


SIWIEC

Zauważył pan, żeby ktoś pana śledził?


TRENK

Nie…. A jeśli operator kamer zauważył jak wkłada mi pan do płaszcza gryps i zgłosił to pańskim przełożonym?


SIWIEC

A czytał pan go zaraz przy bramie?


TRENK

Nie. Oddaliłem się na bezpieczną odległość. Usunąłem się całkowicie z oczu kamer.


SIWIEC

Uff. To bardzo dobrze. Ale może i ma pan rację. Najpierw dostaję tydzień wolnego. Za mnie przychodzi podstawiony oficer UOP-u, a później ta cholerna cegła.


TRENK

Może ja już pójdę. Nie chcę wam robić kłopotów. Spotkajmy się gdzieś w neutralnym miejscu, ale dopiero gdy wykorzystam dwie ostatnie wizyty u Piotrowskiego.


Do rozmowy włącza się Małgorzata Siwiec



SIWCOWA

Nie zostanie pan na tatara? 



TRENK

Wystarczająco dużo czasu wam zająłem. Pojadę już. Pozostańmy w kontakcie. Poda mi pan swój numer?


Małgorzata Siwiec znika w kuchni.


SIWIEC

Oczywiście. Ma pan coś do pisania?


TRENK

Mam. 


SIWIEC

77 546 21 98.


TRENK

Zapisałem. Zadzwonię do pana za tydzień. Postaram się wyciągnąć przez te dwa ostatnie spotkania z Piotrowskim jak najwięcej. Mam nadzieję, że Schwarzenegger będzie trochę milszy.


SIWIEC

Nie liczyłbym na to. To kawał skurwysyna i w dodatku tępy mięśniak, który dostał pracę w UOP-ie, dzięki protekcji swojego przyszłego teścia. Nowek, to jego przyszły teść. 


TRENK

Nowek? Zbigniew Nowek?


SIWIEC

Zna go pan? 



TRENK

Nie osobiście, ale słyszałem o nim. I niekoniecznie były to miłe informacje.


SIWIEC

To dzięki jego protekcji, przyjęto do pracy tego debila Malickiego. Niech pan na niego uważa. 


TRENK

Dzięki za gościnę. Zdzwonimy się za tydzień.

 

W tym czasie do drzwi wejściowych podchodzi Małgorzata Siwiec i podaje Trenkowi małą siatkę.


SIWCOWA

Proszę panie Przemku. Smacznego. Nie chciał pan u nas zjeść, to zje pan w domu. Mam nadzieję, że będzie smakowało.


Trenk speszony bierze pakunek


TRENK

Pani Małgorzato. Jest pani niemożliwa. Nie wiem jak mam dziękować.


SIWCOWA

Za jedzenie nigdy się nie dziękuje.


TRENK

Tak mawia moja mama. Dziękuję jeszcze raz za gościnę i przepraszam za kłopot. Co złego to nie ja.


SIWIEC

Spokojnie. Dowiem się kto i po co tym razem. Niech sobie pan nie zawraca tym głowy. Dobranoc. 


TRENK

Dobranoc. Wszystkiego dobrego.



Scena 4


Trenk wychodzi z mieszkania Siwców. Przed klatką, natyka się na wysokiego mężczyznę ubranego w czarny płaszcz.  Mężczyzna zwraca się do Trenka stając z nim twarzą w twarz.



MĘŻCZYZNA W CZARNYM PŁASZCZU

Odpuść sobie chłopie. Ta sprawa jest już dawno zamknięta. Myślisz, że Piotrowski powie ci coś więcej?


TRENK

Kim pan jest?


Trenk odpycha mężczyznę.


MĘŻCZYZNA W CZARNYM PŁASZCZU

Wiesz, że Wisła w pewnym miejscu jest bardzo głęboka. Stamtąd nikt jeszcze nie wypłynął. 


Trenk z udawaną pewnością siebie odchodzi. Odwraca głowę i mówi do mężczyzny



TRENK

Nie boję się śmierci. A ty palancie?


Mężczyzna znika za rogiem budynku. Trenk zdenerwowany, wsiada do swojego samochodu i odjeżdża.








AKT 4

Poniedziałek 5 października 1995 roku. Godzina 13.30, więzienie w Opolu, pojedyncza cela numer 19. 


Scena 1

Strażnik Malicki zatrzymuje Trenka przed wejściem do celi.


STRAŻNIK

Pamiętaj. Oprócz dzisiejszej została ci tylko jedna wizyta.


TRENK

A od kiedy my jesteśmy na ty? Nie przypominam sobie, żebym pił z tobą.


STRAŻNIK

Właź już do tej celi! 


Strażnik otwiera drzwi. Trenk wchodzi do środka. Strażnik zwraca się do Piotrowskiego


STRAŻNIK

Nie licząc tych odwiedzin, zostały ci jeszcze jedne. Poinformowałem twojego wafla, że wkrótce będziecie musieli się rozstać. Hahahaha.


PIOTROWSKI

Zamknij gębę, klapę i spierdalaj!


Strażnik zamyka drzwi od celi.


Scena 2


Piotrowski  od razu zabiera głos.


PIOTROWSKI

Nic nie jest tym czym się wydaje. Dzień dobry panie Przemysławie.

TRENK

Dzień dobry. Przyjebał się do mnie jak rzep do psiego ogona. Co to znaczy wafel?


PIOTROWSKI

Wafel? To ktoś, kto często odwiedza więźnia w pierdlu, przynosi paczki i szlugi.


TRENK

Czyli abym mógł zostać pańskim waflem, muszę jeszcze przynieść paczkę?


PIOTROWSKI

Nie musi pan. 


TRENK

Może jednak pan czegoś potrzebuje?


PIOTROWSKI

Tak. Rozgrzeszenia.


TRENK

Ja go panu nie dam. Mogę tylko opublikować wywiad. Niech pan to potraktuje jako swego rodzaju Katharsis. Przyniosłem panu dwie paczki Marlboro. Proszę bardzo.


PIOTROWSKI

Dziękuję. Niech pan siada. Ma pan dyktafon?


TRENK

Mówiłem już panu wielokrotnie, że bez niego się nie ruszam.


PIOTROWSKI

To niech go pan włączy. Na czym ostatnio skończyliśmy?



TRENK

Na różańcu który znaleźli śledczy w ruinach zamku  w Toruniu. Jak to się stało, że różaniec tam się znalazł?


Piotrowski wyciąga papierosa, odpala i zaciąga się głęboko dymem.


PIOTROWSKI

Jak wspomniałem wcześniej, z Górska pojechaliśmy do Torunia. Było już bardzo późno jak dotarliśmy do ruin zamku. Myślę, że około 1.00 w nocy, może 1.30. Wypakowaliśmy księdza z bagażnika i zawlekliśmy go na dziedziniec zamku. Upadł na ziemię. Chmielewskiemu kazałem podnieść go i przytrzymać tak, abym mógł uderzyć w brzuch. I tak też się stało. Było ciemno. Mieliśmy tylko dwie latarki. Ksiądz mógł zgubić ten różaniec albo wyrzucił go celowo, licząc na to, że ktoś go znajdzie. Po upływie godziny, a przynajmniej tak mi się wydaje, postanowiliśmy wywieźć księdza do Kazunia. Mocno już zmaltretowanego wrzuciliśmy do bagażnika i odjechaliśmy. Gdy dojechaliśmy na miejsce, zawlekliśmy Popiełuszkę do opuszczonego bunkra i zaczęliśmy wymuszać na nim zaniechanie dalszej działalności. 


TRENK

W jaki sposób?


PIOTROWSKI

Biliśmy go na zmianę. Pamiętam, że Leszek to znaczy Pękala, złapał go za włosy tak silnie, że wyrwał mu spory pukiel wraz ze skórą.


TRENK

I co było dalej?


PIOTROWSKI

Gdy Popiełuszko stracił przytomność, wydałem polecenie wrzucenia go do bagażnika. Pękala wraz z Chmielewskim uporali się z tym dosyć szybko. Odjechaliśmy w stronę Włocławka. 


TRENK

Skąd pomysł z Włocławkiem?


PIOTROWSKI

Wiedziałem, że tam jest tama. Gdyby ksiądz umarł w trakcie naszych działań, a przypominam, że wtenczas miałem zamiar go zgładzić, to wrzucenie go do Zalewu Wiślanego, dodatkowo obciążonego kamieniami, rozwiązałoby całą sprawę. Liczyłem na to, że ciało nigdy nie zostanie odnalezione. Jak wszyscy wiemy, myliłem się.


TRENK

Zdaje mi się, że w trakcie jazdy do Włocławka przydarzyła wam się przykra sytuacja. Akcja nieomal wymknęła się wam spod kontroli. Istniało spore ryzyko, że ktoś mógłby odkryć porwanie księdza. Prawda?


PIOTROWSKI

Widzę, że jet pan bardzo dobrze poinformowany.


TRENK

Na tym polega moja praca. No więc co wydarzyło się w drodze do Włocławka?


PIOTROWSKI

Gdzieś w połowie drogi do Włocławka usłyszeliśmy huk w przedniej części samochodu. Pękala myślał, że opona wystrzeliła. Nakazałem zatrzymać auto przy najbliższym zjeździe w głąb lasu. Pękala po pięciu minutach znalazł ustronny zjazd i wjechaliśmy do lasu. Wysiedliśmy z auta, a w tym czasie Popiełuszko oprzytomniał i zaczął uderzać w klapę bagażnika. Poleciłem Chmielewskiemu zobaczyć, co się dzieje z Popiełuszką i uciszyć go. Pękala otworzył pokrywę silnika i stwierdził, że wystrzelił korek oleju i jeśli szybko nie uzupełnimy oleju, nie dojedziemy do Włocławka. Chmielewski podszedł do nas i stwierdził, że Popiełuszko odzyskał przytomność, ale ogłuszył go i ten na powrót jest nieprzytomny. Poleciłem wsiąść do auta i ruszyliśmy w stronę Włocławka. Jako, że szybko traciliśmy olej, samochód jechał z prędkością zaledwie pięćdziesięciu kilometrów na godzinę.


TRENK

Nie obawialiście się kontroli drogowej?


PIOTROWSKI

Nie. Pietruszka załatwił odpowiednie dokumenty, dzięki którym byliśmy zwolnieni z obowiązku zatrzymywania się do kontroli, ale priorytetem stało się jak najszybsze znalezienie stacji benzynowej, aby uzupełnić zapas oleju. Na szczęście po drodze znaleźliśmy CPN i poleciłem Pękali wjechać na stację i zakupić olej. W tym czasie Chmielewski odwrócił się w stronę bagażnika i stwierdził, że Popiełuszko znów zaczyna się tłuc. Wydałem mu polecenie, aby usiadł na klapę bagażnika celem jak najszybszego stłumienia odgłosów dobywających się z bagażnika. Mimo późnej godziny na stacji stały trzy samochody, więc sam pan rozumie pod jaką presją byliśmy. 


TRENK

I co było dalej?

PIOTROWSKI

Pękala wlał olej i natychmiast ruszyliśmy w stronę Włocławka. Po drodze znów zatrzymaliśmy się w lesie, aby sprawdzić, co z Popiełuszką. Wyjęliśmy go z bagażnika, a ja poleciłem, żeby sprawdzić wiązania. Wpadł mi do głowy pomysł, aby sznury przeciągnąć pod zgiętymi kolanami i przełożyć je pod szyją, co przy każdej próbie wyprostowania nóg prowadziłoby do samoistnego uduszenia. Gdy sznury zostały poprawione, nakazałem Pękali przywiązać do nóg księdza worek z kamieniami. Tak oporządzonego wrzuciliśmy go do bagażnika i ruszyliśmy nad tamę. To był nasz ostatni postój.


TRENK

Co się działo jak przyjechaliście nad tamę?


PIOTROWSKI

Zatrzymaliśmy się na poboczu. Wyszedłem z auta i podszedłem do barierki, żeby zobaczyć, czy miejsce, z którego zamierzaliśmy wrzucić Popiełuszkę do Wisły jest dobre. Uznałem, że nadaje się idealnie i rozejrzawszy się po okolicy, czy nie ma nikogo, poleciłem wyjąć Popiełuszkę z bagażnika. Zanim Pękala z Chmielewskim podeszli na tył samochodu, pojawił się jakby znikąd pomarańczowy Fiat 125p. To było jak pan się zapewne domyśla WSW. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn w cywilnych ubraniach. Podeszli do nas, a jeden z nich wyraźnie wyższy wzrostem od swojego kolegi tonem nie znoszącym sprzeciwu, powiedział, że przejmują Popiełuszkę.


TRENK

Nie dziwi pana, że jeszcze nikt nie kazał mi spierdalać z pańskiej celi?


PIOTROWSKI

Nie. Ja wiem dlaczego, ale wnioski pozostawiam panu. 


TRENK

Zastanawiam się, dlaczego pozwoliliście przejąć Popiełuszkę?


PIOTROWSKI

Nie mieliśmy wyjścia. Mieli niepodważalne dokumenty, na których widniały pieczęcie MSW i podpis samego Jaruzelskiego. Sam pan rozumie.


TRENK

Co się działo po tym jak WSW przejęło księdza?


PIOTROWSKI

Ten wyższy kazał wrzucić księdza do bagażnika ich samochodu. Gdy Popiełuszko był już w bagażniku, rozkazał nam wsiąść do naszego auta i czym prędzej jechać do Warszawy, gdzie mieliśmy czekać na dalsze wytyczne. Nie będę ukrywał, że miałem wtedy ochotę dać mu w mordę. Zgarnęliśmy Popiełuszkę, mieliśmy go w bagażniku. Zadanie prawie było wykonane, a tu na sam finał zjawiają się te kutasy z WSW i chcą wziąć na siebie cały splendor. Domyśla się pan jaki byłem wkurwiony. Ale nic nie mogłem zrobić. Jest jeszcze coś, o czym panu nie powiedziałem. Jeśli tego nie wyjawię, to całe moje katharsis będzie gówno warte. 


TRENK

Co chce mi pan powiedzieć panie Piotrowski?


PIOTROWSKI

Byłem na tamie we Włocławku tydzień przed tym jak przyjechaliśmy tam z Popiełuszką. Już wtedy wiedziałem, że Popiełuszko musi zginąć. Szukałem odpowiedniego miejsca. Bunkry w Kazuniu nie wchodziły w grę. Ciało musiało zniknąć na zawsze i wtedy mnie olśniło. Miałem wówczas kolegę w delegaturze SB we Włocławku i zadzwoniłem do niego. Naprędce wymyśliłem, aby oprowadził mnie po okolicy Zalewu Wiślanego, ponieważ w najbliższy weekend zamierzam wybrać się na ryby. Zgodził się na spotkanie i umówiliśmy się w centrum Włocławka w kawiarni, której nazwy już nie pamiętam. Przyjechałem na spotkanie prywatnym samochodem. Wypiliśmy kawę i pojechaliśmy w okolice tamy. Kolega wytłumaczył mi, że najlepiej łowić w okolicach gdzie spuszczają wodę. Tam najczęściej żerują płotki, szczupaki, okonie i nierzadko duże okazy suma. Stwierdziłem, że koniecznie muszę tu przyjechać. Po godzinnej wędrówce wokół tamy, kolega stwierdzi, że musi wracać do pracy, więc go odwiozłem, a sam postanowiłem raz jeszcze pojechać nad tamę. Obejrzałem dokładnie okolicę i wsiadłem do auta. Wyjąłem ze schowka notes i naszkicowałem mapkę sytuacyjną. Schowałem ją do kieszeni marynarki i ruszyłem z powrotem do Warszawy.


TRENK

Jak nazywał się ten kolega?


PIOTROWSKI

To bez znaczenia. Gdy dowiedział się o zabójstwie Popiełuszki i gdy na ławie oskarżonych usiadłem między innymi ja, połączył fakty i…


Piotrowski urywa zdanie.


TRENK

I co panie Piotrowski?


PIOTROWSKI

Powiesił się w swoim garażu. Wolał odebrać sobie życie niż zostać donosicielem. Tak właśnie szkolą w strukturach KGB. 


TRENK

Dlaczego zataił pan ten fakt w trakcie przesłuchania i później na procesie? 


PIOTROWSKI

Zataiłem, bo musiałem się jakoś zabezpieczyć na wypadek, gdyby komuś z góry przyszło do głowy pozbyć się mnie. Pojechałem tam bez wiedzy Pietruszki. 


TRENK

On niczego nie podejrzewał?


PIOTROWSKI

Nie. Wziąłem jednodniowy urlop bezpłatny i pojechałem do Włocławka. 


TRENK

No dobrze. Wróćmy do wydarzeń z dziewiętnastego października osiem cztery. Co się działo po tym jak przenieśliście Popiełuszkę do bagażnika auta WSW?


PIOTROWSKI

Ten wysoki zapytał mnie, czy zrozumiałem polecenie. Odparłem, że tak. Obaj wsiedli do poloneza i odjechali. Zauważyłem, że ich auto nagle zatrzymało się przy zjeździe z tamy i skręciło w prawo. Pękala i Chmielewski zapytali mnie, co robimy dalej? Kazałem im wracać do Warszawy. Wtedy Pękala zapytał , dlaczego mają wracać we dwójkę? Odparłem, że tak będzie bezpieczniej. Dwóch mężczyzn w samochodzie wzbudza mniej podejrzeń niż trzech. Tym bardziej, że w drodze do Włocławka dwa razy zmienialiśmy tablice rejestracyjne. Zapewniłem ich, że wrócę pociągiem i nie muszą się o nic martwić. Uścisnęliśmy sobie dłonie i oni odjechali. Odczekałem aż znikną mi z pola widzenia i ruszyłem w to miejsce, gdzie widziałem skręcającego pomarańczowego Fiata.


TRENK

I co? Udało się panu ich wyśledzić?




PIOTROWSKI

Oczywiście. Ci idioci nawet sobie nie zadali trudu, aby ukryć gdzieś swoje auto. Zatrzymali się przy starej i opuszczonej ruderze, która jakimś cudem jeszcze stała niedaleko zjazdu z tamy. Biorąc pod uwagę fakt, że w ruderze migały światła latarek, domyśliłem się, że Popiełuszko wraz z tymi kretynami jest w środku. Zakradłem się do okien i…


Piotrowski urywa zdanie…


c.d.n.


Przenysław Trenk

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page