Dotyk słów w czasach pikseli
- Agnieszka Dyszak

- 21 paź
- 2 minut(y) czytania
„(...)słowami można zastąpić zapach i dotyk. Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi. Zapach można tak opisać, że nabierze smaku i kolorów.” – Janusz Leon Wiśniewski (Samotność w sieci)
Jak wielu z nas ucieka od swojego życia, próbuje zgubić się w splątanych żyłach światłowodów, gdzie pulsują obwody zapomnienia? Ile jest nieszczęśliwych, niedocenianych żon, których codzienność sprowadza się do roli kucharki i sprzątaczki, zapomnianych i często niewysłuchanych? Ile sfrustrowanych mężczyzn łaknie uczucia, by znaczyć o wiele więcej niż tylko być mobilnym bankomatem dla swojej kobiety?
Ile samotnych dusz szuka kogoś, z kim choć przez chwilę poczują się akceptowani, lubiani, kogoś, kto nie będzie ich oceniał, a po prostu zrozumie?
Żyjemy w czasach przełomu – technika, cyfryzacja i internet otworzyły przed nami ogromne przestrzenie. To właśnie tam wielu z nas znajduje swoje ukryte azyle, miejsca, gdzie mogą zdjąć społeczne maski i być sobą. To tam można wyluzować, spuścić parę, zdążyć poczuć ciepło ludzi, do których inaczej nie zdołalibyśmy dotrzeć.
Często słyszymy, że to przez internet ludzie się izolują, zatracają wirtualne światy, zapominają o realnych relacjach. A co jeśli jest inaczej? Co jeśli internet nie jest ucieczką, lecz jedyną przystanią dla tych, którym życie realne zabiera siły, wiarę i nadzieję? Co jeśli internet jest ratunkiem – miejscem, gdzie można zachować resztki zdrowego rozsądku, utrzymać psychiczną równowagę i nie zwariować na własnej samotności?
Zadajmy sobie pytanie: ilu naprawdę masz w realu prawdziwych przyjaciół? Ilu z nich jest gotowych rzucić wszystko, by przyjść do Ciebie, wysłuchać Cię, przytulić, zrozumieć bez oceniania? Czy wiesz, że właśnie tacy ludzie są skarbem bezcennym? A może masz wspaniały dom, do którego wracasz po ciężkim dniu, jak na skrzydłach, bo czekają tam ukochani? Masz takich?
Jeśli tak, jesteś wyjątkowym szczęściarzem. Mimo to nie możemy zapominać, że mnóstwo ludzi w dzisiejszym zabieganym świecie, pełnym pośpiechu i presji na sukces, skupionych na karierze i samorozwoju, nie ma tego przywileju. Oni często zapominają o tym, co najważniejsze – o bliskich, ciepłych relacjach, które budują prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i sensu.
W świecie, gdzie trudno zaufać, gdzie niełatwo znaleźć wsparcie, internet staje się namiastką tego, czego brakuje. Kilka kliknięć i znajdujemy kogoś, kto powie, że jesteśmy fajni, że dobrze wyglądamy, że nasze pomysły robią wrażenie. Ktoś, kto pisze, że jest dobrym słuchaczem i chętnie nas wysłucha – i to wydaje się bardziej realne niż relacje wokół nas, które często ograniczają się do przetrwania kolejnego dnia.
Czy internet naprawdę jest winny rozluźnianiu więzi i zaniku zaangażowania? A może prawdziwy problem leży gdzie indziej – w naszych realnych relacjach, które stały się zbyt powierzchowne, zbyt zajęte, zbyt pochłonięte sobą? Może to właśnie brak głębi, uwagi i troski w świecie realnym sprawia, że uciekamy do cyfrowych światów?
Może nie internet nas dzieli, lecz to, że w realu nie potrafimy lub nie chcemy budować mostów. A internet, choć cyfrowy i odległy, pozwala jeszcze wierzyć, że nie jesteśmy sami. I to jest jego największa siła – czasem ostatnia nić nadziei na prawdziwe spotkanie, choć pośrednie, choć wirtualne.
Agnieszka Dyszak



Komentarze