Takise Trenku
- 15 paź 2025
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 paź 2025
Wizja lokalna
- Otwieram posiedzenie Sądu Najwyższego: proces o podawanie się za kogoś kim się nie jest. W tym przypadku poetą. - Czy przysięgasz mówić prawdę i tylko prawdę?
- Tak, Wysoki Sądzie. Przysięgam!
- Dane osobowe?
- Przemek Trenk, dla przyjaciół Trenku. Żyję, od kiedy pamiętam, stan cywilny - żonaty, szczęśliwie żonaty, Sąd rozumie.
- Powód ma głos.
- Chcę wnieść oskarżenie o zniesławienie mojej skromnej osoby.
- Oskarżony?
- Czytelnicy i krytycy!
- Powód opisze sprawę, swoimi słowami.
- Żyłem sobie spokojnie to w Toruniu, to w Niemcowni. Urodziłem się tu, jak Wysoki Sąd. Piernik z piernika. Rosłem sobie wiotki i smukły, kołysany wiatrem z nad Wisły. A wie Wysoki Sąd, że on tak słodko nuci Freddiego? Czy Sąd rozumie? Gałęzie moich ramion co roku okryte pachnącymi pąkami. Pióro, które rwie się do pisania o miłości, pięknie duszy, śmierci i w niej ciągłym trwaniu? Czyż nie umieramy od dnia narodzin? Każdy może poświadczyć żem prawdomówny. Spytajcie dzięcioła, sokoła albo płowego konia na polu u sąsiada. Jemu to pozwalam liście kruche skubać na mojej łące. O pień się ocierać sosnowy, gdy komary upierdliwe życie bzykaniem utrudniają.
- Od kiedy zaczeła się powoda udręka?
- Moja udręka?
- Tak. Niech powód mówi dalej. Wysoki Sąd słucha w skupieniu.
- To chyba był piątek. Weekendu początek. Spacerowałem na wietrze. Jak zawsze zresztą. Nagle usłyszałem szum skrzydeł. Ptasich skrzydeł. Jakże doskonałych w swej formie. A po nim słowa "tyś nie poeta, tyś zwykły wierszokleta. Rymy twoje częstochowskie, nigdy nie będą boskie".Po nich z hukiem straszliwym zwalił się na ziemię śmiech szkaradny. Więcej nie pamiętam. Jakby tego
było mało, obrażenia odniosłem straszliwe w tej niegodnej napaści. Drzewo moje, dąb pradawny, dawniej strzelisty, jak wieża Jezuickiego kościoła na Starym Rynku, dziś stargany, rozdarty pomiędzy ziemią a niebem, jak kpina z Fredrowego Papkina. Ratuj Wysoki Sądzie, wszak on przepołowiony w swym trzonie jak starzec z demencją, nie wiedzący kim jest. Żem nie poeta i tymi słowy zbrukano niewinną biel mojej kory. Zostały rany, bruzdy głębokie i czarne jak oczy śmierci. Czy Wysoki Sąd wie, że trwałem tak w mojej rozpaczy bezdennej, głębokiej jak oczy tej którą miłością czystą kocham? Trwałem rozdarty aż do chwili gdy doszły mnie słuchy, iż oskarżają mnie moi przeciwnicy, napastnicy! Rozpowiadają wszem i wobec, że jestem zabójcą, zabójcą poezji! Że wstydem się okrywa naród wieszczów, że diabelskim zwyczajem ukrywam dowody w sprawie! Sądzie Wysoki, najwyższy z najwyższych, przecież to ja jestem poszkodowany! Niech Wysoki Sąd do cholery otworzy oczy! Argumenty poważne, dowody zgromadzone.Trzeba Wam czegoś więcej?
- Czego spodziewa się powód?
- Czego się spodziewam? To tak, oczywiste, nikt mi słów mojej poezji nie zwróci, czas zabliźni te rany… Chcę przeprosin. Przeprosin szczerych, publicznych, na oczach całego świata.To ludzkość wszystko niszczy, to ludzkość opluwa poezję. I jeszcze się wykłóca, że niby dziś poezja nie w cenie, że tworzę ją nie tam, gdzie chcą, że widok z okna zasłaniam marzeniami(jakby patrzeć umieli ślepcy), że chcą tam mieć autostrady(jakby budować umieli), że poezja im niepotrzebna, że jest trzecioplanowa, marginalna, nie do strawienia. Taka najniższa forma życia. O Temido! Słyszysz te słowa i jeszcze nie konasz?
O ignoranci słowa pisanego, zamknięci w czterech ścianach swoich marnych egzystencji, wyginiecie! To tylko kwestia czasu a ja mam go całe mnóstwo!
- Dobrze. Zamykam posiedzenie.
- Ależ Wysoki Sądzie jeszcze małą chwileczkę! Jak moja sprawa rokuje? Co ze mną będzie? Czy jestem skazany
na zapomnienie?
- Powód się nie martwi. Wysoki Sąd sprawę umorzył.....
Takise Trenku

Komentarze