Rynek wtórny słów
- 23 cze
- 2 minut(y) czytania
Dylemat współczesnego twórcy nie polega dziś na braku tematów. Przeciwnie — polega na ich nadmiarze, na świadomości, że wszystko już było, że każde zdanie ma za sobą długi cień cudzych zdań. Pisarz chciałby pisać teksty „czyste”, nieskażone, pierwotne, a jednocześnie wie, że to pragnienie jest niemal utopijne. Język, którym się posługuje, jest przecież zużyty — przepracowany przez pokolenia, powtarzany, przetwarzany, wygładzany aż do utraty ostrości.
Twórczość zaczyna przypominać rynek wtórny. Obracamy tym, co już istnieje, próbując nadać temu nowe światło, choć źródło światła pozostaje to samo. Nawet to, co wydaje się świeże, bywa jedynie zręcznym przemieszczeniem akcentów, wydobyciem czegoś z głębokich warstw pamięci — własnej lub cudzej.
Ta świadomość potrafi paraliżować. Pojawia się twórcza niemoc, stan zawieszenia między potrzebą wypowiedzi a zwątpieniem w jej sens. Bo po co mówić, skoro wszystko już zostało powiedziane — i to lepiej?
A jednak problem nie kończy się na samym pisaniu. Równie dotkliwa jest zmiana po stronie odbiorcy. Coraz mniej czasu zostaje na czytanie, a już szczególnie na czytanie wymagające — takie, które domaga się skupienia, ciszy, powolnego wchodzenia w sensy. W świecie natychmiastowej gratyfikacji literatura przegrywa z treściami szybkimi, łatwymi i natychmiast przyswajalnymi.
Powstaje gorzka zależność: im tekst bardziej ogólny, uproszczony, tym łatwiej znajduje odbiorcę. Można go „zjeść” szybko, bez wysiłku, jak coś kupionego w biegu — ciepłe, ale pozbawione głębi. Język zaczyna być traktowany użytkowo, skracany, spłaszczany, aż w końcu przestaje być przestrzenią odkrycia, a staje się jedynie narzędziem przekazu.
W tym wszystkim pisarz zostaje sam — między własnymi słowami, które są mu najbliższe, a jednocześnie coraz bardziej obce. Między potrzebą pisania a pytaniem, czy ktokolwiek jeszcze będzie chciał słuchać.
I być może właśnie to pytanie jest dziś najważniejsze. Nie o to, czy można napisać coś nowego, ale czy istnieje jeszcze ktoś, kto zechce zatrzymać się wystarczająco długo, by to przeczytać.
Agnieszka Dyszak









Komentarze