Poezja po Zagładzie. Między świadectwem a odpowiedzialnością słowa
- 20 cze
- 4 minut(y) czytania
Współczesna polska poezja wobec Zagłady znajduje się w stanie szczególnego napięcia. Z jednej strony dziedziczy ogromny ciężar tradycji współtworzonej przez Tadeusza Borowskiego, Tadeusza Różewicza, Antoniego Słonimskiego i Jerzego Ficowskiego, a także przez żydowskich poetów i świadków, takich jak Władysław Szlengel czy Halina Birenbaum. Z drugiej strony musi nieustannie odpowiadać na pytanie, czy i jak wolno jeszcze mówić o doświadczeniu, które zdaje się przekraczać możliwości języka.
Wydarzenie „Imiona między popiołami”, realizowane od kilku lat w ramach środowiska Międzymiastówki, pokazuje, że odpowiedź nie polega ani na milczeniu, ani na powtarzaniu dawnych form. Polega na próbie odzyskania głosu. Nie własnego, lecz cudzego. Nie w sensie zawłaszczenia, lecz odpowiedzialnego przywołania.
Przez pierwsze lata tego projektu poeci czytali wiersze innych autorów. Był to gest pokory wobec tradycji, a zarazem forma wejścia w przestrzeń pamięci poprzez cudze słowa. W tym roku następuje istotne przesunięcie. Ponad dwadzieścia wierszy wybrzmi głosem ich autorów. Nie jest to jedynie zmiana programu. To zmiana świadomości. Wiersz przestaje być wyłącznie medium pamięci, a staje się jej współczesnym nośnikiem.
Nie oznacza to jednak, że wszystko wolno. Przeciwnie. Im bliżej jesteśmy doświadczenia Zagłady, tym wyraźniej ujawnia się konieczność etycznej czujności. Widać to szczególnie wtedy, gdy spojrzymy na konkretne teksty.
Wiersz Małgorzaty Walusiak „Nie przychodź tu więcej” rozpoczyna całe wydarzenie od gestu niemal elementarnego. Opowiada o dziewczynce, która przestaje przychodzić do szkoły, i o chwili, w której niewinność zostaje przerwana przez historię. Powtarzające się zdanie „nie przychodź tu więcej” działa jak echo przemocy, która nie wymaga dodatkowego komentarza. To poezja, która nie rekonstruuje Zagłady, lecz pokazuje moment jej wtargnięcia w codzienność.
Podobną drogą podąża Magdalena Podobińska w wierszu „Wezwanie”. Jej tekst ma strukturę niemal liturgiczną. „Wziąć każde imię w dłonie, otrzeć z popiołu i krwi” – to nie tyle metafora, ile program. Poezja zostaje tu zdefiniowana jako akt przywracania imion, a więc jako przeciwieństwo mechanizmu Zagłady, który imiona odbierał.
Z kolei u Małgorzaty Mittelstadt w wierszu „Dawid” pojawia się gest nadania imienia. Fotograficzny kadr z rampy zostaje przełamany przez decyzję podmiotu lirycznego, który mówi: „nadałam mu imię”. Jest to moment kluczowy. Nie chodzi o rekonstrukcję faktów, lecz o przywrócenie relacji. Chłopiec z fotografii przestaje być anonimowy. Staje się kimś, kto mógłby być wnukiem. W ten sposób Zagłada zostaje wpisana w ciągłość życia, a nie zamknięta wyłącznie w przeszłości.
Inny ton przynosi wiersz Sławomira Lęgi „Cisza w Auschwitz”. Tutaj pamięć ma charakter niemal metafizyczny. „Oddycham cudzym oddechem” – mówi podmiot liryczny. Nie jest to już opis ani refleksja, lecz doświadczenie współobecności. Lęga operuje językiem prostym, ale nasyconym symbolicznie. Jego poezja nie rekonstruuje wydarzeń, lecz próbuje uchwycić ich trwanie w przestrzeni i w ludzkim ciele.
Jeszcze inaczej pracuje Tomasz Walczak w wierszu „Dwa kamienie małżeństwa Landesberg”. Punktem wyjścia są stolpersteiny, kamienie pamięci wtopione w chodnik. Poeta nie opisuje historii w sposób dokumentalny. Buduje sytuację spotkania. „Przechodzisz obok delikatnie, żeby ich nie spłoszyć” – to zdanie pokazuje, że pamięć nie jest martwym faktem, lecz relacją wymagającą uważności.
Ważne miejsce zajmuje również wiersz Joanny Idzikowskiej-Kęsik „Dłonie Giselli Perl”. To przykład poezji podejmującej temat szczególnie trudny, dotykający moralnych paradoksów obozowej rzeczywistości. Postać lekarki zmuszonej do podejmowania decyzji na granicy życia i śmierci zostaje przedstawiona bez uproszczeń. Wiersz nie oferuje łatwego współczucia. Pokazuje raczej dramat wyboru, który nie mieści się w żadnej prostej etyce.
W tym kontekście warto przywołać rozpoznania Marty Tomczok, która zwraca uwagę na niebezpieczeństwo manipulowania świadectwem. Współczesna poezja często sięga po materiały historyczne, przepisuje je, przekształca, a czasem deformuje. Może to prowadzić do powstawania tekstów operujących silnymi emocjami, lecz stopniowo tracących kontakt z historyczną rzeczywistością. Zagłada staje się wówczas nie tyle wydarzeniem historycznym, ile rezerwuarem afektów.
Tomczok pokazuje, że podobne ryzyko pojawia się w części współczesnych praktyk poetyckich opartych na przechwytywaniu świadectw. Powstaje wówczas niebezpieczeństwo wytworzenia swoistej „pseudohistorycznej” rzeczywistości, w której emocja zaczyna zastępować fakt.
Na tym tle poezja prezentowana podczas „Imion między popiołami” wydaje się podążać inną drogą. Nie polega na zawłaszczaniu, lecz na przywoływaniu. Nie buduje efektu poprzez deformację, lecz poprzez skupienie i uważność. Jest bliższa strategii obecnej choćby w wierszu Jacka Podsiadły „Słup ze słów”, gdzie cytaty i odniesienia pozostają jawne, a poeta nie ukrywa źródeł, lecz je eksponuje.
Istotne jest również to, że wiele z omawianych tekstów operuje językiem prostym. Nie jest to oznaka słabości, lecz świadomy wybór. Po doświadczeniu XX wieku patos stał się podejrzany. Poezja pamięci musi odnaleźć inny ton. Często jest to ton oszczędny, chwilami niemal dokumentalny, ale nasycony emocją, która nie potrzebuje retorycznych wzmocnień.
Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie teksty unikają ryzyka. W niektórych pojawia się pokusa uogólnienia, moralizowania lub zbyt szybkiego przejścia od konkretu do przesłania. To napięcie wydaje się jednak nieuniknione. Poezja pamięci zawsze balansuje między świadectwem a interpretacją.
Najważniejsze pozostaje coś innego. W tych wierszach wyraźnie widać, że Zagłada nie jest traktowana jako zamknięty rozdział historii. Jest doświadczeniem, które nadal domaga się języka. Nie po to, by je wyjaśnić, lecz po to, by nie dopuścić do jego zaniku.
Dlatego być może najtrafniejszym obrazem tej poezji jest powracające w wielu tekstach słowo „imię”. Imię jako coś, co trzeba wypowiedzieć. Imię jako coś, co może ocalić. Imię jako przeciwieństwo numeru.
W świecie, który coraz szybciej zapomina, poezja nie ma wielkiej siły sprawczej. Nie zmienia historii. Nie cofa zbrodni. Może jednak zrobić coś innego. Może nie pozwolić, by cisza stała się ostateczna.
I być może właśnie to jest jej najważniejsze zadanie.
Tomasz Walczak









Komentarze