Dopadła mnie oskoma na człowieka
- 18 lip
- 1 minut(y) czytania
Noc i deszcz. Nietoperze latają nisko. Coraz niżej. Moje wyobrażenia jak mogłaby ta noc wyglądać, ślizgają się po cienkiej nici prawdy. Przecież pada, a ja grabiami chmur nie przegonię.
Parny opar zadusił kilka obrazów z przeszłości. Garść słów pchniętych w odgłos ciężkich kropel opadających na ziemię. Burza i wiatr.
Czytam Milińskiego - "Urodzony na cmentarzu". Artysta miał klawe dzieciństwo, jeśli nie liczyć ojca alkoholika i zdarzające się u niego neurotyczne zachowania po odstawieniu gorzały. Kolejny rozdział zostawię na jutro. Może będzie mniej parno.
Rozmawiam z Najwyższym. Cicha modlitwa dłoni, które wrastają w skronie. Noc i deszcz. Bóg i ja. Nie ma przypadków. Doskonały obraz zmęczonego człowieka szukającego obecności.
Czas. Wtykam jego pulsujące wskazówki w kolejne soczyste jabłko. Mój najlepszy Przyjaciel Stasiu zawsze wybiera te najsłodsze, i pełne soku. Jak on je poznaje? Wernyhora jaki czy co?
Czas staje w miejscu. Jego wskazówki piją łapczywie sok jabłkowy a ja zjadam wysychający miąższ, popijając minutami, które mogły być, ale czas stanął w miejscu i wcale nie ma ochoty wrócić po kolejne jabłko.
Dopadła mnie oskoma na człowieka. Ale jak tu zaspokoić ten głód, jak większość przychodzi tylko po sok z kolejnych jabłek a mnie zostaje tylko suchy miąższ?
Przemek Trenk









Komentarze