top of page

Śmierć stryja z księżycem w tle

  • 16 sty
  • 5 minut(y) czytania

Nikomu nie śniło się, nawet mnie, że tak szybko przeniesiemy się - zasiedlimy miejsce gdzie jeszcze do niedawna mógł zamieszkiwać (na zasadach wyłączności) tylko imć Pan Twardowski. A wszystko za sprawą wodnej mrożonki odnalezionej pod nawierzchnią złożoną z niemiłosiernie wdzierającego się we wszystkie pory skóry pyłu.

Pomysł poniekąd szalony i pracochłonny. Wymagający niezliczonej ilości funduszy i wielkiej rzeszy światłych umysłów ze wszystkich dziedzin nauki. Ktoś pomyślał: skoro budujemy stacje orbitalne a po tej samej orbicie krążą  jak po kosmostradzie  niezliczone satelity i temu podobna machineria  to czemu by nie wykorzystać satelity, który jest tu od zawsze i to na tyle duży i stały, by zbudować na nim kilka drapaczy chmur?

Albo np. marketu dla kosmicznych konsumpcjonistów, z galaktycznym safari, golfem i temu podobnymi rozrywkami dla posiadaczy wielowarstwowych papierowych bloczków? Istniało jednak ryzyko. Satelita nie miał warstwy ochronnej, tak jak w przypadku macierzystej planety, natomiast świadectwa, iż miewał już w przeszłości bliskie spotkania ze wszelakim kosmicznym śmieciem, widoczne są gołym okiem. A okiem ubranym też? Tak nie do końca, bo nadal jest ciemna strona. Co tam jest? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że w roku pańskim 2001, wyprawa osadniczo jakaś tam, dotarła na srebrny glob. Zabrano się ostro do roboty, bo większość teleskopów z Ziemi skierowana była właśnie w tamtą stronę i nie było mowy o żadnych rozrywkach czy opierdalaniu się.

Oczy Wielkich Bratów były tak skuteczne, że już w po roku wszelakie zamierzone budowle zostały zakończone a wahadłowce krążyły w tę i z powrotem niczym tramwaje w wielkich miastach, albo tanie dziwki szukające napalonych facetów ze sterczącmi fiutami ;)

Kiedy nie było chmur, gołym okiem widać było nowe wzory na Srebrniaku i bynajmniej nie były to kratery, ale sny szalonych architektów i inżynierów pchnięte w chromo molibden, tytan czy inne dziadostwo o którym nie mówili w telewizji. Bo i po co? Większość oglądających telewizję to debile. W niedługim czasie można było też zaobserwować wielką zieloną plamę. Długo nikt nie wiedział co to jest. W końcu ogłoszono, że po upłynnieniu mrożonki za pomocą zajebiście wielkiej mikrofali, jakiś tam japoński mikro czy makro biolog i botanik zarazem, zrobił użytek z nasion trawy. Tyle, że ta, sprytnie wymknęła się spod kopuły wielkiego ogrodu będącego pod kuratelą owego uczonego i zaczęła rozprzestrzeniać się z taką prędkością, że nie wiadomo było czy to już plaga czy dobrodziejstwo. Straszny szum podniósł się z tego powodu. Teleskopy oślepły, bo zielonka opanowała doszczętnie jasną półkulę. Nad nią pojawiła się mgła przesłaniająca widok, a co za tym idzie wizualną kontrolę nad poczynaniami miliona ludzkich zastępów chroniących się pod kopułami coraz gęściej i śmielej rozsianymi po całej powierzchni.

Mnie też nieco to zmartwiło. Mój diodowy telewizor zupełnie wysiadł, a główna rozrywka jaką było nieme kino zmian na Srebrniaku, miało się nagle zakończyć z powodu zmętnienia wizji. No to teraz ?! JPRDL!!!

Nie wszyscy jednak martwili się, bo oto satelita zyskał coś na kształt warstwy ochronnej i podobno nawet promieniowanie kosmiczne było mniejsze. Tere Fere! Otwarte zostały korytarze, którymi mknęły wahadłowce, wiozące bogaczy na wypoczynek i rozrywkę. Co bardziej zamożni osiedlali się tam na dłużej.

To był piękny czerwcowy poranek 2010 roku. Niebo czyściutkie w błękicie jakiego dawno nie widziałem. No chyba że przedtem zażyłem dobroczynną dawkę THC ;) Aż przyjemnie było wylegiwać się w wiklinowym bujanym fotelu. Srebrniak zzieleniał i posiniał, ale nadal stanowił atrakcję i uciechę dla oka i…. dla ucha.

Nagle ni stąd, ni z owąd rozległa się jakby kanonada armatnia w ilości hurtowej, potem nie wiadomo skąd w biały dzień pojawił się deszcz meteorytów. Ale jazda!!! Odruchowo spojrzałem na Łysego - tak go nazwałem a co, nie wolno? Znudziła mi się nazwa Srebrniak. Ku mojemu zdziwieniu tam gdzie powinien być, zionęło pustką wokół której krążyły niekształtne jasne obiekty. Co jest?! Gdzie Łysy?

Tym razem nie było już tajemnic. Opowiadano o tym w radio, telewizji, pisano w internecie, plotkowano w sklepach. Dlaczego? O tym opowiem kiedy indziej bo dziś pogrzeb mojego stryja który nieszczęśliwie … miał zaszczyt kopnąć w kalendarz na Łysym. Ot takie życzonko ;)


II


Pogrzeb mojego stryja był mówiąc wprost lekko umowny. Podobnie jak tysiące innych. Bo kiedy Łysy uległ rozpadowi, był już mocno zaludniony. Przeważnie przez wypoczywających tam dygnitarzy, nowobogackich, staro bogackich i hiperbogackich. Jednak gro tambylców to zwykli robotnicy starannie wyselekcjonowani pod względem warunków fizycznych  i zdrowotnych. No kurna same Schwarzeneggery ;)

Kiedy wszędobylska trawa spowodowała mgłę nad ich głowami w ekipach budowlanych nastąpiło rozluźnienie. Szefowie owych osadniczych molochów, nie mając już na karku teleskopowego nadzoru, pozwalali na większą swobodę. Można by rzec, że wszystkie robotnicze, inżynierskie i naukowe kolonie to silni zdrowi i dobrze zbudowani faceci. No Lundgreny, Stallony i Hogany ;) Jedynymi słabymi ogniwami psującymi ten wizerunek pozornie bez skazy, byli przyjezdni bogacze. Oni nie musieli być ani zdrowi ani silni byli po prostu bogaci. Zajebiście bogaci.Wraz z nimi coraz częściej przybywały zastępy kobiet, które niezbyt martwiły się rodzinami, potomstwem czy kłopotami pozostawionymi w macierzy. Zabawom nie było końca, ku uciesze warstwy robotniczej i rzecz jasna świętej pamięci stryjka Eustachiusza. (ten potrafił ;) jednej nocy dziesięć cipek zaliczyć, rekord nie do pobicia)

A uciechy ponoć też były przednie, szczególnie w kopułach, które początkowo miały służyć za laboratoria badające wszystko w stanie nieważkości. Teraz badano w nich poziom ekstazy a nieważkość bywała podwójna, a raczej potrójna. Niektóre z nich uzyskiwano za pomocą reakcji chemicznych, a inne … hmmm no wiecie ;) Pech chciał, że podczas jednej z imprez dwoje bardzo przystojnych robotników zbytnio zbliżyło się do żony pewnego generała odpowiedzialnego za uzbrojenie i reaktory atomowe na nowej ziemi. (bo tak nazwali Łysego tamtejsi rządzący) Konflikt przeniósł się z nieważkości do pięści, lecz dla samego generała miał dość ważki powód .Na tyle, że uzbrojoną potężna rakietę atomowa wycelował w kopuły robotniczych osiedli.

Kiedy w afekcie zamierzał odpalić owo ustrojstwo, wojskowe obserwatoria doniosły o obiekcie zbliżającym się do nich z dużą, a raczej bardzo dużą prędkością. Niestety jedyny pomysł na jaki wpadł ów zazdrosny nieszczęśnik i pewnikiem zaczerpnięty z filmów, to przekierować swój fallicznie wyglądający pocisk na ów obiekt, który okazał się asteroidą . Była niewiele mniejsza od połowy tego na czym stały wszystkie modułowe cywilne i wojskowe kopuły. Czas naglił lecz nikt nie wiedział jak bardzo. W momencie gdy wskazujący palec generała opuszczał się na przycisk mający wystrzelić pocisk, asteroida zagłębiała swe pazerne niszczycielskie cielsko w zieleń powierzchni tego co kiedyś nazywano księżycem. O k...a!

...A teraz pozostał tylko pył…

Z prochu powstałeś i w pył ..to znaczy w proch się obrócisz - wydeklamował kapelan.

Naszła mnie taka refleksja gdy wracałem z żałobnej acz pięknej uroczystości. Może to i lepiej, że ta kupa kosmicznego gruzu zderzyła się z Łysym? Ale bym się zdenerwował gdyby przeorała mi podwórko. Plus z tego jest taki że kupiłem nowy telewizor. Zajebisty z zakrzywionym ekranem. Minus - wciąż w nim trajkoczą o skutkach zderzenia i pustce. Może i pustka, ale wiecie co? Stryjka Eustachiusza  szkoda… :)



Przemek Trenk



P.S. Opowiadanie jest fikcją literacką i jako takie należy je potraktować :)

 
 
 

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń

Polityka prywatności

  1. Administratorem danych osobowych jest właściciel strony Przędza Słów.

  2. Dane osobowe zbierane są wyłącznie w celu realizacji usług, kontaktu z użytkownikiem oraz działań marketingowych, jeśli wyrazisz na to zgodę.

  3. Dane nie są udostępniane osobom trzecim, z wyjątkiem podmiotów uprawnionych na podstawie przepisów prawa.

  4. Masz prawo dostępu do swoich danych, ich poprawiania oraz żądania usunięcia.

  5. Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z niektórych funkcji strony.

  6. Strona korzysta z plików cookies w celu poprawy jakości usług i analizy ruchu.

  7. W sprawach związanych z ochroną danych osobowych możesz skontaktować się poprzez formularz kontaktowy na stronie.

Kontakt

Przędza Słów

 

© 2025 by Przędza Słów. Powered and secured by Wix

 

bottom of page